Mułłowie mają grubą skórę, trzeba im to przyznać. Pomimo amerykańsko-izraelskich ataków w czerwcu ub. r., które zniszczyły znaczną część irańskich obiektów jądrowych, oraz pomimo nowych sankcji nałożonych na reżim przez ONZ we wrześniu w związku ze wznowieniem programu jądrowego, duchowy przywódca ajatollah Iranu Ali Chamenei razem ze swoimi zwolennikami utrzymuje się na czele tego liczącego 92 mln mieszkańców kraju.
Jednak ta zima może się okazać naprawdę gorąca w szyickiej teokracji. Od niedzieli 28 grudnia ten ogromny kraj ogarnęła nowa fala protestów. Wiralowe nagranie, nasuwające skojarzenia ze słynnym zdjęciem mężczyzny stojącego naprzeciwko czołgów na placu Tiananmen [Niebiańskiego Spokoju], które krąży w internecie, mobilizuje masy do wychodzenia na ulice.
Protesty wywołała katastrofalna sytuacja gospodarcza w kraju pod koniec roku. W 2025 r. irański rial stracił prawie połowę swojej wartości. Za jednego dolara Irańczycy płacą już 1 mln 42 tys. riali. Zagraniczne produkty są obecnie dla większości mieszkańców nieosiągalne.
Ceny żywności wzrosły w 2025 r. o ponad 70 proc. W wielu miejscach brakuje wody i prądu. To wystarczający powód, aby wielu właścicieli sklepów w Teheranie zamknęło swoje podwoje i wyszło na ulice. Reżim twierdzi, że sklepy zostały zamknięte z powodu zimna. Dwa stopnie (tyle wyniosła temperatura w sylwestra w stolicy Iranu) to rzeczywiście zimno jak na irańskie warunki, ale nie jest to powód do zamknięcia sklepów.
Wiralowe nagranie z protestu w Teheranie
Od wtorku protestują nie tylko właściciele sklepów, ale także studenci w wielu miastach, którzy odważnie przemierzają ulice, skandując „Śmierć dyktatorom”. Co ciekawe, w przeciwieństwie do poprzednich protestów, na zweryfikowanych filmach nie widać przejawów antyamerykańskiej propagandy.
Oliwy do ognia protestów dodaje natomiast filmik nagrany smartfonem, na którym widać mężczyznę w czarnej kurtce, który siada na ulicy przed około 20 umundurowanymi policjantami na motocyklach i po prostu zostaje na miejscu. Nasuwają się porównania do słynnego zdjęcia Chińczyka, który podczas protestów na placu Tiananmen w Pekinie w czerwcu 1989 r. stanął na drodze nadjeżdżającym czołgom. Irańczykom pozostaje mieć nadzieję, że ich protest zakończy się inaczej niż ten na placu Tiananmen, który chiński reżim stłumił [krwawo, przy użyciu wojska] i do dziś milczy na ten temat.
Pozostaje ważne pytanie: czy nowe masowe protesty w Iranie, w przeciwieństwie do poprzednich, rzeczywiście doprowadzą do zmian, a nawet do obalenia mułłów?
Historia pokazuje, że aby powstania narodowe zakończyły się sukcesem, potrzebne są nie tylko zmobilizowane masy, ale także podzielone elity i przechodzące na stronę powstańców siły bezpieczeństwa. Te dwa ostatnie elementy nie są obecnie widoczne w Iranie. Wręcz przeciwnie: prezydent Masud Pezeszkian wydaje się skruszony i obiecuje poprawę sytuacji osób znajdujących się w potrzebie. Jak zwykle nie słychać nic od rzekomo ciężko chorego przywódcy duchowego ajatollaha Alego Chameneiego.
Uaktywnił się natomiast Reza Pahlawi, syn irańskiego szacha [Mohammada Rezy Pahlawiego], którego mułłowie obalili w 1979 r. Z amerykańskiego wygnania wzywa swoich rodaków do okazania odwagi i pisze: „Iran i jego ulice należą do Irańczyków. Zwyciężymy, ponieważ jesteśmy zjednoczeni — i dlatego, że jest nas wielu”.
USA „po stronie tych, którzy chcą lepszej przyszłości”
Paradoksalnie to właśnie rzekomi wrogowie Iranu — Izrael i Stany Zjednoczone — mogą pomóc zimowym protestom w osiągnięciu przełomu. Podczas wspólnego wystąpienia z izraelskim premierem Binjaminem Netanjahu na Florydzie 29 grudnia prezydent USA Donald Trump powiedział, że nie będzie miał innego wyboru, jak ponownie zaatakować reżim, jeśli nie zaprzestanie on zbrojeń balistycznych i [rozwijania] programu jądrowego. „Zgotujemy im piekło” — grzmiał Trump.
Jego departament spraw zagranicznych przełożył to na dyplomatyczne frazesy i we wtorek ogłosił, że „stoi po stronie tych, którzy chcą lepszej przyszłości”. Czy reżim osłabiony 12-dniową wojną latem i nowymi sankcjami będzie w stanie wytrzymać kolejny atak, jest kwestią sporną.
Behnam Ben Taleblu, specjalista ds. Iranu i autor gościnny w ulubionej gazecie Trumpa „New York Post”, wzywa prezydenta USA do podjęcia bezpośrednich działań. Niezależnie od tego, czy będą to cyberataki, czy nowe sankcje wobec mułłów: „Musimy pomóc Irańczykom. Rewolucja potrzebuje strategicznego wsparcia Ameryki, aby mogła się powieść” — nawołuje.
W przypadku udanego powstania większość z 92 mln Irańczyków miałaby powód do świętowania. Koniec reżimu mułłów — niezależnie od tego, jak skomplikowane byłyby ustalenia dotyczące sukcesji — byłby kolejną iskierką nadziei w beczce prochu, jaką jest Bliski Wschód, po upadku reżimu [Baszszara al] Asada w Syrii (w grudniu 2024 r.) i tymczasowym zawieszeniu broni w Strefie Gazy.