Ten mecz wywołał wiele kontrowersji. Liderka rankingu WTA Aryna Sabalenka mierzyła się z byłym finalistą Wimbledonu, a obecnie 673. zawodnikiem rankingu Nickiem Kyrgiosem w tzw. „Bitwie Płci”. Za starcie w Dubaju Białorusinka otrzymała aż milion dolarów.

Spotkanie miało być nawiązaniem do legendarnej bitwy płci z 1973 roku, kiedy to Billie Jean King pokonała Bobby’ego Riggsa. Jednakże to Nick Kyrgios okazał się lepszy i wygrał 6:3, 6:3, a na Sabalenkę wylała się fala krytyki zarówno ze strony fanów męskiego tenisa, jak i feministek.

ZOBACZ WIDEO: Oto jakie zdanie o trenerze polskich skoczków mają kibice

Białorusinka nic sobie jednak z tej krytyki nie robi. Przyznała, że jeszcze raz chciałaby się zmierzyć z Australijczykiem.

– Nie chcę tego tak zostawić, potrzebuję rewanżu. Chciałabym z nim zagrać jeszcze raz – powiedziała (cytat za ad.nl.)

Co ciekawe, skrytykowała warunki. Te były specjalnie dostosowane i Sabalenka grała na o kilka procent mniejszym korcie niż jej rywal.

– Powinniśmy wybrać inny format, bo miałam trudności z adaptacją. Uczymy się na porażkach zawsze i ja też to zrobiłam. Pokazowe mecze w tenisie są po to, żeby zainteresować, dać świeżość i sprawiać radość – przyznała Białorusinka.