24 grudnia 2007 r., dokładnie o godz. 2.22 nad ranem, na numer alarmowy policji kantonu Zurych telefonuje mężczyzna, który urywanym, pełnym rozpaczy głosem mówi: „Włamali się do nas, zabili nasze dzieci!” Dyżurny próbuje go uspokoić i upewnia się, czy dobrze wszystko zrozumiał. Nakazuje mu, by niczego nie ruszał, po czym natychmiast wysyła pod wskazany adres odpowiednie służby.

Już po kilku minutach policjanci oraz sanitariusze wchodzą do budynku położonego w miejscowości Horgen, należącej do aglomeracji Zurychu. W mieszkaniu znajdują ciała 7-letnich bliźniaków, dziewczynki i chłopca. Każde leży w swoim pokoju, we własnym łóżku, z poduszką przy twarzy. Dzieci zostały najprawdopodobniej uduszone.

W domu są tylko ich rodzice, 41-letni Franz B., który dzwonił na policję, oraz jego żona, 34-letnia Bianca B. Okno w salonie jest szeroko otwarte, w szafach wysunięte są niektóre szuflady, na podłodze leży kilka sztuk odzieży. Poza tym panuje tu idealny porządek i mieszkanie wygląda dokładnie tak, jak powinien się prezentować perfekcyjny dom przed samą wigilią: wszystko aż lśni czystością, w salonie stoi pięknie przystrojona choinka, a pod nią leżą prezenty.

Ten właśnie idealny porządek od razu wydaje się policjantom podejrzany. Pytają rodziców, co dokładnie się wydarzyło. Bianca, matka dzieci, mówi, że obudził ją jakiś dźwięk. Wstała i stwierdziła, że w mieszkaniu ktoś był; zajrzała do dzieci, zobaczyła, że nie żyją i natychmiast obudziła męża, a ten zadzwonił na policję.

Franz potwierdza. Zegar pokazywał godz. 2.15, gdy obudziła go żona, wołając, że ktoś się do nich włamał; on zaraz wstał i poszedł do pokojów dzieci. Na głowach miały poduszki, żadne się nie ruszało. Ojciec z płaczem mówi, że nie ma pojęcia, co się stało.

Włamywacz, który nawet nic nie zabrał, miałby mordować dzieci? Relacja rodziców wzmacnia podejrzenie policji, że włamanie zostało zaaranżowane. Do tego dochodzą pierwsze wyniki oględzin mieszkania: na klamce otwartego okna i uchwytach szaf oraz szuflad znajdują się wyłącznie odciski palców ojca i matki.

Jeszcze w nocy Franz i Bianca B. zostają zatrzymani i zabrani na posterunek. Obydwoje zaprzeczają, że mają cokolwiek wspólnego ze śmiercią dzieci.

Rankiem w wigilię Bożego Narodzenia do szwajcarskich mediów trafia informacja o tym, że w mieszkaniu pod Zurychem zamordowano leżące we własnych łóżeczkach 7-letnie bliźniaki. Cały kraj jest wstrząśnięty, świąteczny nastrój przydaje tej wiadomości dodatkowego tragizmu. Kto mógł zamordować dwoje niewinnych dzieci? Czy możliwe, że zrobili to ich rodzice? Ale dlaczego?! Zdarzenie jest tym bardziej niepojęte, że, jak wszystko na to wskazuje, rodzina była spokojna i zupełnie zwyczajna.

Tymczasem intensywnie pracujący śledczy są skłonni przypuszczać, że dzieci zamordowało tylko jedno z rodziców, bez wiedzy drugiego. Co więcej, ich podejrzenia coraz bardziej koncentrują się wokół matki, a jest ku temu kilka powodów. Przede wszystkim Bianca od samego początku podaje odmienne w szczegółach wersje zdarzeń i próbuje zrzucać winę na męża. Prócz tego to właśnie jej DNA znajduje się pod paznokciami chłopca, a tego typu ślady powstają z reguły wtedy, gdy ofiara próbuje się bronić przed sprawcą.

W odróżnieniu od niej zeznania ojca są bardzo spójne. On także zapewnia o swojej niewinności, lecz jednocześnie obstaje przy tym, że Bianca w żadnym wypadku nie byłaby w stanie zamordować swoich dzieci.

Policjanci są jednak innego zdania, zwłaszcza gdy dowiadują się, że w tej rodzinie już kiedyś zmarło dziecko. Przyglądają się teraz temu zdarzeniu.

8 lipca 1999 r., czyli przed ośmioma laty, 7-tygodniowa Lisa — pierwsze dziecko Franza i Bianki — została znaleziona w swoim łóżeczku martwa. Ojciec przebywał wtedy w pracy, w domu była tylko matka. Wezwała pogotowie, ale lekarz mógł już tylko potwierdzić zgon dziewczynki; za jego przyczynę uznał śmierć łóżeczkową.

„Dlaczego?!”

W świetle tego, co stało się teraz, nagły zgon 7-tygodniowej Lisy jawi się w zupełnie innym świetle — zresztą powszechnie wiadomo, że śmierć łóżeczkowa jest praktycznie nie do odróżnienia od śmierci w wyniku uduszenia.

Bianca upiera się, że jest niewinna, ale świadczących przeciwko niej poszlak jest coraz więcej. Franz na razie także przebywa w więzieniu, lecz wciąż uważa, że wszystko jest jedną wielką pomyłką, a jego żona w żadnym wypadku nie mogła zabić dzieci.

Po kilku tygodniach powoli zaczyna do niego docierać, że jednak tak właśnie było, a inne wyjaśnienie nawet nie istnieje. Wtedy dla Franza zaczyna się dodatkowy dramat: Dlaczego?! Czy były jakieś oznaki? Jak to możliwe, że nic nie zauważył?

Na te pytania nikt nie zna odpowiedzi, a z ustaleń dokonanych przez policję wyłania się obraz małżeństwa, który można wręcz określić jako rozszczepiony, gdyż najwyraźniej każde z małżonków widziało i widzi swoje życie rodzinne w całkowicie odmienny sposób.

Historia miłości

W 1993 r. 20-letnia Bianca pracuje w restauracji obok kolejki linowej w rodzinnym Solden (Austria, Tyrol). To popularny ośrodek narciarski i tu właśnie przyjeżdża 25-letni Szwajcar, Franz B.

Przelotna urlopowa znajomość szybko zmienia się w coś więcej. Przez półtora roku para jest w związku na odległość, potem Bianca przenosi się na stałe do Szwajcarii do swojego partnera. Młoda kobieta nie może się jednak zaaklimatyzować, mimo że Franz robi w tym kierunku, co tylko może, jak również pomaga jej znaleźć pracę. Bianca zatrudnia się jako kelnerka, ale szybko tę posadę porzuca, z drugiej zaś zostaje zwolniona. Prócz tego w życiu pary pojawiają się dziwne incydenty: pewnego razu, gdy Franz jest w pracy, Bianca dzwoni do niego i mówi, że do drzwi mieszkania dobija się jakiś mężczyzna i jej grozi. Partner rzuca wszystko i pędzi do domu, ale gdy przybywa na miejsce, nie ma już nikogo.

Dziwne jest również to, że kilku osobom z rodziny giną nagle karty kredytowe, co w końcu przytrafia się też Franzowi i Biance: gdy pewnego dnia się budzą, drzwi wejściowe ich mieszkania noszą ślady włamania. Jak się okazuje, zniknęły ich karty kredytowe. Zapewne zostały w nocy skradzione, bo wkrótce ktoś podejmuje przy ich użyciu pewną kwotę pieniędzy. Jest to zastanawiające, bo nie wiadomo, skąd włamywacz znał numery PIN.

Dla samego Franza zdarzenia te nabiorą nowego znaczenia dopiero później, po tragedii z 2007 r.

Nowa rola

1996 para bierze ślub i przenosi się do Horgen (kanton Zurych), leżącym przy zachodnim brzegu Jeziora Zuryskiego. Franz, pracujący od lat jako operator koparki, ma własną firmę, która doskonale prosperuje, zatem małżonkom powodzi się bardzo dobrze.

W 1999 r. na świat przychodzi córeczka Lisa, dziecko wyczekiwane przez nich z wielką radością. Jednak dla obydwojga nowa rola rodziców okazuje się niezwykle trudna. Lisa śpi mało i jedynie w ciągu dnia, przez resztę czasu głośno krzyczy, nie uspokaja się nawet, gdy matka bierze ją na ręce. Wtedy właściwie dziewczynka wydaje się jeszcze bardziej podenerwowana, natomiast jest w stanie zasnąć tylko w ramionach ojca.

Nachodzi 8 lipca 1999 r. Ranek jest dla pary wyjątkowo ciężki, Lisa krzyczała przez całą niemal noc.

Franz wychodzi do pracy. Niewiele później dzwoni do niego Bianca z tragiczną wiadomością: Lisa nie oddycha. Gdy przerażony ojciec pojawia się w domu, na miejscu jest już pogotowie. Lekarz może jednak tylko stwierdzić zgon dziewczynki, jako przyczynę zgonu wpisuje śmierć łóżeczkową.

Nadzieja

Zaledwie dwa miesiące po śmierci Lisy Bianca ponownie zachodzi w ciążę. Na świat mają przyjść bliźnięta, dziewczynka i chłopiec. Po niedawnej tragedii ta wiadomość jest dla małżonków ogromnym pocieszeniem, z niecierpliwością oczekują narodzin dzieci.

W odróżnieniu od małej Lisy Mario i Céline są dziećmi spokojnymi i pogodnymi, niemal wcale nie płaczą ani nie krzyczą.

Bianca zajmuje się teraz wyłącznie domem i maluchami. Jest dobrą matką, w każdym razie wszyscy tak uważają. Niestety, pojawiają się niespodziewane problemy: kobieta kompulsywnie się objada, twierdzi przy tym, że to wynik przeżyć spowodowanych śmiercią Lisy. Przybiera na wadze na tyle mocno, że w 2005 r. decyduje się na operację pomniejszenia żołądka.

Operacja przynosi skutek, Bianca wraca do poprzedniej wagi, lecz niewiele później zaczyna gwałtownie chudnąć. Lekarz zaleca jej terapię psychologiczną, Bianca ją rozpoczyna, lecz po kilkunastu sesjach nie chce już kontynuować spotkań; nie wiadomo, czy w owym czasie została postawiona jakakolwiek diagnoza i czy sama pacjentka ją wtedy poznała.

Franz kocha żonę i dzieci i, choć jest bardzo zapracowany, stara się im poświęcać każdą wolną chwilę. Jest przekonany, że także Bianca nie pragnie niczego więcej, niż rodzinnego szczęścia.

Niespełnienie

Z pozoru wszystko układa się idealnie, ale Bianca, jak później zezna, czuje się w tym czasie niezadowolona i niespełniona, chce zmienić swoje życie, myśli o rozwodzie.

Jesienią 2007, gdy dzieci chodzą już do szkoły, kobieta bardzo się nudzi w domu. Mąż wychodzi do pracy wcześnie rano, wraca późnym wieczorem. Dotychczas Bianca zajmowała się dziećmi, teraz zaś nie wie, co ma zrobić z pierwszą połową dnia. W listopadzie zaczyna spędzać coraz więcej czasu w centrum handlowym Waldegg, gdzie przesiaduje w kawiarni i flirtuje ze spotkanymi tam mężczyznami. Wkrótce nawiązuje romans z jednym z nim, później także z drugim. W grudniu ma dwóch kochanków jednocześnie, żaden z nich nie wie, że ma „rywala”.

Franz nie ma o niczym pojęcia. Uważa, że Bianca jest troskliwą żoną i matką, nie dostrzega żadnych niepokojących sygnałów.

Nadchodzi 23 grudnia. Rodzina je śniadanie. Wszyscy wspólnie jadą na zakupy, po południu ubierają choinkę. Mario niechcący rozbija bombkę. Bianca wpada w szał, krzyczy: „Nigdy więcej nie będzie tu ubieranej choinki!” Franz ją uspokaja. Zabiera dzieci na długi spacer.

Jest wyjątkowo pięknie. Śnieg, skrzypi pod nogami. Krajobraz jest idylliczny, wszystko wokół przysypane białym puchem. Dzieci biegają wokół, podekscytowane, Franz z radością myśli o tym, że w domu czeka na niego żona i matka jego dzieci oraz o tym, że nadchodzi cudowny świąteczny czas.

Po spacerze wszyscy jedzą kolację, potem oglądają wspólnie familijny film.

SMS

Przed godz. 21 dzieci idą spać. Franz i Bianca oglądają jeszcze przez jakiś czas telewizję i około godz. 22.30 kładą się do łóżka. Przepracowany Franz jak zwykle natychmiast zasypia.

W trakcie śledztwa wychodzi na jaw, że przed godz. 21 Bianca dostała SMS od jednego ze swoich kochanków. Wiadomość zawierała powszechnie znany, krótki i nieco żartobliwy wierszyk, będący w każdym razie czułym wyznaniem miłosnym. „Śpij słodko” — dopisał pod nim kochanek.

Jak przypuszcza policja, ten właśnie SMS sprawił, że Bianca, zapewne ostatecznie tracąc kontrolę, powiedziała sobie „Nie chcę już rodziny” i podjęła decyzję o zamordowaniu dzieci.

To jedynie przypuszczenia policji, bo nikt nie wie, co myślała i czuła Bianca — ona bowiem dalej upiera się, że jest niewinna, mimo że policja odkrywa coraz więcej świadczących przeciwko niej faktów.

Pusty dom

Teraz jednak już nawet do jej męża dociera, co zrobiła jego ukochana żona. Mężczyzna po trzech miesiącach pobytu w areszcie śledczym zostaje z niego wypuszczony i całkowicie oczyszczony z podejrzeń.

Gdy Franz wraca do domu, zastaje wszystko w mieszkaniu tak, jak pozostawiono to 23 grudnia: w salonie stoi ubrana choinka, pod nią leżą prezenty. Igły na drzewku są żółte i wysuszone, a większość z nich opadła — Franz myśli o tym, że to tragiczny symbol jego zrujnowanego życia.

Mężczyzna jest całkowicie załamany. Rzuca się w wir pracy, robi wszystko, żeby być wciąż między ludźmi, bo inaczej ma myśli samobójcze. Ma wiele gorzkich przemyśleń: jego żona (wkrótce już była, bo Franz składa wniosek o rozwód) ma w więzieniu zapewnione wszystko, w tym opiekę psychiatryczną i terapeutyczną, on zaś jest zdany wyłącznie na siebie. Państwo w ogóle nie interesuje się nim jako ofiarą, to on sam musi szukać dla siebie psychiatry i płacić za te wizyty.

Franz znajduje nowe lokum, bo nie wyobraża sobie dalszego pobytu w dotychczasowym mieszkaniu. Administracja domu ma do niego pretensje: teraz będzie problem z wynajmem, przecież tego mieszkania nikt nie zechce, bo było w nim morderstwo…

„Dlaczego?”

Trwają przygotowania do procesu. W opinii, która liczy 250 stron, biegły psychiatra stwierdza u Bianki tzw. zaburzenie osobowości nieokreślone. Jego zdaniem oskarżona odbiera swoje otoczenie jako wrogie i zagrażające, poza tym istotnym rysem jej osobowości jest niestabilny związek z rzeczywistością. Oznacza to, że granica między rzeczywistością a fikcją jest u niej płynna, a mechanizmy kontrolne często całkowicie zawodzą — tym należy tłumaczyć fakt, że taka osoba nagle realizuje zamysł, który nagle przyszedł jej do głowy i w danym momencie wydaje się najlepszym rozwiązaniem.

Mimo to specjalista orzeka, że poczytalność oskarżonej jest jedynie lekko obniżona.

Proces Bianki G. (kobieta po rozwodzie wróciła do swojego panieńskiego nazwiska) rozpoczyna się na początku marca 2010 r. Prokuratura zarzuca jej zamordowanie 7-letnich bliźniąt oraz zamordowanie Lisy, pierwszego dziecka. Bianca G. wszystkiemu zaprzecza, ale jej wyjaśnieniom nikt nie daje wiary.

Po dwóch tygodniach trwającego procesu sąd skazuje ją na karę dożywocia za zamordowanie trójki dzieci. Bianca G. musi także zapłacić byłemu mężowi odszkodowanie w wysokości 150 tys. franków oraz dodatkowe ok. 15 tys. franków rekompensaty.

„Zabiłam z zazdrości”

Bianca G. przyznaje się do winy dopiero podczas drugiego procesu (który odbywa się na wniosek obrony z powodu błędu formalnego we wcześniejszym postępowaniu) i ma miejsce na przełomie 2012 i 2013 r. Wyznanie kobiety jest szokujące: zamordowała Mario i Celine, bo trudno jej było znieść fakt, że jej własna matka i ojciec — ci sami, którzy w dzieciństwie bardzo źle ją traktowali — mieli teraz dla swoich wnuków mnóstwo zainteresowania, ciepła i miłości. „Mario i Céline mieli lepsze dzieciństwo, niż ja. Byłam zła i zazdrosna” — mówi oskarżona. Opowiada, że w nocy z 23 na 24 grudnia 2007 r. wstała, poszła do salonu i położyła prezenty pod choinkę. Potem udała się do pokoju syna. Usiadła na łóżku i po pewnym czasie, w nagłym odruchu (zaskakującym, jak twierdzi, dla niej samej) wzięła poduszkę i przycisnęła mu do buzi. Później poszła do pokoju córki i uczyniła tam dokładnie to samo.

Mario i Celine bronili się, walka z każdym trwała kilka minut.

Bianca zrobiła bałagan, żeby upozorować włamanie, później obudziła męża, a ten zaalarmował policję.

Oskarżona przyznaje się również do tego, że w lipcu 1999 r. zabiła 7-tygodniową córeczkę, dusząc ją dłonią. „Chciałam, by po prostu zamilkła” — mówi. Wyznaje też, że głęboko żałuje swoich czynów. „Z moją winą muszę się zmagać każdego dnia. Gorszej kary już nie ma” — stwierdza w ostatnim słowie.

Miesiąc później, w styczniu 2013 r., Bianca G. zostaje skazana na karę dożywotniego pozbawienia wolności za podwójne morderstwo oraz umyślne zabójstwo. Sąd orzeka też psychiatryczną terapię ambulatoryjną z opcją późniejszego skierowania do ośrodka zamkniętego i utrzymuje w mocy decyzję dotyczącą odszkodowania i rekompensaty.

Obrona składa wniosek o apelację, żądając zamiany kary dożywotniego pozbawienia wolności na karę terminową (np. 20 lat) oraz rezygnacji z orzeczonej terapii ambulatoryjnej.

Proces apelacyjny odbywa się w grudniu. Wyrok dożywocia wraz z terapią ambulatoryjną zostaje utrzymany w mocy — Sąd Najwyższy uznaje, że skazana działała z wyjątkowym okrucieństwem i z premedytacją, co uzasadnia orzeczoną karę.

Sprawa ta, określana przez szwajcarskie media jako „Morderstwo bliźniąt w Horgen”, należy do najgłośniejszych zbrodni popełnionych w tym kraju.

Źródła

  • DIE ZEIT, 1.12.2016 (Moritz Aisslinger: „Wir hatten es sehr gut miteinander”).
  • Kronen Zeitung, 26.03.2010 (Tirolerin tötete in der Schweiz ihre Kinder — lebenslang).
  • Neue Zürcher Zeitung, 21.03.2010 (Christine Brand: Mord an den Zwillingen — eine unfassbare Tat in Horgen).
  • SRF, 29.01.2013 (Urteil im Zwillingsmord Horgen: Lebenslänglich).