WELT: Od około 2019 r. przestępczość wśród dzieci i młodzieży gwałtownie rośnie w całym kraju. Czym tłumaczy pan tę brutalizację wśród młodych ludzi i jak zamierza jej przeciwdziałać?

Andreas Stenger: Również w Badenii-Wirtembergii [kraju związkowym Niemiec, którego stolicą jest Stuttgart] obserwujemy wzrost przemocy, zwłaszcza wśród dzieci. Bardzo dokładnie analizujemy, o jakie przestępstwa chodzi. Często są to typowe dla młodzieży czyny, czyli łamanie zasad, takie jak niszczenie mienia, wandalizm lub kradzieże, które są częścią procesu dojrzewania i w najlepszym wypadku z czasem mijają. Ale oczywiście zdarzają się też poważne przypadki i mam wrażenie, że jest ich więcej niż kiedyś. Niedawno na przykład 16-latek został prawdopodobnie postrzelony przez rówieśnika na placu zabaw w Stuttgarcie. Z punktu widzenia policji kluczowe znaczenie ma to, aby w przypadku poważnych aktów przemocy popełnionych przez nieletnich kara była natychmiastowa. Konsekwencje muszą być jasne i odczuwalne.

Wzorce często są podobne. W wielu przypadkach są to młodzi mężczyźni pochodzący ze środowisk znajdujących się w trudnej sytuacji ekonomicznej, wychowani w środowisku o niskim poziomie wykształcenia i niewidzący dla siebie wielkich perspektyw na przyszłość. Znaczna część z nich ma w rodzinie historię imigracji.

W Niemczech sprawcy poniżej 14. roku życia nie podlegają jednak odpowiedzialności karnej. Czy należy zmienić podejście w tej kwestii?

Traktujemy takie przypadki za przestępczość nieletnich, w których trzeba się skupić na resocjalizacji. Kodeks karny i kodeks postępowania karnego mogą nam tu pomóc tylko w ograniczonym zakresie, jestem i pozostaję o tym przekonany. Również w tym przypadku ważne jest dla nas, aby postępowanie było prowadzone bardzo szybko, tak aby kara następowała jak najszybciej po popełnieniu przestępstwa. Nie ma nic gorszego niż brak reakcji — wzmacnia to negatywne tendencje i w skrajnych przypadkach może prowadzić do kariery przestępczej. W Badenii-Wirtembergii mamy dobre doświadczenia z „domami praw młodzieży”: policja, prokuratura i pomoc sądowa dla młodzieży znajdują się tam pod jednym dachem — biurko przy biurku. Pomaga to wcześnie rozpoznać zmiany i szybko przeprowadzić postępowanie.

Od około dwóch lat zajmuje się pan szczególną formą przestępczości zorganizowanej, która pojawiła się w Badenii-Wirtembergii i wywołała poruszenie w całym kraju [chodzi o dwie rywalizujące ze sobą od lipca 2022 r. grupy młodych mężczyzn]. Jak by pan opisał to, co się tam wydarzyło?

Zetknęliśmy się ze zjawiskiem, którego nie dało się przyporządkować do żadnego z naszych klasycznych systemów definicji. Nie były to starcia klanów, nie była to typowa przestępczość zorganizowana, ani też gangi, które chcą szybko zarobić dużo pieniędzy na kokainie. Nasi śledczy szybko zauważyli, że chodzi o młodych mężczyzn w wieku do 30 lat, o wielu różnych narodowościach, pochodzących z tej samej dzielnicy. To był element łączący, ten sam kod pocztowy, środowisko społeczne. Teraz nazywamy te struktury „subkulturową przestępczością z użyciem przemocy”.

Skąd się wzięły?

Dzisiaj nie można tego już dokładnie określić. [Pojawiły się] przestępcze próby przejęcia władzy w połączeniu z obelgami odbieranymi jako zniewaga — i sprawy potoczyły się własnym torem. Często są to impulsywne działania, trudne do przewidzenia przez policję. Te dwie grupy z okolic Stuttgartu walczą ze sobą z niezwykłą brutalnością, posuwając się nawet do strzelanin z przejeżdżających samochodów i rzucania granatami ręcznymi. Do tej pory służby bezpieczeństwa wykryły 149 sztuk broni, w tym 36 sztuk broni palnej.

Czy chodzi o spory o terytorium?

Te grupy nie walczą o narkotyki ani terytoria, to odgrywa co najwyżej marginalną rolę. Decydujące znaczenie ma natomiast to, co nazywam „toksyczną męskością” — normy męskie legitymizujące przemoc, wyolbrzymione wyobrażenia o męskości, „toksyczna honorowość”. Wykorzystują media społecznościowe jako scenę, na której dolewa się oliwy do ognia. Żaden z członków nie rozmawia z policją, nawet jeśli grożą im surowe kary pozbawienia wolności. Ślubują milczenie, podobnie jak w mafii. Władza państwowa również nie budzi już strachu. Więzienie nie jest karą. Niektórzy są wręcz rozczarowani, gdy nie trafiają do [zakładu karnego w Stuttgarcie] Stammheim. Pobyt w więzieniu o zaostrzonym rygorze jest na ulicy traktowany jako wyróżnienie.

Korytarz w więzieniu Stammheim w Stuttgarcie, Niemcy, 17 maja 2017 r.

Korytarz w więzieniu Stammheim w Stuttgarcie, Niemcy, 17 maja 2017 r.MARIJAN MURAT / PAP

Od kilku miesięcy nie ma już strzelanin, sytuacja wydaje się na razie uspokajać. Jak wam się to udało?

Nasz kraj związkowy słynie ze stabilności i porządku. Od razu było dla nas jasne, że nie możemy tolerować utrwalenia się takich struktur w Badenii-Wirtembergii. Zareagowaliśmy na tę sytuację, angażując znaczne siły ludzkie. W naszej specjalnej strukturze organizacyjnej „Fokus” pracowało 170 funkcjonariuszy. Oprócz silnej kontroli i nacisku śledczego ważne było dla nas również działanie prewencyjne. Wielu członków tych grup przebywa obecnie w więzieniu. Dzięki temu struktury zostały znacznie osłabione.

Jak zbliżyć się do takiej bardzo zamkniętej grupy [walczących ze sobą młodych mężczyzn]?

Poprzez „drugi szereg”, który naszym zdaniem był jeszcze otwarta na dialog. Zaczęliśmy od rozmów z setkami potencjalnych rekrutów, w przypadku bardzo młodych osób angażując również rodziców. Byliśmy również obecni wraz z funkcjonariuszami podczas walk bokserskich, imprez MMA i koncertów rapowych, sprawdzając, kto tam przebywa i kto z kim wchodzi w interakcje. Zależało nam na tym, aby zakłócić proces rekrutacji nowych członków przez te grupy. To zadziałało.

Jednocześnie prokuratura i sędziowie działali bardzo konsekwentnie. W międzyczasie sądy w regionie Stuttgartu skazały [członków obu grup] łącznie na około 137 lat pozbawienia wolności za przestępstwa związane z tym konfliktem. Do tego doszły możliwości prawa administracyjnego, jeśli tak to można nazwać, drobne „ukłucia”: próbowaliśmy na przykład cofać prawa jazdy i odmawiać ich wydania. Tylko dzięki współpracy wszystkich zainteresowanych stron można trwale powstrzymać takie zjawisko.

Noże również odgrywają pewną rolę w tych konfliktach. Wydaje się, że ta broń już dawno zaczęła żyć własnym życiem w opinii publicznej.

Tak, broń ta stała się silnym symbolem tego, co w opinii społeczeństwa jest nie tak w kwestii przestępstw z użyciem przemocy. Noszenie noża pozwala zrekompensować własne słabości, sprawia, że czujemy się ważniejsi, niż jesteśmy w rzeczywistości. Noże są dostępne w każdej kuchni, mieszczą się w kieszeni spodni — i mogą spowodować bardzo poważne obrażenia. W niektórych środowiskach nóż jest symbolem statusu, także młodzież popełnia obecnie więcej przestępstw z użyciem noża. Musimy nadal edukować i ostrzegać: kto nosi przy sobie nóż, niestety często używa go w nieprzewidywalnych sytuacjach.

Obrazy przemocy zalewają również media społecznościowe. Nauczyciele, pracownicy socjalni i policjanci informują, że komunikatory i platformy jeszcze bardziej zdynamizowały przemoc. Czy podziela pan tę opinię?

Obserwujemy „tiktokizację” brutalnych przestępstw: ludzie [za pomocą mediów społecznościowych] umawiają się spotkania i znajdują osoby o podobnych poglądach. Media społecznościowe są środkiem komunikacji młodych ludzi — oczywiście odgrywają również coraz większą rolę w kontekście przestępczości. Otwiera to nowe możliwości w komunikacji grupowej i zwiększa dynamikę. Utrudnia nam to obserwację, ponieważ istnieje ogromna różnorodność platform i formatów.

Andreas Stenger podczas konferencji prasowej poświęconej przestępczości gangów w Krajowym Urzędzie Śledczym, Stuttgart, Niemcy, 22 lutego 2024 r.

Andreas Stenger podczas konferencji prasowej poświęconej przestępczości gangów w Krajowym Urzędzie Śledczym, Stuttgart, Niemcy, 22 lutego 2024 r.BERND WEISSBROD / DPA / dpa Picture-Alliance via AFP / AFP

Czy w tym kontekście potrzebne są też surowsze regulacje, większa ochrona młodzieży w mediach społecznościowych — na przykład wzorowana na modelu australijskim [gdzie dzieci i młodzież do 16. roku życia nie mogą korzystać z platform społecznościowych]?

Wiele przemawia za tym, że należy zwiększyć ochronę młodzieży w mediach społecznościowych, zwłaszcza w zakresie ochrony przed pornografią i obrazami przemocy. Przede wszystkim musimy zapewnić więcej możliwości wczesnego kształtowania umiejętności korzystania z mediów i uodpornienia młodych ludzi na pokusy związane z mediami społecznościowymi. Dużą rolę odgrywają tu domy rodzinne, socjalizacja i wychowanie: trzeba wiedzieć, co nasze dzieci robią w sieci, co konsumują, i rozmawiać o tym w rodzinie. W przypadku osób dopuszczających się poważnych aktów przemocy często mamy do czynienia z całkowicie zniszczonymi strukturami rodzinnymi, więc takie podejście jest trudne. Jednak podstawowa idea pozostaje ta sama: zanim zaczniemy rozmawiać o zakazach, powinniśmy wzmocnić kompetencje medialne — w rodzinach, a przede wszystkim w szkołach.

Jaką rolę odgrywa scena rapowa i muzyczna w „przemocy subkulturowej”? W teledyskach [raperów] można zaobserwować bliskie, osobiste powiązania z gangami, a także wyraźną symbolikę.

Jeśli ktoś ciągle rapuje „Jesteśmy przestępcami, nie robimy tego dla pieniędzy, chodzi o honor i szacunek”, to jest to rodzaj ideologii, którą można narzucić pewnym grupom. Określiłem to jako „przestępczość jako styl życia”: ktoś przedstawia się jako fajny raper z Instagrama, jako przestępca z zasady. Takie środowiska często są punktem wyjścia do rekrutacji nowych członków. Obserwujemy to i traktujemy poważnie. Sprzeciwiałbym się jednak prostemu związkowi przyczynowo-skutkowemu: nikt nie staje się automatycznie przestępcą z powodu tekstu w rapowej piosence. To raczej obraz przekazywany w tej sztuce, który niektórzy próbują naśladować na ulicy. W przypadku niektórych treści współpracujemy z Federalnym Urzędem Kontroli Mediów Niebezpiecznych dla Młodzieży. To jednak trudna dziedzina: z jednej strony jest to forma sztuki, którą można uznać za dobrą lub złą. Nie wszystko musi być zakazane.