Przedstawiamy nominowanych w plebiscycie „Przeglądu Sportowego” 2025 r.

Przed sezonem lublinianie zszokowali kibiców i ekspertów, ściągając jednego z najlepszych siatkarzy globu Wilfredo Leona. Potem poszli za ciosem — debiutując w europejskich pucharach, sięgnęli po Challenge Cup. I wreszcie na koniec sprawili sensację, zdobywając mistrzostwo jednej z najlepszych lig świata, polskiej PlusLigi. — To jest jakiś kosmos! Gdyby przed sezonem ktoś nam powiedział, że tak to się wszystko skończy, w życiu bym w to nie uwierzył. To jest piękny sen — cieszył się po odebraniu złotego krążka mistrzostw Polski kapitan Bogdanki LUK Marcin Komenda.

Leon to wiedział

W tak spektakularny sukces lublinian naprawdę nikt nie wierzył, w końcu rozgrywali dopiero czwarty sezon w siatkarskiej elicie. W debiucie zajęli jedenaste miejsce, potem dziesiąte i piąte. W każdym kolejnym roku czynili postęp, ale żeby od razu zdobyć mistrzostwo? Był jednak człowiek, który taki scenariusz sobie założył.

Przychodząc do Lublina, Leon zapowiadał, że drużyna będzie walczyła o najcenniejsze trofea. Ktoś powie, że to taka standardowa gadka, ale nie w przypadku Wilfredo. On zawsze stawia sobie najwyższe cele, zawsze walczy o złoto i za nic miał opinie ekspertów, którzy twierdzili, że wokół wielkiej gwiazdy brakowało innych świetnych siatkarzy, że sam Leon to za mało. Inne zdanie miał w tym temacie także Massimo Botti, trener Koziołków, który po prostu konsekwentnie robił swoje, budując siłę zespołu. W ćwierćfinale lublinianie pokonali w serii 2–1 wielką ZAKS-ę, w półfinale wyeliminowali obrońców tytułu — siatkarzy Jastrzębskiego Węgla, a w finale po czterech meczach ograli innego giganta, czyli Aluron CMC Wartę Zawiercie. — Cóż, musimy przyznać, że lublinianie zdobyli tytuł zasłużenie — przyznał jeden z liderów Jurajskich Rycerzy Bartosz Kwolek. Miał rację.

Leon został oczywiście wybrany najlepszym siatkarzem PlusLigi w Rankingu „Przeglądu Sportowego” i podczas gali PLS. 32-letni przyjmujący był wielki, ale wcale nie zostawił w cieniu kolegów z zespołu. U jego boku w siłę urośli Komenda, Mikołaj Sawicki czy Kewin Sasak, którzy potem trafili do reprezentacji Polski. A świetny sezon rozegrali też obcokrajowcy: Aleks Grozdanow, Fynnian McCarthy i libero Thales Hoss. Sprawdziły się zatem słowa lubelskich kibiców, którzy po każdym kolejnym zwycięstwie śpiewali, że „LUK z Lublina to najlepsza jest drużyna”. Fani wypełniali halę Globus podczas każdego meczu, a bilety na decydujące starcie finału wykupili w… 14 sekund. Historyczny moment mogło obejrzeć na żywo tylko 4221 widzów. Chętnych było oczywiście znacznie więcej.

Sprzedali dusze diabłu

Po złoto PlusLigi lublinianie sięgnęli w swojej hali, zaś Puchar Challenge zdobyli na terenie „wroga” we Włoszech. Po triumfie 3:1 w Lublinie w rewanżu ze słynnym Cucine Lube Civitanova Bogdanka potrzebowała dwóch wygranych setów. Niby niedużo, ale to świetnie dysponowali gospodarze prowadzili 2:0 w setach, a w trzeciej odsłonie mieli pięć meczboli. Lublinianie nie dali się jednak złamać. Po horrorze przy… 10. setbolu wyszarpali trzecią partię. W czwartej Leon pokazał, dlaczego uważany jest za jednego z najlepszych siatkarzy świata. Poszedł na zagrywkę i po jego asach polski zespół prowadził 17:11. Tego prowadzenia nie mógł już oddać.

— Cały zespół zasłużył na wielkie słowa uznania. Zawodnicy pokazali charakter, wyszli z ogromnej opresji na bardzo trudnym terenie. Przecież w swojej hali Lube nie przegrywa — chwali lublinian były kapitan reprezentacji Polski Piotr Gruszka. — Wierzyliśmy w ten sukces, wiedzieliśmy, że będziemy walczyli do upadłego i że jak trzeba będzie, sprzedamy duszę diabłu — mówił środkowy Jan Nowakowski, który podobnie jak Mateusz Malinowski dał w finale pucharu świetną zmianę.

Nowy sezon Bogdanka LUK rozpoczęła od triumfu w Superpucharze po pokonaniu 3:1 JSW Jastrzębskiego Węgla, a w grudniu zadebiutowała w Lidze Mistrzów. I nie zamierza schodzić ze zwycięskiej ścieżki. Tym bardziej że w mikołajki klub poinformował o przedłużeniu umów z trzema polskimi asami: Leonem, Komendą i Sasakiem. Kibice znowu śpiewają, że LUK z Lublina…

Komentuje dla nas Ryszard Bosek, mistrz świata i olimpijski, były trener reprezentacji Polski

Zespołowość na wagę złota

To, co zrobili w tym roku siatkarze Bogdanki LUK, przeszło czyjekolwiek wyobrażenia. Bo choć zakontraktowali Wilfredo Leona, nikt nie dawał im szans na mistrzostwo Polski, ja także. Tymczasem wokół lidera w Lublinie stworzyła się naprawdę mocna drużyna, w której wszystkie elementy idealnie się zazębiały. Nikt nie może powiedzieć, że to był zespół jednego zawodnika, bo Leon też miał słabsze momenty, nie w każdym meczu był nawet najlepiej punktującym zawodnikiem swojej ekipy. Ale wtedy ciężar odpowiedzialności brali na siebie inni. Wilfredo zachowuje się jak wielki mistrz, nie zadziera nosa, nie gwiazdorzy. Wręcz przeciwnie — buduje dobrą atmosferę, ciągnie kolegów w górę. I tym właśnie lublinianie wygrali — zespołowością i świetną atmosferą. Także na trybunach, bo w hali im. Tomka Wójtowicza atmosfera jest wspaniała. Widać, że lublinianie bardzo tęsknili za wielką siatkówką, której od czasów Tomka i Lecha Łaski nie mieli. Świetną robotę wykonał z Bogdanką trener Massimo Botti. Widać, że facet zna się na robocie i potrafi poukładać klocki. Szczególny smak poza mistrzostwem Polski miało też wywalczenie przez lublinian Pucharu Challenge na terenie wielkiego rywala Cucine Lube Civitanova. Włosi mocno to przeżyli.