To historia, którą Polski Orzeł będzie przeżywał po raz drugi w swojej karierze. Nowy Rok, urodziny i mecz 1/4 finału najważniejszej darterskiej imprezy na świecie. 1 stycznia Krzysztof Ratajski kończy 49 lat. Na urodziny sprawił już sobie jeden sportowy prezent – wrócił do grona 32 najwyżej sklasyfikowanych zawodników rankingu PDC Order of Merit, co daje mu na przykład rozstawienie w kilku turniejach.

– Miejsce w najlepszej 32 rankingu to dla mnie bardzo ważne osiągnięcie i bardzo się z tego cieszę. Ale kiedy ma się przed sobą następny mecz z takim rywalem jak Littler, trudno teraz zajmować się liczeniem pozycji – powiedział Polak na konferencji prasowej po wtorkowym meczu 1/8 finału z Lukiem Woodhousem.

ZOBACZ WIDEO: Tak wygląda od kulis mecz PlusLigi

Jednak już wtedy było wiadomo, że najlepszy polski darter w ćwierćfinale zmierzy się z Lukiem Littlerem – aktualnym mistrzem świata oraz numerem 1 światowego rankingu. Co ciekawe, Anglik dopiero 21 stycznia skończy 19 lat.

– Każdy mecz z Littlerem jest czymś wielkim. Zawsze jest się underdogiem. Spodziewam się, że zagra na swoim poziomie, ze średnią powyżej 100, może nawet 105 czy 110 punktów. Możemy oczekiwać po nim wszystkiego, ale na pewno nie słabej dyspozycji. Będę musiał zagrać swoją najlepszą grę. Zobaczymy. To jest dart, tu się wszystko może wydarzyć – twierdzi Ratajski.

Także bezpośrednie statystyki nie przemawiają na korzyść Polaka. Grał z nim cztery razy w karierze i wszystkie te spotkania przegrał. Najbliżej zwycięstwa był 1 marca w turnieju UK Open, gdzie przegrał 8-10. Angielscy dziennikarze pytali Ratajskiego o plan na czwartkowy ćwierćfinał.

– Trudno mieć jakiś plan, trzeba być najlepszą wersją siebie. Przekładając to na skalę szkolną, trzeba zagrać na szóstkę i mieć trochę szczęścia. Ale szansa jest zawsze. To największe wyzwanie, jakie można sobie wyobrazić. To najlepszy zawodnik na świecie, mistrz świata, ale to też jest dart. W tym sporcie wszystko jest możliwe – ocenił Polish Eagle.

– Wiem, że dla Krzysztofa to pierwszy raz w tej fazie [i to jest błąd, bo pięć lat temu Ratajski był już w ćwierćfinale – przyp. red.]. Zarówno on, jak i Luke [Woodhouse] zarobili już sporą sumę pieniędzy, co pozwoli im znaleźć się wyżej w rankingu. Powodzenia i do zobaczenia w Nowy Rok – powiedział Littler na spotkaniu z dziennikarzami.

A komu będzie sprzyjać publiczność w londyńskiej Alexandra Palace? Teoretycznie powinna Littlerowi, ale podczas ostatniego spotkania Anglika z Robem Crossem pojawiły się gwizdy i buczenia w stronę 18-latka. On sam w pomeczowym wywiadzie dla Sky Sports skomentował to w dość wyrazisty sposób.

– W ogóle mnie to nie rusza, naprawdę. Wcale. Mogę tylko powiedzieć, że to wy płacicie za bilety, więc też za moje nagrody. Dziękuję wam! Dziękuję też za moje pieniądze. Dziękuję więc, że na mnie gwiżdżecie i buczycie – odpowiedział z przekąsem.

Na Ratajskiego w jego spotkaniu z Woodhousem też publiczność momentami buczała. Ale Polak odniósł się do tego ze spokojem na konferencji prasowej.

– Buczenie i gwizdy? Nie słyszałem. Wolałem skupić się na swojej grze. Jeśli ktoś gwizdał czy buczał, naprawdę nie zauważyłem. W tej sytuacji moje myśli są gdzie indziej. Czy teraz będą wygwizdywać Littlera? Nie wiem, dla mnie to raczej nie będzie pomoc, być może to przeszkodzi jemu – stwierdził.

Spotkanie Krzysztofa Ratajskiego z Lukiem Littlerem otworzy sesję wieczorną 1 stycznia o godzinie 20:00. Po nich na scenę w Alexandra Palace wyjdą Luke Humphries oraz Gian van Veen. Z kolei w sesji popołudniowej zobaczymy starcia Ryana Searle’a z Jonnym Clayton i Garego Andersona z Justinem Hoodem.

Transmisje wszystkich meczów w aplikacji TVP Sport oraz na kanale stacji na YouTube. Z kolei mecz Ratajski – Littler będzie transmitowany również na antenie telewizyjnej.