Wiceprezydent J.D. Vance i jego sojusznicy w Pentagonie dążyli do odcięcia Ukrainy od dostaw broni i prowadzili „de facto antyukraińską politykę”, podczas gdy generałowie, CIA i gen. Keith Kellogg starali się równoważyć te wpływy – wynika z artykułu „New York Timesa” o kulisach podejścia Białego Domu do Ukrainy.

fot. Jessica Koscielniak / / Reuters / Forum
„New York Times” w obszernym tekście ujawnił wiele dotąd nieznanych szczegółów zza kulis amerykańskiej polityki wobec Ukrainy i negocjacji z Rosją. Gazeta opisuje m.in. konsekwentne zabiegi wiceprezydenta J.D. Vance’a i jego sojuszników na kluczowych stanowiskach w Pentagonie podejmujących działania, by powstrzymać napływ broni do Ukrainy, co jeden z czołowych amerykańskich oficerów określił jako „de facto antyukraińską politykę”.
Działania te, poparte przez szefa Pentagonu Pete’a Hegsetha miały skutkować wieloma przerwami w dostawach, w tym ponad trzymiesięczną przerwą w dostawach amunicji artyleryjskiej podczas rosyjskiej ofensywy na Pokrowsk w Donbasie.
Z drugiej strony szef CIA John Ratcliffe miał po cichu wspierać działania Ukraińców i pomagać im prowadzić dotkliwą kampanię uderzeń przeciwko rosyjskim rafineriom, które według analiz miały kosztować Rosję 75 mln dol.
Gazeta opisuje też prowadzoną niemal od początku marginalizację wysłannika Trumpa ds. Ukrainy gen. Keitha Kellogga. Kellogg w rozmowie z wicepremierem RP Radosławem Sikorskim przed lutową Monachijską Konferencją Bezpieczeństwa na pytanie Sikorskiego: „czy wciąż mamy sojusz?” odparł, że jest najlepszym przyjacielem Europy w administracji. Jego krytycy w Pentagonie twierdzili, że Kellogg przedstawiał się wówczas jako „powstrzymujący front przeciwko wszystkim tym izolacjonistom” w administracji.
Antyrosyjski Kellogg – pierwotnie wysłannik ds. Rosji i Ukrainy, a potem tylko Ukrainy – miał też budzić irytację prezydenta Trumpa, który podczas jednego ze spotkań powiedział mu, że „Rosja jest jego”. Gdy zaś Kellogg publicznie chwalił wytrwałość i odwagę prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, Trump zażądał od niego wyjaśnień, a w rozmowie z innym doradcą miał nazwać go „idiotą”.
Pentagon i Biały Dom irytowała też postawa byłego już dowódcy sił USA w Europie gen. Christophera Cavolego, który opowiadał się za wsparciem Ukrainy i w wystąpieniach w Kongresie przedstawiał Rosję jako chroniczne zagrożenie dla USA. Przed odejściem na emeryturę Cavoli miał wysłać wewnętrzne memorandum do Hegsetha, w którym stwierdził, że Ukraina powoli przegrywa wojnę, a wstrzymywanie wsparcia sprawi, że przegra ją szybciej. Jednak zdaniem jednego z cytowanych przez „NYT” wysokich rangą oficerów wojskowych, taka perspektywa nie martwiła obozu związanego z Vance’em.
Przeświadczenie o tym, że Rosja jest „niezwyciężona” – tego słowa Trump miał użyć, oglądając paradę wojskową w Moskwie – miało dyktować też podejście administracji do negocjacji pokojowych, opierające się na intensywnej presji wobec Ukrainy i znacznie bardziej miękkim podejściu do Rosji. Podczas pierwszego spotkania z ukraińską delegacją w Dżuddzie – do którego doszło po publicznej kłótni Trumpa i Zełenskiego w Białym Domu – ówczesny doradca ds. bezpieczeństwa narodowego USA Michael Waltz miał dać óczesnemu ministrowi obrony Ukrainy Rustemowi Umierowowi marker i powiedzieć mu, by „zaczął rysować” na mapie możliwe ustępstwa terytorialne. Umierow narysował linię wzdłuż linii frontu, wyłączając z niej okupowaną Zaporoską Elektrownię Atomową oraz Cypel Kinburnski. Sekretarz stanu USA Marco Rubio miał wówczas naciskać na Ukraińców, by zgodzili się na to, aby Stany Zjednoczone uznały rosyjską aneksję Krymu, na co ostatecznie Kijów miał się zgodzić.
Przedstawiciele Kremla od początku mieli sugerować jednak, że nie są skłonni do żadnych ustępstw, co mieli zakomunikować w pierwszych rozmowach delegacji USA i Rosji w Rijadzie. Rozmowy te Rubio rozpoczął od cytatu z „Ojca Chrzestnego”, podkreślając konieczność podtrzymywania rozmów: „Spędziłem życie, starając się nie być nieostrożnym. Kobiety i dzieci mogą być nieostrożne, ale nie mężczyźni”. Mimo to szef MSZ Siergiej Ławrow i doradca Putina Jurij Uszakow mieli powiedzieć, że wojna nie zakończy się, dopóki Rosja nie obejmie w posiadanie wszystkich czterech obwodów (ługańskiego, donieckiego, zaporoskiego i chersońskiego), które formalnie anektowała. Podobne żądania – plus amerykańskie i europejskie uznanie rosyjskich zdobyczy terytorialnych – miał powtórzyć w rozmowie z niewymienionym z nazwiska europejskim przedstawicielem sam Putin.
Rozmowy w Rijadzie miały też udowodnić marginalizowanie pozycji Kiriłła Dmitrijewa, szefa rosyjskiego funduszu majątkowego, który był głównym rozmówcą wysłannika Trumpa Steve’a Witkoffa i który sygnalizował większą chęć do kompromisu w zamian za gospodarcze korzyści ze współpracy z USA. Dmitrijew nie został dopuszczony przez Ławrowa i Uszakowa do pierwszej rundy rozmów, a podczas drugiej sesji sam dostawił sobie krzesło.
Ostatecznie jednak Putin miał zgodzić się na to, by zakończyć wojnę w zamian za wycofanie się Ukrainy z całego obszaru Donbasu, co miało stanowić główny temat rozmów między nim i Trumpem w Anchorage na Alasce. Choć jeszcze tuż przed spotkaniem dyrektor CIA John Ratcliffe powiedział Trumpowi, że Rosja nie jest zainteresowana zakończeniem wojny, Trump miał pozytywnie odnieść się do tematu, uważając kwestie kontroli nieokupowanych przez Rosję ziem w Donbasie za detal i skrawek ziemi, o którym w Ameryce nikt nie słyszał.
– Ludzie od nieruchomości patrzą na to tak: „OK, uzgodniliśmy wszystkie pozostałe warunki umowy, ale kłócimy się o listwy wykończeniowe i o klamki” – powiedział doradca Trumpa, podsumowując myślenie prezydenta.
Po spotkaniu w Anchorage i zwrocie Trumpa przeciwko Rosji po rozmowach z Zełenskim w Nowym Jorku w siedzibie ONZ we wrześniu szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow zażądał od Rubia, by Trump publicznie przyznał, że zobowiązał się na Alasce, iż wymusi na Zełenskim oddanie Donbasu. Jednak Amerykanie usłyszeli potem, że była to samodzielna inicjatywa Ławrowa, który wkrótce potem został tymczasowo odsunięty na bok.
Artykuł „New York Timesa” zawiera też dodatkowe szczegóły na temat wzlotów i upadków relacji Trumpa z Wołodymyrem Zełenskim. Według dziennika Trump od dawna nie lubił ukraińskiego przywódcy, nazywając go wielokrotnie w rozmowach z doradcami wulgarnie „motherfucker”. Według dziennika, poza kłótnią w Białym Domu w lutym, do podobnego wybuchu nieomal nie doszło podczas październikowego spotkania, kiedy Trump naciskał na Zełenskiego, by oddał Rosji Donbas, lecz sytuację załagodzić miał Umierow.
Mimo to w rozmowach zdarzały się też lżejsze momenty, jak wtedy, gdy podczas spotkania z Zełenskim i europejskimi przywódcami w sierpniu, Trump miał nagle stwierdzić, że ukraińskie kobiety są piękne i przywołać przykład Ołeksandry Nikołajenko, byłej Miss Ukrainy i żony znajomego magnata z Las Vegas Phila Ruffina. Trump wtedy zasugerował, by Zełenski i Nikołajenko odbyli rozmowę, do czego miało dojść w trakcie spotkania. Przez następne 10-15 minut Zełenski i pochodząca z Odessy kobieta mieli rozmawiać po ukraińsku, podczas gdy Trump i przywódcy się temu przysłuchiwali.
– Czuć było, jak zmienia się nastrój w pokoju – powiedział dziennikowi obecny tam urzędnik. – Temperatura spadła. Wszyscy się śmiali. To stworzyło międzyludzką więź. To było swego rodzaju połączenie umysłów. To humanizowało Zełenskiego w oczach Trumpa – dodał.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)
osk/ kar/