Kacper „Francuz” Bass w ostatnich dniach grudnia został ciężko ranny w obwodzie charkowskim. 28-letni Polak przebywał w tym czasie w bunkrze na pozycjach. Dokładne okoliczności jego zranienia nie są znane, ponieważ drugi z obecnych w rejonie bunkra żołnierz również został ciężko ranny i obecnie znajduje się w śpiączce farmakologicznej.
— Mogła to być artyleria, dron, lub ktoś mógł wrzuć granat do ich bunkra. W jego wnętrzu znajdowały się dodatkowo amunicja, granaty, butle gazowe — relacjonują koledzy „Francuza” ze zwiadowczo-uderzeniowej grupy Rug Hamlet.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Kim był Kacper „Francuz” Bass?
Jakie rany odniósł „Francuz”?
Gdzie zginął „Francuz”?
Jak wyglądały ostatnie dni życia „Francuza”?
Z rozległymi oparzeniami ciała „Francuz” został przewieziony na jeden z oddziałów oparzeniowych w Polsce. Obrażenia skóry, płuc i nerek okazały się jednak zbyt ciężkie, aby uratować jego życie. Polski ochotnik zmarł 31 grudnia.
W ciągu ponad trzech lat spędzonych na froncie Kacper Bass walczył na większości newralgicznych kierunków wojny. W 2022 r. otrzymał państwowe ukraińskie odznaczenie „Za męstwo”, nadawane za szczególną odwagę na polu walki. Rok później otrzymał Krzyż „Za odwagę”, wojskowe odznaczenie Sił Zbrojnych Ukrainy nadawane za szczególne zasługi na froncie.
— Za to, co zrobił „Francuz”, powinien otrzymać medal „Bohatera Ukrainy” — mówi jeden z walczących z nim polskich żołnierzy o pseudonimie „Hagrid”, nawiązując do najwyższego państwowego odznaczenia Ukrainy.

„Francuz”Archiwum prywatne / Archiwum prywatne
Żołnierze zwiadowczo-uderzeniowej grupy Rug Hamlet, w której w chwili śmierci służył „Francuz” przesłali nam zdjęcia i film „Francuza” do publikacji przy artykule. Udzielili nam też zgody na publikację jego nazwiska wobec faktu, że nic nie wiadomo o jakiejkolwiek rodzinie żołnierza w Polsce.
Legia Cudzoziemska
Całe dorosłe życie „Francuza” było związane z wojskiem. Po osiągnięciu pełnoletności próbował wstąpić do polskiej armii, jednak wówczas zalecono mu dalszą edukację. Wtedy, jako 19-letni chłopak wstąpił do Legii Cudzoziemskiej. Stąd jego późniejszy pseudonim „Francuz”.
— Byłem dwa razy po cztery miesiące w Gujanie Francuskiej, ale tam nie ma walki. Ogólnie było fajnie, robiliśmy patrole, chodziliśmy po dżungli, ale wciąż żadnej adrenaliny, żadnego strzelania. To nie było to, czego szukałem — opowiadał w obszernym wywiadzie, jakiego udzielił mi do książki „Psy na ruskich. Polacy walczący z Rosją w Ukrainie”.
„Francuz” nie przedłużył kontraktu z Legią Cudzoziemską. Wrócił do Polski, gdzie dowiedział się o nowopowstałym Międzynarodowym Legionie Obrony Terytorialnej Ukrainy, który skupiał obcokrajowców walczących po stronie Kijowa z rosyjskim agresorem.
Początki w Ukrainie
W październiku 2022 r. wylądował w Ukrainie i po krótkim okresie szkoleniowym trafił na pozycje w kierunku Swatowego i Kupiańska na objętym najcięższymi walkami Donbasie.
— Poznałem „Francuza”, kiedy wróciłem ze szpitala po tym, jak zostałem ranny — wspomina go z tamtego okresu inny polski ochotnik „Falcon”, który w ukraińskim wojsku pełni funkcje dowódcze.
— Miał być wtedy w domu, a zamiast tego realizował zadanie bojowe z inną grupą, chociaż nie musiał. Od razu dostrzegłem w nim ogromny potencjał. Został moim zastępcą i dowódcą jednej z grup. Potem przeszedł do innych formacji, ale zawsze byliśmy w kontakcie. Ostatni raz rozmawialiśmy dwa dni przed atakiem, który doprowadził do jego śmierci. Wesoły, inteligentny chłopak, prawdziwy żołnierz — dodaje.
Towarzysze broni „Francuza” opisują go jako „nieustraszonego żołnierza”
— Pamiętam sytuację z tamtego czasu, kiedy znajdowaliśmy się pod ciężkim ostrzałem Rosjan. Walili do nas z kilku moździeży, podjechał też czołg. Wszyscy się modlili, żeby jak najszybciej stamtąd uciec. Wtedy podbiega Kacper i krzyczy: „Chłopaki, dawajcie, szturmujemy, oni się teraz tego nie będą spodziewać!” To był tego typu człowiek. Kiedy wszyscy myśleli, jak tu przeżyć, jemu włączał się „geniusz” ataku. Ale to działało! — mówi inny polskich ochotnik „Lobo”.

„Francuz”Archiwum prywatne / Archiwum prywatne
Bachmut
Jak wspominał „Francuz”, prawdziwa wojna zaczęła się dla niego, kiedy z końcem marca 2023 r. pojechał na ochotnika na pozycje pod Bachmutem.
Była to ostatnia faza krwawych walk o ukraińskie miasto, które ostatecznie padło dwa miesiące później. W tamtej fazie walk Rosjanie zajmowali większość miasta. Zadaniem „Francuza” był koordynowany z dronami ostrzał rosyjskich pozycji na terenie Bachmutu za pomocą granatnika. Działania w tym terenie odbywały się w skrajnie trudnych warunkach.
— Spróbuj się okopać z granatnikiem pod Bachmutem, gdzie wybiegasz z okopu i ledwie masz czas na korektę i strzelanie. W takich miejscach nie ma możliwości okopania broni. Narzucasz na nią siatkę maskującą, i tyle — opowiadał we wspomnianym wywiadzie.
Jego misja pod Bachmutem skończyła się po masowym szturmie Rosjan, w którym Ukraińcy stracili wielu ludzi oraz sprzęt. Pozbawieni granatnika żołnierze zostali wycofani na tyły. Chcąc realizować się w stricte bojowych działaniach, „Francuz” postanowił zmienić jednostkę.
Atak na Rosję
W tym czasie sformował się Polski Korpus Ochotniczy (PDK). „Francuz” przyłączył się do nowej formacji w wyjątkowym momencie. Po dwóch dniach od jego przyjęcia wraz z kilkoma innymi polskimi ochotnikami wyruszył do Rosji.
Polacy przyłączyli się do pierwszego historycznego wtargnięcia i realizacji zadań bojowych obrońców Ukrainy na terytorium rosyjskiego obwodu biełgorodzkiego. Głównymi siłami przeprowadzonej w dniach 22-24 maja 2023 r. akcji były Rosyjski Korpus Ochotniczy (RDK) i legion Wolność Rosji.
W trakcie podróży na teren Rosji koledzy nagrali krótki film z „Francuzem”.
— Szczerze mówiąc, wszyscy myśleliśmy, że tam zginęli, a Kacper jak zwykle tryskał optymizmem — mówi jego kolega „Lobo”.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Zadaniem grupy, w której znajdowali się Polacy, było dojechanie do miejscowości Gora-Podol, 6 km od granicy z Ukrainą i zniszczenie tam siedziby rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB). Cen ten został zrealizowany przy wsparciu ukraińskich śmigłowców i artylerii.
Dopiero po powrocie grupy w rejon przejścia granicznego Rosjanie zorganizowali się na tyle, by odpowiedzieć ogniem.
— Od naszego wjazdu minęło sześć, może siedem godzin, zanim Rosjanie byli w stanie poważnie zaatakować. To pokazuje, że słabo się tam przygotowali. Nie mieli w tej okolicy żadnych większych sił. Pograniczników na ich przejściu można było policzyć na palcach jednej ręki. Byli całkowicie niegotowi na atak z tej strony. Ale jak już się ogarnęli i zaczęli walić, to na poważnie. Pracowało wszystko, co mieli pod ręką: samoloty, helikoptery, shahedy — wspominał podczas naszej rozmowy „Kacper”.
Tamtego dnia „Francuz” cudem uniknął śmierci, kiedy zrzucona kilkadziesiąt metrów dalej bomba lotnicza nie eksplodowała.
27 odłamków w ciele
W ciągu całej kariery bojowej „Francuza” medycy i lekarze wyciągnęli z jego ciała w sumie 27 odłamków z różnego rodzaju pocisków.
Pierwsze rany odniósł podczas ciężkich walk o wieś Pierwomajskie na bezpośrednim przedpolu zajmowanego przez Rosjan Doniecka w listopadzie 2023 r. W pojazd Humvee, którym jechała jego grupa, wystrzelił czołg. Pocisk wybuchł kilka metrów od auta zabijając lub raniąc żołnierzy.
— Dopiero w szpitalu dowiedziałem się, jak dużo miałem szczęścia. W mojej nodze tkwiły trzy odłamki, ale żaden nie zahaczył ani o tętnicę, ani o nerwy. Kolejny odłamek wszedł w ciało nad kamizelką, ale na tyle płytko, że nie przebił płuca. Dwa były wbite w mój hełm, w tym jeden całkiem spory, na 3 cm — relacjonował podczas naszej rozmowy.
Niedługo potem Polak wziął udział w kolejnym szturmie we wsi Pierwomajskie. Jako jedyny ze swojej grupy przeżył wtedy atak drona. Pod wpływem szoku stracił orientację w terenie. Cudem przechwycili go we wsi ukraińscy żołnierze. W szpitalu lekarze wyjęli z niego kolejnych dziesięć odłamków.
W 2024 i 2025 r. polski ochotnik uczestniczył w walkach na jednym z najcięższych odcinków tego okresu wojny — w bitwie o Toreck w ramach jednej z najbardziej doświadczonych jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy 28. Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej. W trakcie wielomiesięcznych walk „Francuz” wykonywał zadania bojowe w obronie pozycji oraz był operatorem dronów. W tym okresie został trzykrotnie ranny.
„Dyskoteka” na cześć „Francuza”
W dniu śmierci polskiego ochotnika ukraińscy żołnierze uczcili jego pamięć w charakterystyczny dla siebie sposób, oznaczając pociski artyleryjskie jego pseudonimem, datą śmierci oraz godziną wystrzelenia pocisków na rosyjskie pozycje.
„Na cześć twojego przyjaciela urządzimy im dzisiaj prawdziwą dyskotekę” — napisali do jednego z polskich ochotników.

Pociski artyleryjskie na cześć poległego żołnierza.Archiwum prywatne / Archiwum prywatne