Udostępnienie na platformie Truth Social wstępniaka z „New York Post”, oskarżającego Władimira Putina o kłamstwa i blokowanie pokoju, wybuchło niczym dyplomatyczne fajerwerki. U prezydenta, który przez długi czas wypowiadał się ciepło o rosyjskim przywódcy, ten ruch był zaskakujący i sugerował narastającą frustrację wobec wojny, która nie poddaje się dealom w stylu Trumpa.
Nagłówek, którym podzielił się Trump, nie pozostawia wątpliwości: „Putin straszy atakiem, bo to Rosja stoi na drodze do pokoju”. Trump nie dodał żadnego komentarza. Być może zdał sobie sprawę, że jego wcześniejsze próby usprawiedliwiania Putina są już się nie do obrony.
Wymuszona zmiana tonu
Repost Trumpa oznacza spóźnione odejście od jego dotychczasowo uległego tonu wobec Putina. Przez wiele miesięcy przedstawiał rosyjskiego przywódcę jako kogoś, kogo rozumie i kogo w końcu zdoła nagiąć do swojej woli. Ta mocno przesadna pewność siebie była widoczna jeszcze na początku tygodnia.
Mimo powtarzanych zapewnień o zbliżającym się porozumieniu w poniedziałek Trump powiedział dziennikarzom, że Putin osobiście poinformował go o domniemanym incydencie z dronem i że był „bardzo wściekły” z powodu ataku.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Ten epizod sugerował, że Trump wciąż jest gotów wierzyć Putinowi na słowo, nawet gdy w amerykańskich agencjach wywiadowczych i w stolicach państw sojuszniczych szerzyły się poważne wątpliwości.
To właśnie ta przepaść — między ślepą wiarą Trumpa w dyplomację osobistą a twardą rzeczywistością przedstawianą przez służby wywiadowcze — sprawiła, że jego milczący post wstępniaka „New York Post” był tak wymowny. Udostępniając artykuł, który oskarża Putina o kłamstwa i blokowanie pokoju, Trump wydawał się — pod presją — przyznawać, że przywódca, którego bronił, może go także upokarzać, grając na zwłokę.
Analiza CIA ujawniła grę Kremla
Za kulisami amerykański wywiad rozbierał już moskiewską narrację na czynniki pierwsze. Według zaznajomionych z tą sprawą urzędników CIA oceniła, że to nie Ukraina stała za rzekomymi atakami drona na Putina lub którąś z jego rezydencji, o których mówił rosyjski prezydent.
Agencja nie znalazła dowodów na próbę zamachu, jednoznacznie podważając twierdzenia Moskwy, jakoby Kijów chciał zabić Putina. CIA odmówiła publicznego komentarza, ale ta ocena postawiła Trumpa w izolacji. Przeciwstawiała amerykańskie materiały wywiadowcze jego nawykowi sugerowania, że relacja Putina jest wiarygodna.
Komentarze Trumpa spotkały się z krytyką i kpinami, gdy stwierdził, że jest „bardzo wściekły” z powodu rzekomego ataku i że „Rosja chce, by Ukraina odniosła sukces”. Przywódcy europejscy byli znacznie bardziej dosadni, twierdząc, że Trump daje się manipulować, podczas gdy to Rosja — nie Ukraina — blokuje porozumienie. Post Trumpa sugeruje, że być może w pośpiechu próbuje skorygować swoją narrację, zanim dyplomatyczna porażka stanie się faktem.
Wstępniak, który przemówił do Trumpa
Tekst z „New York Post” udostępniony przez Trumpa jest bezlitosny. Redakcja uznała domniemany atak drona za prawdopodobnie rosyjską prowokację, argumentując, że nawet jeśli do incydentu doszło, oburzenie Putina brzmi fałszywie, biorąc pod uwagę nieustanne ataki dronowe i rakietowe Rosji na ukraińskie miasta.
Redaktorzy twierdzili, że Putin wykorzystuje tę historię jako pretekst do wycofania się z postępu, o którym mówił Trump, i wezwali prezydenta, by odszedł od dalszych ustępstw na rzecz zaostrzenia sankcji.
W przesłaniu była wyraźna nagana dla obecnej linii prezydenta: jeśli Trump chce porozumienia, jego obecna „ofensywa wdzięku” zawiodła, a nacisk powinien być wywierany na Moskwę.
Trump niezmiennie przekonuje, że robi postępy. Po spotkaniu z Zełenskim w Mar-a-Lago w niedzielę obaj przywódcy oświadczyli, że udało się im uzgodnić 20-punktową propozycję pokojową. Trump twierdził, że omówili „95 proc.” kwestii niezbędnych do zakończenia wojny.
Jednak zapytany o to, co wciąż pozostaje nierozwiązane, wskazał na terytoria — ziemie zajęte przez Rosję, których Putin nie ma zamiaru zwracać. — Lepiej dogadajcie się teraz — ostrzegł Trump, podkreślając, że czas gra na korzyść Moskwy.
Ta pilność świadczy o skali wyzwania, przed którym stoi Trump. Rozpoczyna drugi rok kadencji obietnicą szybkiego zakończenia konfliktu, ale na razie oferuje jedynie puste hasła.
Wyborcy nie są przekonani do dyplomacji Trumpa
Stawka polityczna w kraju staje się coraz wyraźniejsza. Nowy sondaż Economist/YouGov, przeprowadzony w dniach 26–29 grudnia na grupie 1550 respondentów, pokazuje, że prawie połowa Amerykanów negatywnie ocenia sposób, w jaki Trump radzi sobie z wojną rosyjsko-ukraińską.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski i prezydent USA Donald Trump w Mar-a-Lago w Palm Beach na Florydzie, 28 grudnia 2025 r.UKRAINIAN PRESIDENTIAL PRESS SERVICE HANDOUT / PAP
49 proc. odpowiedziało, że w pewnym lub dużym stopniu nie aprobuje jego działań, podczas gdy jedynie 30 proc. wyraża aprobatę. 20 proc. nie miało zdania. Amerykanie nie wierzą też, by którakolwiek ze stron miała przewagę. Tylko 27 proc. uznało, że obecnie górą jest Rosja, zaledwie 6 proc. wskazało na Ukrainę. Najwięcej osób uznało, że żadna ze stron nie jest na prowadzeniu — co odzwierciedla przedłużający się impas, który przeczy odważnym deklaracjom i silnym osobowościom.
Obrońcy Trumpa powiedzą jednak, że repost to element strategii. Krytycy bardziej trafnie widzą w tym wycofanie się, milczące przyznanie, że Kreml rozgrywał Trumpa, zamiast z nim współpracować.
Tak czy inaczej, przekaz był czytelny. Udostępniając wstępniak, który nazywa Putina przeszkodą na drodze do pokoju — po miesiącach wspierania narracji rosyjskiego przywódcy — Trump publicznie przyznał, że jego osobista dyplomacja to jak walenie głową w mur.
W trakcie prezydentury zbudowanej na głośnych deklaracjach ten „milczący” repost może być najczytelniejszym sygnałem, że Trumpowi kończą się wymówki wobec nieustępliwości Putina — a rzeczywistość wojny dogania puste obietnice pokoju.