Illia S. trafił w ręce służb w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia na warszawskim lotnisku na Okęciu. Mężczyzna wzbudził zainteresowanie służb ochrony lotniska, bo godzinami przesiadywał w jednym z lokali gastronomicznych w hali odlotów. Okazało się, że miał przy sobie urządzenie do zagłuszania fal radiowych, działające w pasmach częstotliwości zarezerwowanych dla łączności i nawigacji lotniczej – informuje serwis rp.pl.

Pokazali, co działo się w Jantarze. „Krajobraz jak po bitwie”

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Skiba przekazał redakcji serwisu rp.pl, że podejrzanemu przedstawiono zarzut z art. 13 § 1 k.k. w zw. z art. 212 ust. 1 pkt 4 Prawa lotniczego, czyli usiłowania działań zagrażających bezpieczeństwu ruchu lotniczego. Prowadząca śledztwo Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ochota złożyła wniosek o tymczasowe aresztowanie mężczyzny. Dzień później sąd przychylił się do tego wniosku.

– Podejrzany ma 23 lata i deklaruje, że na stałe mieszka w Kanadzie – informuje rp.pl prok. Skiba. – Nie przyznał się do zarzucanego czynu i złożył wyjaśnienia, które na wstępnym etapie śledztwa nie znajdują potwierdzenia w zgromadzonym materiale dowodowym – dodał.

Śledczy chcą sprawdzić, czy zatrzymany bywał wcześniej w hali odpraw i jak długo obserwował teren. Monitoring ma potwierdzić ewentualne wcześniejsze wizyty. Prokuratura argumentuje, że areszt umożliwi też dokładne zbadanie telefonu i laptopa, który miał przy sobie zatrzymany 23-latek, a także samej zagłuszarki, w tym jej mocy, konfiguracji i przeznaczenia.

Prok. Skiba podkreśla, że nietypowe zachowanie 23-latka wymaga wyjaśnienia. – Jeśli ktoś chce wypić kawę, to nie jedzie na lotnisko, by przesiadywać tam godzinami, tylko na Starówkę czy do Bliklego. Zachowanie podejrzanego wymaga wnikliwego zbadania – powiedział.

Na razie nie wiadomo, czy zatrzymany mężczyzna to sabotażysta, który chciał zakłócić pracę lotniskowych systemów, szpieg, czy może człowiek zaburzony. To wszystko będzie musiała wyjaśnić prokuratura.