W tamtym momencie miał prawo do tego, by myśleć o poważnej karierze skoczka. W drużynie ze Stochem, Żyłą i Toporem Paweł Urbański wywalczył srebrny medal MŚ juniorów 2005 w Rovaniemi. Dwóch z nich zrobiło wielką karierę, a jeden został trenerem. 38-letni dziś Urbański od lat trzyma się z dala od sportu, choć pozostaje bacznym obserwatorem w roli kibice i ojca młodego sportowca.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

— Wcześniej trochę żałowałem — wyznał dwa lata temu w rozmowie z serwisem tvpsport.pl. W końcu przez lata obserwował jak jego koledzy z rocznika 1987 zdobywają najważniejsze tytuły na zimowych IO i mistrzostwach świata. Urbański wygrał nawet konkurs Pucharu Kontynentalnego w Engelbergu, ale karierę zawiesił przed ukończeniem 20. roku życia. Do skoków nie wrócił nigdy.

Oto co polski skoczek robi po sukcesie. Tytuł wywalczył ze Stochem i Żyłą

Po latach twierdzi, że mało kto już o nim pamięta, choć 20 lat temu uznawany był za spory talent. Jego decyzja była niezwykle trudna, bo całkowicie zmienił otoczenie i w młodym wieku zdecydował się wkroczyć do innego świata. Po latach zdecydował opowiedzieć o swoim nowym życiu.

— Jestem teraz kierowcą ciężarówki, mam zawód taki, że ciągle w delegacjach — ujawnia były skoczek i wyznaje, jak wygląda obecnie podejście do oglądania sportu.

— Czasu na śledzenie skoków aż tak dużo już nie mam, ale kiedy jest chwila, to czytam. Skoki wciąż lubię. A przez syna nadal mam jako taki kontakt, na treningach bywam, na zawodach go wspieram, więc człowieka z miejsca bardziej do tego ciągnie. Tym się jednak całe dzieciństwo żyło, nie? To w człowieku zostaje — wyznaje w wywiadzie dla TVP Sport.

Przyznaje, że najtrudniejszym i przełomowym momentem było wkroczenie w dojrzały wiek, gdy nie był już postrzegany jako junior. — Przejście w dorosłość było ciężkie. FIS Cupów jeszcze wtedy nie było, wsparcia aż takiego również. Juniora przedłużyli dopiero później. Nie można było mieć własnego sponsora na kask, dobrego sprzętu było dużo mniej niż obecnie. I tak dalej. Sypało się u mnie w sporcie, po prostu — wspominał przed dwoma laty.

— Wychodzi na to, że ja nie przeskoczyłem tego przełomowego momentu. Odpadłem — dodaje w gorzkich słowach.

Jednym z czynników były też problemy ze zdrowiem oraz utrzymaniem wagi. — Przypałętała się kontuzja pleców, przytyłem, a później ciężko było te kilogramy zrzucić. No i finalnie znalazłem się poza kadrą. Trochę jeszcze powalczyłem o powrót, ale pociąg mi odjechał. Uznałem, że skoro tak, to kończę — wspomina Urbański.

Nie czuje jednak zazdrości w stosunku do tego, co osiągnęli Stoch i Żyła. — Na szczęście Kamil i Piotrek porobili takie kariery, że nasz rocznik się obronił. A Wojtek Topór został trenerem — analizuje.

W swojej karierze spotkał także inną ikonę dyscypliny, Stefana Horngachera, który w latach 2004-2006 pracował z polskimi juniorami. — Wyrabiał charakter. Mówił: upadłeś, to wstawaj i rób swoje. Gdy zawalił, brał winę na siebie, nie szukał po bokach. Był nie tylko trenerem, ale i wychowawcą. Nie wyobrażam sobie, żeby w tamtym okresie do polskich skoków na zaplecze mógł przyjść ktoś bardziej kompetentny od niego — ocenia.

Dziś nie zamierza zakładać nart do skoków, ale za to bacznie śledzi, jak robi to jego syn. 18-letni Szymon Urbański startował w zeszłym sezonie w zawodach rangi FIS Cup. W Szczyrku zajął 56., 50. i 32. miejsce. Regularnie pojawia się również w mistrzostwach Polski. Zeszłej zimy zajął 49. miejsce po skoku na odległość 88 m na skoczni w Zakopanem. Do tego w sierpniu 2025 r. zajął 48. lokatę w letnich MP w Wiśle.