Najszybciej z walki o Puchar Polski odpadła ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, która od 2000 roku sięgała po puchar… dziesięciokrotnie, oraz obrońca trofeum JSW Jastrzębski Węgiel. Oba zespoły nie znalazły się w grupie sześciu najlepszych ekip PlusLigi na półmetku fazy zasadniczej uprawnionych do startu w ćwierćfinału Pucharu Polski. We wtorek już na etapie 1/4 finału odpadł finalista dwóch poprzednich edycji PP Aluron CMC Warta Zawiercie, który w swoje hali uległ 0:3 Asseco Resovii. A to oznacza, że w krakowskiej Tauron Arenie po Puchar Polski sięgnie drużyna, która nigdy tego trofeum nie zdobyła (Bogdanka LUK Lublin lub PGE Projekt Warszawa) albo taka, która odbierała nagrodę w XX wieku. Indykpol AZS Olsztyn ma już wprawdzie w klubowej gablocie siedem Pucharów Polski, ale ostatni zdobył w 1992 roku. Asseco Resovia trzykrotnie wygrywała prestiżowe rozgrywki, tyle że wieki temu, w 1975, 1983 i 1987 roku. Rzeszowianie nie zagrali nawet w dwóch ostatnich turniejach finałowych Pucharu Polski, a w finale wystąpili w 2015 roku (przegrali wówczas z Treflem Gdańsk).
Dalszy ciąg materiału pod wideo
Zaskoczony Zatorski
– Tym bardziej cieszymy się z awansu. Pokonaliśmy Aluron, który ograł nas w tym sezonie 3:0 w PlusLidze i 3:1 w Lidze Mistrzów – cieszył się po triumfie w Zawierciu przyjmujący gości Artur Szalpuk. – W poprzednich sezonach odwracanie meczów nie było silną stroną Resovii. W meczu z Aluronem udało nam się wygrać, choć rywal w każdym secie prowadził nawet kilkoma punktami – dodawał Paweł Zatorski, który po raz pierwszy w tym sezonie zagrał na pozycji libero. Do tej pory był wpisywany do składu jako przyjmujący i wchodził do gry na krótkie akcje, żeby poprawić przyjęcie Resovii. – W dniu meczu zostałem zaskoczony przez trenera i dowiedziałem się, że wyjdę na pozycji libero. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że zapomniałem na ten mecz swojej koszulki i jeden z prezesów musiał mi ją z Rzeszowa przywieźć. Okazała się niepotrzebna, bo to była koszulka przyjmującego, a ja zagrałem w białej koszulce libero – mówił były reprezentant Polski.
W meczu z Aluronem trener Massimo Botti rzeczywiście zaskoczył, bo tym razem wobec kontuzji Yacine Louatiego jako przyjmujący grali dwa pozostali libero Resovii Erik Shoji i Michał Potera. Dziwny manewr przyniósł efekt, bo przyjęcie gości stało na bardzo wysokim poziomie. W ogóle rzeszowianie rozegrali kapitalny mecz, być może najlepeszy w sezonie, a fantastycznie w końcówkach setów zagrał były atakujący… Aluronu Karol Butryn. Swoimi zagrywkami i atakami odwrócił losy setów, w których gospodarze prowadzili. Popisał się zwłaszcza w drugiej partii, w której było 15:9, 17:12 i 21:17 dla Aluronu. Ostatecznie goście wygrali w setach do 22, 25 i 25, a MVP meczu został zdobywca 20 punktów Klemen Čebulj. Tym zwycięstwem zawiercianie przełamali fatalną passę w meczach z Jurajskimi Rycerzami, z którymi przegrali sześć ostatnich ligowych potyczek. Czyżby wicemistrzom Polski zaszkodził wyjazd na klubowe mistrzostwa świata do Brazylii?
Drabinka PP siatkarzy 2025/26 (Foto: Agnieszka Drąg / Onet)Zaraza w Bełchatowie
W półfinale w Krakowie rzeszowianie zmierzą się z Projektem, który odprawił z kwitkiem PGE GiEK Skrę Bełchatów. Warszawianie wystąpili już niemal w optymalnym składzie, a do gry wrócili zawodnicy, którzy z powodu choroby nie wystąpili w meczu ligowym w Lublinie. – Dobrze, że pokonaliśmy Skrę najmniejszym nakładem sił, bo nie jest łatwo wrócić do pełnej dyspozycji po chorobie, jak miało się blisko 40 stopni gorączki. Nie mogliśmy tez mówić o normalnych treningach, gdy było nas siedmiu – mówił Damian Wojtaszek, jeden z bohaterów przegranego 0:3 meczu PlusLigi z Bogdanką LUK Lublin, który wrócił już na swoją nominalną pozycję.
W walce o pierwszy w historii Puchar Polski Warszawianom nie pomoże niestety Jakub Kochanowski, który doznał urazu kolana i będzie pauzował przez trzy tygodnie. Ze Skrą zespół ze stolicy poradził sobie bez „Kochana” a dzień po meczu okazało się, że w zespole z Bełchatowa jeden z zawodników zapadł na chorobę zakaźną i niedzielne spotkanie ligowe Skry z Indykpolem AZS Olsztyn zostało przełożone na 4 marca.
Nie było niespodzianek w spotkaniach przedstawicieli PlusLigi z pierwszoligowcami, choć Stal Nysa zmusiła do maksymalnego wysiłku mistrza Polski Bogdankę LUK. Na szczęście lublinianie mają w swoich szeregach Wilfredo Leona, który poszedł na zagrywkę w końcówce czwartej partii i zagrywał tak skutecznie, że Bogdanka od stanu 19:20 zdobyła sześć punktów z rzędu. Leon zakończył mecz asem, a w sumie miał aż osiem punktów w tym elemencie, co jest wyrównaniem jego rekordu z PlusLigi.
Awans po 17 latach
Aż tak spektakularne wyczyny nie były potrzebne siatkarzom Indykpolu AZS Olsztyn, żeby wyeliminować BBTS Bielsko-Biała. – Byłoby głupotą olać pierwszoligowego rywala. My mogliśmy wszystko stracić, oni nie mieli do stracenia nic – powiedział przyjmujący akademików Paweł Halaba. Tym samym olsztynianie awansowali do turnieju finałowego Pucharu Polski po raz pierwszy od… siedemnastu lat i w półfinale będą chcieli sprawić sensację i wyeliminować mistrza Polski. Tyle że Bogdanka chce zdobyć Puchar Polski po raz pierwszy w historii i nie odpuści rewelacji sezonu z Olsztyna. Szykuje się pasjonujący turniej finałowy, w którym po trofeum sięgnie 8. zespół w XXI wieku.