Littler od początku mistrzostw uważany był za zdecydowanego faworyta. I trudno się temu dziwić, bo mówimy o człowieku, który w 2025 r. wygrał praktycznie wszystko: MŚ, World MatchPlay, World Grand Prix, UK Open, Grand Slam of Darts oraz Players Championship Finals. Jednocześnie został najmłodszym liderem rankingu w historii. A jakby tego było mało, w czerwcu odznaczono go Orderem Imperium Brytyjskiego (MBE).

Dalszy ciąg materiału pod wideo

„Kosmita”, „talent generacyjny”, „starszy, mądrzejszy i lepszy niż kiedykolwiek” — w takich słowach określano 18-latka przed rozpoczęciem rywalizacji w Alexandra Palace. I jak wiemy już po czterech rundach tegorocznych zawodów, nie było w tym ani grama przesady. Anglik w trzech pierwszych meczach nie stracił nawet seta, a w starciu z Mensurem Suljoviciem popisał się kosmiczną średnią wynoszącą 107,9 pkt.

Luke Littler to „kosmita”. Zdominował świat darta

Równie imponujący wynik zaliczył w pojedynku z byłym mistrzem globu, Robem Crossem. Pomimo oddania dwóch setów mecz zakończył ze średnią 106,58 pkt. A po jego zakończeniu zdecydował się zaatakować londyńską publikę, która, choć do tej pory zawsze go wspierała, tego dnia zdecydowanie mocniej trzymała kciuki za skazywanym na pożarcie przeciwnikiem.

— Czy mnie to obchodzi? Naprawdę, czy mnie to obchodzi?! Naprawdę mi to nie przeszkadza! — stwierdził w pomeczowym wywiadzie przeprowadzonym jeszcze na scenie i zaczął głośno się śmiać. — Mogę tylko powiedzieć jedno. Wy płacicie za bilety i płacicie za moją nagrodę pieniężną, więc dziękuję, dziękuję za moje pieniądze! Dziękuję za wygwizdanie — dodał 18-latek, co spotkało się z ostrą reakcją ze strony kibiców zgromadzony w Ally Pally.

Istnieje wiec duże prawdopodobieństwo, że w noworoczny wieczór fani, choć w zdecydowanej większości pochodzący z Anglii, nie będą dopingować swojego rodaka, a Ratajskiego. Tym bardziej że Polaka nie da się nie lubić, a dodatkowy szacunek zyskał powrotem do znakomitej gry mimo bardzo poważnych problemów zdrowotnych.

Przypomnijmy, że 48-latek miał za sobą przeciętny sezon i daleko było mu do wyników z 2021 r., kiedy to pukał do światowej czołówki. Był wówczas w półfinale World Matchplay i World Series od Darts, a także, podobnie jak teraz, dotarł do ćwierćfinału mistrzostw świata. Po czasie Polak ujawnił jednak, czym była spowodowana słabsza forma.

Poważne problemy Krzysztofa Ratajskiego. Pokonał je i wraca do formy

— Mogę powiedzieć, o co chodzi, bo to już nie jest wielka tajemnica. Ten rok był bardzo ciężki pod względem zdrowotnym. Miałem dwie operacje, dosyć poważne, bo w maju zdiagnozowano u mnie tętniaki w mózgu. W tamtym momencie byłem w dołku psychicznym — zdradził Ratajski.

Nasz darter przyznał jednak, że najgorsze już za nim, co zresztą potwierdza właśnie podczas mistrzostw świata. O ile wygrana z Alexisem Toylo była obowiązkiem, o tyle wygrana z Ryanem Joyce’em, fenomenalny powrót w meczu z Wesleyem Plaisierem i triumf nad Lukiem Woodhousem potwierdziły, że „Polski Orzeł” wraca do swojej najlepszej formy.

On sam zdaje sobie sprawę z tego, jak trudno będzie awansować do półfinału. — To największe wyzwanie, jakie możesz sobie wyobrazić. Ciężko jest przygotować jakiś plan na grę z Littlerem. Musisz zagrać swojego najlepszego darta i mieć przy tym dużo szczęścia. Spodziewam się, że zagra swoje — 100+, 105+, być może nawet 110+. Każdy z nas wie, że to najlepszy gracz na świecie — podkreślił, dodając jednak, że wierzy w zwycięstwo. „To jest sport, to jest dart. Wszystko jest możliwe” — podsumował darter znad Wisły.

A gra toczy się o wielką stawkę. Poza przejściem do historii i znaczącego skoku w rankingu do zarobienia są także ogromne pieniądze. Za awans do ćwierćfinału Polak zarobił już 100 tys. funtów, czyli w przeliczeniu na złotówki około 482 tys. zł. A ewentualne kolejne awanse zapewniłyby mu podwajanie tej kwoty.

Mecz Luke Littler — Krzysztof Ratajski odbędzie się 1 stycznia. Początek rywalizacji ok. godz. 20.15. Będzie to trzecie spotkanie dnia i pierwsze w sesji wieczornej. Relację na żywo będzie można śledzić w Przeglądzie Sportowym Onet.