Jake Allen od wielu lat ściga się regularnie w Wielkiej Brytanii. Uchodzi za solidnego ligowca w Championship, gdzie w ostatnich dniach związał się kontraktem z Redcar Bears. Obecnie pracuje w Northallerton Golf Club, ale już myśli o tym, by w marcu wyjechać na tor i poprawić swoje wyniki.
W chwili obecnej Australijczyk nie planuje startów w dwóch ligach. Nie myśli również o występach zagranicznych. Urodzony w Brisbane żużlowiec w wywiadzie dla „Speedway Star” wypowiedział się na temat finansów, uderzając przy okazji w Polaków.
ZOBACZ WIDEO KLŻ bez transmisji? Przewodniczący GKSŻ mówi wprost: Nie ma wielkiego zainteresowania telewizją
– Praca na pełen etat, dająca stabilny dochód, bardzo mi odpowiada, ponieważ nie miałem wielu sponsorów, którzy zapewnialiby stabilne wsparcie finansowe i rzucali ogromnymi funduszami. Część polskich klubów obiecuje jedno, a potem nie wywiązuje się z płatności. Nie ma sensu obiecywać złotych gór, kiedy później trzeba co tydzień upominać się o wypłatę. Przechodziłem przez to. Za wiele rzeczy musiałem dopłacać z własnej kieszeni, aby móc się ścigać. W tej chwili jestem winien różnym ludziom jakieś 15 tysięcy funtów – wyznał 30-latek, który w polskiej lidze odjechał zaledwie 16 biegów. W 2017 roku był zawodnikiem rzeszowskiej Stali, dla której zdobył 22 punkty i 5 bonusów.
W minionym sezonie dwukrotnie było głośno o Jake’u Allenie. W sierpniu w Middlesbrough pobił się na torze z rywalem (był nim Charles Wright), a wideo z tego zajścia robiło furorę w internecie (więcej TUTAJ).
– To było po wyścigu, a Charles twierdzi, że nie widział flagi w szachownicę. Skupiał się na jeździe, nie mogę mu tego zarzucić, ale mogę zarzucić mu, co zrobił z moim sprzętem. Duża część szkód była kosmetyczna, ale sporo nadawało się do wyrzucenia. Straciłem kask i rękawice, oprócz uszkodzeń motocykla. Wszystko się sumowało i myślałem sobie: „to zepsute, to zepsute i to też zepsute”. Biorąc pod uwagę liczbę wyświetleń w internecie, byłem dość rozczarowany, że władze zdecydowały się nas też ukarać finansowo! – wspominał Allen o incydencie z Wrightem, z którym w przyszłym roku pojedzie w jednym zespole.
W październiku brał z kolei udział w wypadku, w wyniku którego motocykl Australijczyka wyleciał w trybuny i ranił trzech kibiców (więcej TUTAJ). – To był po prostu wypadek i nie da się przewidzieć, co stanie się z motocyklem. Myślę, że reakcja była trochę przesadzona, a fakty pomieszano do tego stopnia, że myślano, iż sytuacja była krytyczna. Ale każdy uczy się na takich sytuacjach i pokazuje to, że środki bezpieczeństwa działały – dodał.