Korespondencja z Garmisch-Partenkirchen

Przed konkursem noworocznym kontrolerzy zaskoczyli skoczków. Pojawili się na górze skoczni, by tam przeprowadzić pomiary, które zwyczajowo odbywają się na dole, już po skoku. Taka sytuacja miała już miejsce w zeszłym sezonie w Sapporo. Wtedy jednak procedura została zapowiedziana.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

— Zrobiliśmy to, żeby zaskoczyć zawodników. I zdecydowanie zostali zaskoczeni. Zawsze powtarzam, że możemy wykonywać kontrole w różnych miejscach. To nie może być jedna i ta sama procedura, ponieważ w tej sytuacji wiedzieliby nad czym akurat w danym momencie pracować i pewne parametry mogłyby się zgadzać, podczas gdy inne nie — tłumaczył w strefie mieszanej kontroler sprzętu, Mathias Hafele.

Kontrola została zaplanowana już wcześniej i nie była powiązana z ostatnią dyskwalifikacją Timiego Zajca. Co ciekawe, to właśnie Słoweniec obok Jasona Colby’ego nie został dopuszczony do startu. Powód? Ten sam co w Oberstdorfie — za krótka nogawka. Tym razem nie o 3, a 4 mm.

Dzisiejsza kara jest jednak znacznie boleśniejsza. Zajc otrzymał drugą żółtą kartkę, co złożyło się na czerwoną i oznacza dla niego koniec Turnieju Czterech Skoczni.

Robert Hrgota tłumaczy

Przy okazji pierwszej dyskwalifikacji słoweński sztab był raczej spokojny. O takiej reakcji mówił zresztą sam Hafele. Kolejna przelała jednak czarę goryczy. Jeszcze podczas dekoracji toczyły się rozmowy pomiędzy Sandro Pertile, Mathiasem Hafele a przedstawicielami słoweńskiego sztabu. Ten zdecydował się nawet na złożenie protestu.

— Rozmawialiśmy o tym, co się dziś wydarzyło. Wszystko odbywało się jednak w normalnej atmosferze. Myślę, że znaleźliśmy rozwiązanie, które pozwoli wykluczyć takie sytuacji w przeszłości — komentował Hafele.

Hrgota nie chciał mówić o jego szczegółach, wypowiadał się dość enigmatycznie. Zdradził jednak, że chodziło o ten sam kombinezon, w którym Zajc skakał w środowych kwalifikacjach. Wtedy, jak podkreśla trener, bez problemu przeszedł kontrolę. Nie wiadomo jednak, czy to ten sam strój, za który został zdyskwalifikowany w Oberstdorfie.

— Wiadomo, że przed sezonem zawodnicy są mierzeni. Starasz się ustawić tak, by być jak najbliżej limitu. Gdy w grę wchodzą milimetry, może wydarzyć się wszystko. Wiadomo, że materiał może się rozciągać, choćby w zależności od pogody. Tak samo jest zresztą z przepuszczalnością — tłumaczył Hrgota.

Tak zareagował Timi Zajc

Sam Zajc nie zdawał się być załamany decyzją FIS. Kręcił się po obiekcie do końca zawodów z przyklejonym do twarzy uśmiechem, najpewniej ironicznym. Słoweniec nie raz pokazywał już swój stosunek do niektórych decyzji federacji. Choćby w Oberstodrofie, gdy opublikował na Instagramie wymowny wpis: „Porozciągajmy kombinezon, może w Ga-Pa będzie w porządku”. Cóż, nie zestarzał się on najlepiej.

Co ciekawe, kara Zajca to pierwsza czerwona kartka dla zawodnika ze ścisłej czołówki Pucharu Świata. Wcześniej kontrolerom FIS niejednokrotnie zarzucano, że skupiają się na karaniu słabszych nacji, zamiast lepiej przyjrzeć się tym mocniejszym. Wygląda na to, że powoli zaczyna się to zmieniać.