- Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu
16-kilometrowy zator to sytuacja z wtorkowego wieczora z trasie S7 w rejonie Ostródy i Olsztynka. Służby tłumaczyły ją „reakcją łańcuchową„, którą niezwykle ciężko było rozładować. Jak pojedynczy kierowca może zwiększyć swoje szanse na w miarę komfortowe przetrwanie takiego kryzysu?
- Jakie powinny być przygotowania przed podróżą w zimie?
- Czym warto zatankować auto przed długą podróżą zimą?
- Dlaczego 4×4 jest lepsze w śnieżycy?
- Jakie zapasy warto mieć w samochodzie na zimową trasę?
1. Sprawdź prognozę. To podstawa jak „zimówki”
— Zupełnie podstawowa sprawa to sprawdzenie prognozy — zaczyna w rozmowie z Onetem znany z kariera pilota rajdowego Maciej Wisławski, obecnie rzecznik Wojewódzkiego Ośrodka Ruchu Drogowego w Łodzi. — Śnieżyca czy ślizgawica, gdy np. nie opuszczamy swojego miasta, zwykle nie przeszkodzi nam w dotarciu do celu. Co najwyżej sprawi, że zrobimy to trochę wolniej. Ale przed podróżą na kilkaset kilometrów już naprawdę należy się zabezpieczyć.
Dla Wisławskiego obecnie zimowe opony to „oczywista oczywistość”. Łańcuchy na koła?
— Nie ma co przesadzać — odpowiada ekspert. — Niewątpliwie są one potrzebne w terenach górskich, ale raczej nie ma sensu stosować ich na nizinach, gdzie nie ma podjazdów.
Natomiast Wisławski za wygranych w czasie zamieci uważa użytkowników aut z napędem 4×4. — Takie auto jest po prostu stabilniejsze, łatwiejsze do opanowania, na nawierzchni ze śniegiem, lodem czy tzw. łatami wody — wylicza.
2. Zapasy na drogę. Nie tylko paliwa
Kolejna „oczywista oczywistość” przed długą podróżą w zimę to pełny bak paliwa, bez którego samochód na przymusowym postoju z biegiem czasu zacznie stawać się lodówką — to paliwo pozwala na pracę silnika, utrzymującego m.in. system ogrzewania w aucie.
— Musimy mieć paliwo na wypadek kilkugodzinnego zatrzymania w korku. Głową muru się nie przebije: wtedy trzeba czekać aż odpowiednie służby zareagują i drogę nam udrożnią. A samochód z paliwem staje się wtedy przedłużeniem bezpiecznego domu — mówi Wisławski. Radzi, aby, czekając na pomoc raczej auta nie opuszczać, np. kierując się chęcią samodzielnego dotarcia do punktu z pomocą. Zatem siedzimy we własnym samochodzie, chyba że np. któryś z sąsiadów w korku wyraźnie potrzebuje wsparcia z zewnątrz.
— No i zjedźmy tym autem w miarę możliwości, aby udrożnić tworzący się korytarz życia — dodaje Wisławski. — Oczywiście na wypadek takiego czasowego „uwięzienia” zawsze zabieramy ze sobą w zimową podróż kanapki i termos z gorącą herbatą lub kawą.
Czasem kierowcy zapominają o innej podstawie. Płyn do rozmrażania szyb?
— Zawsze powinniśmy mieć zimowy płyn do spryskiwaczy — mówi ekspert. — Jego bańkę wetkniętą do bagażnika, żeby zawsze móc zatrzymać się na parkingu i ten płyn uzupełnić. Zimą auta, które nas wyprzedzają, albo wyprzedzane przez nas, nanoszą na szyby mnóstwo mazi, błota pośniegowego, zmieszanego z solą czy piaskiem. A nasz dobry ogląd sytuacji na drodze to zawsze podstawa bezpieczeństwa.
3. Przydatne narzędzie
Po zatankowaniu do pełna przed zimową podróżą Wisławski nie upierałby się przy zabieraniu powerbanka — skoro pełen bak da nam możliwość podładowania telefonu przez samochodową ładowarkę. Ale warto pamiętać o innym narzędziu.
— Weźmy niedużą łopatę, przypiętą bezpiecznie w bagażniku. Nie taką do ładowania węgla, ale taką, aby spróbować odkopać zaspę, w której się zakopaliśmy i zatrzymaliśmy. A za nami zatrzymało się jedno, drugie, piąte auto. Z tym narzędziem jest szansa, że nie zablokujemy wtedy drogi — radzi Wisławski.