Domański: nie pracujemy nad przyjęciem euro

Po drugie, do przyjęcia euro nie ma woli politycznej. – Nasz rząd nie planuje i nie pracuje nad wdrożeniem euro w Polsce – mówił niedawno w Polsat News minister finansów i gospodarki Andrzej Domański. We wspomnianym „Monitoringu Konwergencji z UGW” Ministerstwo Finansów napisało, że „członkostwo Polski w strefie euro mogłoby stanowić źródło zaburzeń w gospodarce”. Polska od dziesięciu lat nie ma już nawet pełnomocnika rządu ds. wprowadzenia euro.

Sceptyczne wobec euro są też inne duże partie opozycyjne (m.in. PiS, Konfederacja), co uniemożliwia zmianę Konstytucji RP, konieczną do przejścia na euro. Przeciwny jest też prezes NBP, a jego zgody wymaga przystąpienie do mechanizmu ERM II. Kadencja Glapińskiego trwa do 2028 r.

Premier Donald Tusk

Blisko dwie trzecie badanych przeciw Polsce w strefie euro

W końcu po trzecie: do pożegnania ze złotym wcale nie spieszy się polskiemu społeczeństwu. Dobitnie świadczy o tym badanie IBRiS na zlecenie „Rzeczpospolitej” (zrealizowane w dniach 19-20 grudnia metodą CATI na ogólnopolskiej próbie 1068 osób). Zapytano w nim czy Polska w ciągu najbliższych 10 lat powinna przyjąć euro zamiast złotego. Twierdząco na pytanie odpowiedziało jedynie 28,5 proc. badanych (w tym 10,5 proc. zdecydowanie się z tym zgadza). Przeciwko wejściu do strefy euro było zaś ponad 62 proc. badanych, w tym aż blisko 44 proc. osób oponuje przeciw temu zdecydowanie. Jesteśmy więc bardzo daleko od społecznej zgody na euro.

Gwoli wyjaśnienia: założony w pytaniu ankietowanym horyzont dziesięciu lat dla przyjęcia euro to nie tylko czas na procedury (sama obecność w ERM II powinna trwać dwa lata) i „uporządkowanie” finansów publicznych, ale też dalszą konwergencję realną, czy wyrównywanie poziomu rozwoju gospodarczego. Zdaniem dr. hab. Łukasza Goczka z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, przedwczesne przyjęcie euro to poważne ryzyko. – Wspólna polityka pieniężna nie jest dobrze dopasowana do gospodarki, która wciąż nadrabia dystans rozwojowy wobec bogatszych państw. Euro w Polsce mogłoby nasilić cykle boomów i załamań – szczególnie przy stałej od wielu rządów silnej stymulacji fiskalnej – a także osłabić konkurencyjność, jeśli inflacja w Polsce utrzymywałaby się powyżej poziomu, na który reaguje polityka EBC – wyjaśnia. Reasumując: wejście do strefy euro powinno nastąpić dopiero wtedy, gdy spełnione zostaną nie tylko formalne kryteria z Maastricht, lecz także warunki trwałej stabilności po utracie autonomii monetarnej, w tym wyższy poziom dochodów i głębsza integracja gospodarcza ze strefą euro.

Jak wynika z badania IBRiS, poparcie dla wprowadzenia euro rośnie wraz z wielkością miejsca zamieszkania (np. na wsi jest tylko 15 proc. zwolenników wspólnej waluty), ale nawet w dużych miastach, z powyżej 250 tys. mieszkańców, przewaga zwolenników euro w Polsce nie jest duża (48 proc. vs. 40 proc.). Co ciekawe, nawet wśród badanych z dyplomem przeważają osoby przeciwne rezygnacji ze złotego (50 proc. vs. 39 proc.).