Jesień 2024 r. zamknęła kluczowy rozdział w karierze wiceliderki rankingu. Zakończenie współpracy z Tomaszem Wiktorowskim, trenerem, z którym zdominowała kobiecy tour, było wydarzeniem symbolicznym. Decyzja o zmianie szkoleniowca była odważna, ale niosła ze sobą naturalne ryzyko. W sporcie na tym poziomie każda nawet konieczna korekta narusza wypracowaną przez lata równowagę i automatyzmy.

Niedługo później Świątek musiała zmierzyć się z wyzwaniem wykraczającym poza kort. Sprawa melatoniny i tymczasowe zawieszenie — choć finalnie uznane za wynik nieświadomego zanieczyszczenia suplementu — wywołały medialny szum i nałożyły na zawodniczkę dodatkową presję. Zamiast w pełni skupić się na budowaniu nowej struktury treningowej, musiała dzielić uwagę między kort a kwestie formalne. Nie był to optymalny moment na wdrażanie zmian w tenisie.

Nowy sezon pod wodzą Wima Fissette’a — trenera o uznanej marce i innym podejściu taktycznym — rozpoczął się trudniej, niż zakładały prognozy. O ile półfinał Australian Open był wynikiem bardzo dobrym, o tyle rezultaty w Dausze, Dubaju czy podczas amerykańskiego „Sunshine Double” odbiegały od standardów, do których przyzwyczaiła kibiców Polka.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

— Nie wiedzieliśmy, co się dzieje, jak dotrzeć do Igi, żeby faktycznie wróciła do swojej gry, na swój poziom i żeby miała spokój na korcie — przyznał w programie „Osiem Wspaniałych” w Canal+ Sport Maciej Ryszczuk.

Ryszczuk w tym okresie nie tylko dbał o przygotowanie fizyczne wiceliderki światowego rankingu, ale także pomagał Wimowi Fissette’owi odnaleźć się w nowym środowisku. Bywał łącznikiem między trenerem a zawodniczką, przekazując wskazówki nawet w trakcie meczów.

Sam Fissette nie ukrywa, że pierwsze miesiące były dla niego wyzwaniem. — Dla mnie to było coś nowego. Wciąż próbowałem poznać Igę. Zrozumieć, czego ona potrzebuje, żeby się zmienić. I jak mam ją teraz trenować. To był proces uczenia się. Próbowałem znaleźć na nią sposób — mówił Belg.

To tam zaczął się przełom Igi Świątek

Kluczowy moment sezonu przyszedł nie podczas turnieju, lecz na treningowym obozie na Majorce. To tam sztab Igi mógł w spokoju poukładać elementy, które wcześniej nie chciały zaskoczyć.

— Od początku turnieju w Bad Homburg czułam, że gram o wiele lepiej na trawie i rozumiem tę nawierzchnię o wiele bardziej. Cały ten blok treningowy na Majorce był naprawdę świetny — tłumaczyła Świątek.

Jak podkreślała, różnica była fundamentalna. — Wychodziłam na kort, nie czując, że to ja muszę się dostosować do trawy. Po prostu grałam swoją grę i to działało.

Fissette nie miał wątpliwości, że coś się zmieniło. — W Bad Homburg było tak wiele pozytywów, że lecieliśmy na Wimbledon z bardzo pozytywnymi odczuciami — mówił.

Plan „B”, którego wcześniej brakowało

Jednym z najważniejszych elementów tej zmiany było wprowadzenie alternatywy taktycznej — czegoś, o czym w kontekście gry Igi mówiło się od lat.

— Przed turniejem w Paryżu podjęliśmy decyzję, że czasami planem „B” będzie wycofanie się dość daleko przy returnie, by mieć więcej czasu na uderzenia — zdradził Fissette.

To rozwiązanie, szczególnie przydatne na szybkich nawierzchniach, zaczęło przynosić efekty właśnie na trawie. — Iga stawała nieco dalej, dzięki czemu mogła grać bardziej jakościowo, z większą długością odbicia i łatwiej dyktowała warunki w wymianach — dodał trener.

A Wimbledon? Tu Fissette pozwolił sobie nawet na żart. — Kiedy ludzie pytają mnie, jak wymawiać moje imię, odpowiadam, że tak samo jak Wimbledon — mówił, przypominając, że wcześniej triumfowała tam także Angelique Kerber.