Dla Weniga występ w Ally Pally nie był szczególnie udany. Niemiec przegrał z Wesleyem Plaisierem, który później potwierdził jednak świetną formę, pokonując samego Gerwyna Price’a i będąc o krok od wyeliminowana Krzysztofa Ratajskiego.

Jak pisze „Welt” 31-letni Wenig podczas swojej gry opiera się na jednym z filarów, które sam dla siebie zdefiniował. Nazywa go „siłą mentalną”. Od pół roku Wenig współpracuje z psychologiem sportowym Paulem Schluetterem. Na co dzień pracuje on jako psycholog związkowy Niemieckiego Związku Kolarskiego oraz w firmie doradczej „Fundamentalkraft”.

Luca Wiecek: Lukas Wenig pisał ostatnio na Instagramie, że często słyszy zdanie, iż dart to „gra czystej głowy”. Ile jest w tym prawdy?

Paul Schluetter: Przekornie odpowiedziałbym, że tak jest w 100 proc., bo każdy ruch zaczyna się w głowie, a zwłaszcza w sportach precyzyjnych ogromne znaczenie ma to, jak przywołuje się ruch. Szczególnie przy przejściu z poziomu amatorskiego na zawodowy, na scenę, „udział głowy” rośnie wyraźnie, bo samodyscyplina i samoregulacja stają się dużo bardziej złożone. Ostatecznie jest jednak jak w większości sportów: przy podobnych predyspozycjach fizycznych wygrywa ten, kto jest mentalnie bardziej wydolny.

Co zmienia się, gdy zawodnik wchodzi na poziom profesjonalny i zaczyna grać przed tysiącami ludzi?

Im wyższy poziom, tym więcej zasobów muszę inwestować, żeby nie tylko na nim zostać, ale też się rozwijać. Przykład: ciągłe podróże. Jeśli ktoś chce żyć ze sportu, nie wystarczy „gdzieś pograć” na poziomie amatorskim. Trzeba wykonać skok do grona profesjonalistów — a to wiąże się z obowiązkami, dochodzą choćby umowy sponsorskie. Presja wyniku rośnie, pojawia się zainteresowanie mediów i ludzie, którzy oceniają twoją grę. Samozarządzanie i autoprezentacja zaczynają mieć coraz większe znaczenie.

Profesjonalni darterzy niemal w każdym meczu czują sportową presję rywala. Do tego dochodzi presja mediów, a lokalna publiczność również może wywierać dodatkowe ciśnienie.

Presja w jakiejś formie będzie występować zawsze. Pytanie brzmi: co ja z nią robię. Wyobraźmy sobie sytuację: sponsor uzależnia wypłatę od tego, że zawodnik dojdzie co najmniej do ćwierćfinału. Wtedy kluczowe jest, czy gracz uważa to za realne. To automatyczna kalkulacja: jakie ma zasoby i jakich zasobów wymaga zadanie. Jeśli bilans wypada na minus, pojawia się reakcja stresowa. Tyle że ta kalkulacja w ogromnej mierze zależy od tego, jak zawodnik ocenia te stresory.

„Sport żyje takimi historiami”

Zdarzają się momenty, gdy presja wydaje się zbyt duża. Były przypadki zawodników, którzy na scenie płakali, praktycznie nie byli w stanie rzucać. Co dzieje się w takich chwilach — i czy da się temu jakoś zapobiec?

Nie chciałbym udawać, że wiem, co dokładnie dzieje się w człowieku w takiej sytuacji — to bardzo złożone procesy. Czysto fizycznie jest to reakcja na przeżycia emocjonalne i negatywne myśli, w której dochodzi do nadmiernej identyfikacji z tym, co się przeżywa. Ale jako psycholog sportowy nie poszedłbym w kierunku tezy, że to jest coś, co koniecznie trzeba „zatrzymać”. Sport żyje takimi historiami. Natomiast nad tym, jak sobie z takimi chwilami radzić, można pracować — to obszar regulacji emocji. Jak reaguję, gdy czuję odrobinę zwątpienia przed rzutem na kluczową podwójną? Czy prowadzę ze sobą dialog wewnętrzny? Czy mam technikę oddechową, którą wtedy włączam? Czy przed rzutem robię mały reset, choćby przez podciągnięcie skarpety?

Stary trik Michaela van Gerwena [trzykrotny mistrz świata, jeden z najlepszych darterów świata] naprawdę może pomagać?

Nie wiem, dlaczego on konkretnie robi właśnie to, ale to znany przykład. W sportach precyzyjnych łatwo budują się narracje wokół serii. Po czwartym słabym rzucie z rzędu szybko pojawia się myśl: „dziś nie jest mój dzień”. Da się to trenować wcześniej, mówiąc sobie: „Odbieram tę myśl, ale ona minie, a jedyne, co ma znaczenie, to następny rzut”.

Michael van Gerwen na MŚ 2026Michael van Gerwen na MŚ 2026 (Foto: John Walton – PA Images / Contributor / Getty Images)

Wspomniał pan o zwątpieniu przed rzutem w decydującą podwójną. Sam gram w darta w berlińskiej Oberlidze i czuję to nawet wtedy, gdy rzucam przed ośmioma kolegami z drużyny. Zaczynam się trząść, bo jestem tak zdenerwowany. Jak najlepiej radzić sobie z tym jako amator?

Praktyka. Brzmi prosto, ale są do tego konkretne narzędzia. Można używać wizualizacji: wejść w wyobraźni w sytuację i zobaczyć, jak chce się w niej zachować. Jeśli chodzi o sygnały fizjologiczne — drżenie, wyższy puls — można pracować metodami opartymi na kontroli: świadomie oddychać wolniej, podejść do tarczy wolniej i w ten sposób nieco spowolnić układ nerwowy. Nerwowość jest częścią gry — pokazuje ciału, że dany moment jest ważny. Po prostu w sportach precyzyjnych drżenie przynosi efekt przeciwny do zamierzonego.

Właśnie w tym tkwi sedno sprawy. Przy odrobinie szczęścia wykonując rzut karny w piłce nożnej futbolówkę można wcisnąć do bramki o szerokości 7,32 m, ale w przypadku podwójnego pola o szerokości ośmiu milimetrów sytuacja wygląda inaczej. Wielu amatorów szuka tego jednego „przełącznika”, który może im pomóc.

W psychologii sportu są interwencje oparte na kontroli — oddech, relaksacja — aby trochę obniżyć pobudzenie. W sportach precyzyjnych często pracuje się też z tzw. Quiet Eye.

Co to takiego?

Chodzi o świadome skupienie wzroku na punkcie, w który chcę trafić i utrzymywanie tego podejścia także chwilę po rzucie. Widać tu istotne różnice między początkującymi a zawodnikami z elity. Profesjonaliści mają krótszy czas wejścia w koncentrację, a samo skupienie trwa u nich dłużej niż u początkujących graczy.

Oto możliwe metody treningu. Specjalista mówi wprost

Jakimi metodami można to wytrenować?

W ramach treningu odporności na stres można stworzyć warunki możliwie zbliżone do realnych: włączyć dźwięk pięciu tys. krzyczących ludzi na stadionie i ćwiczyć. Kilkoma oddechami obniżyć puls, krótką wizualizacją się uspokoić i dopiero wtedy, z Quiet Eye, trafić w podwójne pole.

Czy zna pan inne, podobne przykłady ćwiczeń?

Psychologia sportu rozwija się na praktykowaniu rzeczy tak realistycznie, jak to możliwe. Klasyczne są okrzyki czy gwizdy. Można poprosić kogoś, aby w kontrolowany sposób przeszkadzał — najlepiej czymś nieprzewidzianym, ale realnym: głośny gwizd, przypadkowo przewrócony napój. Coś, co wytrąca z równowagi. Podczas turnieju radzenie sobie z takimi sytuacjami jest wtedy łatwiejsze. Istotne jest też, abyś przygotował takie ćwiczenia i kontynuował je, dlatego ważne jest ustrukturyzowane podsumowanie.

Gwizdy z trybun to w darcie zawodowym głośny temat. Da się to wyłączyć?

Uważam, że oczekiwanie całkowitego ignorowania tych zakłóceń jest skazane na niepowodzenie. Zawodnicy się do tego przyzwyczajają — u tych, którzy latami grają na scenie i regularnie doświadczają tej ściany dźwięku, reakcja z czasem słabnie. Trening może pomóc, ale to też sprawa indywidualna. Dużo zależy od tego, jak oceniam to, co słyszę.

Dart (MŚ 2026)Dart (MŚ 2026) (Foto: John Walton – PA Images / Contributor / Getty Images)

Alkohol jest w dużej mierze znormalizowany, szczególnie w darcie amatorskim. Jak jego konsumpcja wpływa na własną grę?

Myślę, że dla wielu to sposób na „zjechanie” napięcia i uzyskanie luzu. Dart wyrósł z kultury pubowej. Jestem bardzo ciekawy, jak to będzie wyglądało w kolejnych dekadach, bo są już zawodnicy, którzy nie piją alkoholu i grają na bardzo wysokim poziomie.

Wspomniał pan o skupieniu się na oddychaniu jako metodzie regulacji swojego organizmu. Czy jest jakaś konkretna technika, którą można byłoby polecić?

To są w gruncie rzeczy dwa pytania. Pierwsze: jak oddychać, żeby rzucać możliwie precyzyjnie? Drugie: jak oddychać, żeby się samoregulować? W tym drugim przypadku polecam box breathing. Wyobrażasz sobie pudełko z czterema bokami: wdech, zatrzymanie oddechu, wydech, zatrzymanie oddechu. Klasyczny start to liczenie do czterech w każdej fazie. Jeśli naprawdę chcesz się wyciszyć, wydech może być dłuższy niż wdech — to po kilku oddechach dość szybko obniża puls. Jeśli chodzi o precyzję, często przyjmuje się, że rzut powinien następować podczas wydechu albo w momencie krótkiego zatrzymania oddechu.

Wśród amatorów często słyszę: „wyłącz głowę i rzuć na luzie”.

Jeśli potrafisz wyłączyć głowę, proszę zadbać o to, aby ktoś zawiózł cię na najbliższy SOR. Głowa odpowiada za kilka ważnych funkcji. Ludzie mają czasem zromantyzowaną wizję tego, jak działa umysł, albo jak chcieliby, żeby działał. Takie zdania zwykle mają przekazać coś innego: że potrafimy skierować większość uwagi na działania, które w danym momencie są kluczowe. Tyle że to nie zawsze działa. Może wręcz kompletnie się posypać, a wtedy dochodzi jeszcze frustracja, że „nie działa”. I człowiek zaczyna próbować kontrolować coś, czego w pełni kontrolować się nie da — myślenie. Bo w tle stale zachodzą procesy, które przetwarzają informacje i tworzą myśli.

Czym jest dartitis? Psycholog sportu wyjaśnia

Przeciwieństwem „wyłączenia głowy” jest dartitis — niezdolność do wypuszczenia lotki. Zmagali się z tym nawet topowi gracze jak Nathan Aspinall. Jak wytłumaczyć taką blokadę?

Najbardziej kojarzę to z przerwanymi skokami w sportach typu skoki do wody, łyżwiarstwo figurowe czy gimnastyka. To zahamowanie aparatu ruchu wynikające z zaburzenia percepcji. Moje przeczucie jest takie, że warto pracować z wizualizacją: wziąć punkt wyjścia, czyli obraz tego, jak wygląda „tu i teraz”, i stopniowo zbliżać się do wizualizacji, w której ruch znów przebiega tak, jak powinien.

Co dokładnie kryje się pod wizualizacją?

Zróbmy krótki test. Proszę zamknąć oczy i wyciągnąć rękę przed siebie. Proszę ją obejrzeć i zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Teraz proszę zamknąć oczy i wyobrazić sobie tę dłoń. Ile szczegółów pan widzi?

Może 40–50 proc.

I dokładnie ten poziom można trenować — być może u pana nawet do 70 proc., jeśli będzie pan to powtarzał. Pierwszy krok to sprawdzenie, czy w ogóle potrafię coś sobie wyobrazić wizualnie. Są osoby z afantazją, które nie potrafią. Jeśli jednak potrafię, da się to przenieść na rzut w darcie: kiedy wyobrażam sobie ruch, aktywność w mózgu jest taka sama jak wtedy, gdy wykonuję go realnie. To oznacza, że można „ćwiczyć” ruch przy relatywnie niskim koszcie fizjologicznym. Badania wyraźnie pokazują, że efekty są lepsze, gdy trening fizyczny łączy się z wizualizacją i treningiem mentalnym, niż gdy trenuje się wyłącznie fizycznie.

Czy istnieje zasada, ile czasu należy zainwestować w trening mentalny?

To zależy od celu, ale jeśli ktoś traktuje sport poważnie, powinno to być minimum 20 minut tygodniowo. To nie jest dużo i da się to łatwo wpleść, także w trening. Starałbym się tylko robić to wtedy, gdy głowa jest w miarę świeża.