W Federacji Rosyjskiej nostalgia za ZSRR jest największą – co dziwić nie może – w całym obszarze postradzieckim. Wyniki badań Wszechrosyjskiego Centrum Badania Opinii Publicznej (WCIOM), ale też innych ośrodków wskazują, że więcej niż połowa Rosjan żałuje, iż ZSRR przestał istnieć. Od rozpadu ZSRR tylko raz – w 2012 roku – poziom tęsknoty za bolszewickim imperium spadł poniżej 50 proc. Wyniósł wtedy 49 proc.
W badaniu Centrum Lewady z 2020 r. 75 proc. Rosjan zgodziło się, że era sowiecka była „najwspanialszym okresem” w historii Rosji. W tym samym roku 65 proc. z nich żałowało rozpadu Związku Radzieckiego. Kiedy badanie powtórzono dwa lata później, wynik był niższy zaledwie o 2 proc.
Malinowa Chmurka w wersji fit. Można ją jeść bez wyrzutów sumienia
„Ludzie płonęli żywcem”. Dramatyczna relacja ze Szwajcarii
Żal za rozpadem ZSRR jest szczególnie silny wśród starszych Rosjan. W 2021 r. ten żal wyrażało 82 proc. z nich w wieku 46-60 lat i 76 proc. powyżej 60 lat. Wśród młodszych, w wieku 18-30 lat, odsetek był niższy i wynosił 28 proc. Niemniej socjolodzy z Centrum Lewady zauważyli, że wśród młodych nostalgia za ZSRR zaczęła rosnąć od 2018 r.
Pokoju szybko nie będzie. „Putin odciąga ten moment”
Badania pokazują także, że nie chodzi wyłącznie o sam rozpad imperium. Rzeczywiście, sondaże pokazują, że większość respondentów ocenia to negatywnie, określając rozpad jako „tragedię” lub „błąd historyczny”, jednak w pytaniach pogłębionych badani bardzo rzadko mówią o tęsknocie za komunizmem jako ideologią. Zamiast tego wskazują na utratę „wielkości”, „szacunku świata”, „silnego państwa” i „porządku”. I to główny powód, dlaczego chcieliby odbudowy mocarstwowości.
Wskrzeszenie imperium
Dla wielu z nich, szczególnie starszych, ZSRR jest przede wszystkim symbolem imperium, a nie systemem komunistycznym. W pamięci zbiorowej funkcjonuje jako czas, gdy Moskwa decydowała o losach Europy Wschodniej, miała realny wpływ globalny i była traktowana przez Zachód jako równorzędny przeciwnik lub w zależności od okresu – partner. W tym sensie współczesna tęsknota dotyczy raczej geopolitycznej hierarchii świata, w której Rosja znajdowała się „na górze”, a nie konkretnego modelu życia społecznego czy gospodarczego.
Jest przełom. Spotkają się u Nawrockiego
Jednocześnie większość Rosjan nie wykazuje realnego zainteresowania powrotem do gospodarki planowej, kolektywizmu czy ideologicznego komunizmu. Sondaże pokazują, że Rosjanie akceptują prywatną własność, nierówności społeczne i autorytarny kapitalizm, o ile państwo jest silne i respektowane za granicą. To oznacza, że dominującym marzeniem nie jest ZSRR jako państwo socjalistyczne, lecz imperium w nowoczesnej, postsowieckiej formie, oparte na sile militarnej, kontroli politycznej i podporządkowaniu peryferii. I jest to podejście widoczne w każdej sferze społecznej. Od codziennych rozmów, aż po oficjalne komunikaty Kremla.
Przede wszystkim kluczowe jest to, że imperialne aspiracje nie są w rosyjskim społeczeństwie postrzegane jako agresja, lecz jako „naturalny porządek rzeczy”. Wojny z Gruzją, Ukrainą czy naciski na państwa bałtyckie są w znacznej części opinii publicznej interpretowane jako obrona historycznych interesów, a nie ekspansja. To klasyczna cecha myślenia imperialnego, w którym granice są płynne, a suwerenność sąsiadów powinna być zależna od suwerena.
Niechęć do władzy Kremla
Podstawowym problemem dla realizacji rosyjskich marzeń jest to, że republiki byłego ZSRR pod „opiekę” Moskwy wrócić nie chcą. Dotyczy to wszystkich byłych krajów związkowych. Nie licząc ich starszych obywateli, powyżej 60. roku życia, bo pozostali nie chcą powrotu rosyjskiego imperializmu w żadnej formie.
W krajach bałtyckich – Litwie, Łotwie i Estonii – nostalgia za ZSRR nawet jako okresem życia jest niska. Badania na ten temat przeprowadził w 2017 r. waszyngtoński ośrodek badawczy Pew Research Center.
Według tego sondażu 62 proc. Litwinów uważało rozpad ZSRR za dobrą rzecz (23 proc. za złą). Na Łotwie rozpad imperium jako pozytyw uznało 53 proc. (30 proc. wskazań negatywnych), a w Estonii było to 75 proc. (15 proc. wyraziło żal z powodu rozpadu).
Takie wyniki były w dużej mierze efektem doświadczenia okupacji i represji sowieckich, a także późniejszej integracji z Unią Europejską i NATO oraz budowania odrębnej tożsamości narodowej po 1991 r. Zresztą kraje bałtyckie nigdy Kremlowi nie zapomniały pięćdziesięciu lat okupacji.
Na Ukrainie nostalgiczne uczucia wobec ZSRR są znacząco niższe niż w Rosji i dodatkowo zależą od regionu, płci wieku oraz doświadczeń historycznych. Im respondenci są starsi i mieszkają bardziej na wschodzie kraju, tym sentyment dla rosyjskiego imperium większy. Część badanych wskazuje, że choć życie materialnie było łatwiejsze w czasach sowieckich, to nie oznacza to poparcia dla odbudowy ZSRR ani poparcia dla imperialnej polityki Moskwy. W sondażach tylko niewielki odsetek (w różnych badaniach nieprzekraczający 5-7 proc.) ma chęć przywrócenia czegoś na kształt systemu sowieckiego.
Nieco inaczej sytuacja przedstawia się w dawnych republikach środkowoazjatyckich. Na przykład w Kazachstanie wśród mieszkańców powyżej 50 roku życia sentyment do imperium sięga 80 proc.
Różnice między republikami wynikają z różnych doświadczeń historycznych i religijno-kulturowych. Republikom bałtyckim sowiecka przeszłość kojarzy się przede wszystkim z okupacją, deportacjami i łamaniem tożsamości narodowej, co osłabiło sentyment do ZSRR. W krajach Azji Środkowej i wschodniej Ukrainie, które w sowieckim okresie odczuwały mniejsze represje, a bardziej dbano w nich o sferę finansową, ZSRR wspomina się znacznie lepiej.
I na tych sentymentach obecni władcy Kremla starają się grać, aby odbudować poczucie imperialnej potęgi. Udaje się to głównie w samej Federacji, ponieważ niewiele osób, w krajach, które poczuły zalety niepodległości od Rosji, ma ochotę wracać do strefy wpływów Kremla. Choć rosyjska propaganda robi wszystko, aby stało się to marzeniem większości ludzi.
Sławek Zagórski dla Wirtualnej Polski