Na wygłoszenie być może swojej najostrzejszej dotąd przestrogi Friedrich Merz wybrał nietypową okazję: zjazd bawarskiej partii CSU. Tam, gdzie chadeccy politycy zwykle podnoszą temperaturę sali ostrymi wystąpieniami przeciw swym politycznym przeciwnikom, kanclerz Niemiec wygłosił przemówienie programowe. — Tak jak w 1938 r. nie wystarczył Sudetenland, tak Putin się nie zatrzyma — powiedział, odnosząc się do sytuacji bezpieczeństwa.
Po zeszłorocznych wyborach do Bundestagu partnerzy Niemiec wiązali nadzieje z nowym początkiem. Sygnały wysyłane przez nowy, kierowany przez chadeków rząd były jednoznaczne: zrozumieliśmy sytuację. Najważniejsi niemieccy politycy zapewniają, że proces zbrojeń trwa, jednak dokładniejsza analiza budzi wątpliwości. To nie umyka uwadze reszty Europy.
„Uważamy się za główną przeszkodę wobec planów odbudowy ZSRR”
Konferencja „Defending Baltics” co roku gromadzi w stolicy Litwy wysokiej rangi wojskowych, polityków i ekspertów do spraw bezpieczeństwa, którzy na podstawie wieści z ukraińskiego frontu wyciągają wnioski dla obrony krajów bałtyckich.
W tym roku organizatorzy szczególnie zabiegali o obecność niemieckich dziennikarzy w Wilnie. Przesłanie konferencji miało dotrzeć do niemieckiej opinii publicznej: kraje bałtyckie postrzegają się jako pierwszą linię obrony Europy i oczekują, że Niemcy podzielą tę perspektywę i podejmą odpowiednie działania.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
— Scholz nie poszedł dalej niż samo ogłoszenie „punktu zwrotnego” — mówi Sandis Sraders, dyrektor Centrum Technologii Obronnych na Politechnice w Rydze, przy okazji konferencji. Pokłada nadzieję w Merzu: — Teraz cieszymy się, że faktycznie mamy kanclerza, który realizuje coś, co my w krajach bałtyckich rozumiemy jako punkt zwrotny — przyznaje. — A więc, że Niemcy stają się odpowiedzialnym aktorem w polityce bezpieczeństwa.
Wśród tych działań jest wsparcie dla Ukrainy oraz pomoc Europie Środkowo-Wschodniej w umacnianiu linii obrony przed Rosją. — Uważamy się za główną przeszkodę wobec rosyjskich planów odbudowy Związku Radzieckiego — podkreśla Sraders.
Na Litwie pojawiają się obawy, że po Ukrainie to właśnie ona może stać się kolejnym celem Moskwy. Kraj przygotowuje się na różne scenariusze. Przykładowo, wszystkie trzy państwa bałtyckie ogłosiły wystąpienie z traktatu ottawskiego, który zakazuje użycia, składowania i produkcji min przeciwpiechotnych. Ten krok ma umożliwić w razie potrzeby rozkładanie własnych pól minowych, by spowalniać lub powstrzymać rosyjskie wojska. Decyzja weszła w życie 27 grudnia.
Litwa uważnie obserwuje kurs polityki bezpieczeństwa Berlina także dlatego, że na jej terytorium stacjonuje niemiecka brygada, która do 2027 r. ma osiągnąć pełną gotowość bojową. W jej skład wejdą dwa niemieckie bataliony oraz wielonarodowy zespół bojowy złożony z żołnierzy różnych państw NATO. Dla krajów bałtyckich to kluczowy gwarant bezpieczeństwa.
„Musimy robić więcej niż tylko rozmawiać o bezpieczeństwie”
Berlin konsekwentnie podkreśla, że rozumie powagę sytuacji. — Musimy robić więcej niż tylko rozmawiać o bezpieczeństwie. Musimy znaleźć odpowiedzi na zagrożenia naszych czasów — mówił minister obrony Boris Pistorius pod koniec listopada w wypełnionej po brzegi sali podczas Berlińskiej Konferencji Bezpieczeństwa. Właśnie po to do stolicy Niemiec zjechali wojskowi i przedstawiciele przemysłu obronnego z całej Europy.
— Wiemy, że bezpieczeństwo nie zaczyna się dopiero w chwili obrony, lecz już od odporności — dodał minister. Takie słowa przyniosły Pistoriusowi oklaski pełne ulgi. Zwłaszcza obecni na sali goście z innych krajów europejskich cieszyli się, że niemiecki minister mówi dziś także o „obronie totalnej”.

Gen. bryg. Christoph Huber, kanclerz Friedrich Merz, minister obrony Boris Pistorius i gen. Carsten Breuer, uczestniczą w inauguracji niemieckiej 45. Brygady Pancernej „Litwa”. Wilno, 22 maja 2025 r.EPA/Toms Kalnins / PAP
Jednak nieoficjalnie ci sami partnerzy wyrażają wątpliwości. — Martwimy się, że Niemcy dużo mówią, ale nie przechodzą do czynów — zdradza wysokiej rangi dyplomata ważnego europejskiego kraju. Nie chodzi tylko o tempo zbrojeń, ale także o ich charakter. — Wciąż mówi się głównie o czołgach i konwencjonalnym sprzęcie. Za mało uwagi poświęca się dronom, automatyzacji i cyfryzacji — podkreśla dyplomata. — Obawiam się, że Niemcy przygotowują się na wojnę przeszłości.
Sojusznikom nie umyka nieustanny strumień doniesień o aferach i problemach z niemieckiego ministerstwa obrony. Symptomatyczna jest zwłaszcza odbudowa radiostacji z 1982 r. — pokazuje przepaść między słowami a działaniami. Ponieważ Bundeswehra nie zajęła się cyfryzacją i nadal tego nie robi, potrzebne są stare radiostacje. A ponieważ nie są już produkowane, wojsko zleciło rekonstrukcję starych modeli za 600 mln euro [ok. 2,5 mld zł].
„Dziś w Europie powstała dziura w kształcie Niemiec”
Tego typu problemy wcale nie wynikają z braku pieniędzy — fundusz celowy jest bardzo duży. Problemem jest realizacja. Wciąż nierozwiązany pozostaje problem ciągłych opóźnień w dostawach. Nowo otwarta fabryka czołgów potrzebuje aż do 2030 r., by dostarczyć zamówione 122 czołgi Leopard-2A. Tymczasem Rosja buduje obecnie ok. 1000 czołgów rocznie. Również pozyskiwanie nowych fregat trwa dłużej, niż planowano.
Europejscy partnerzy są tym zadziwieni. Raimond Kaljulaid, przewodniczący estońskiej delegacji w Zgromadzeniu Parlamentarnym NATO, nie może pojąć, dlaczego Niemcy nie przechodzą do działania.
Kiedy rozmawia się z ukraińskimi ekspertami o odbudowie potencjału obronnego Europy, „każdy powie, że nie jesteśmy przygotowani na to, co może przynieść Rosja” — podkreśla Estończyk i dodaje: — Gdybym był niemieckim politykiem, widziałbym w tym ogromną szansę dla Niemiec.
Podobnie jak Angela Merkel podczas kryzysu strefy euro i finansowego wykazała się przywództwem, tak rząd federalny powinien zjednoczyć Europejczyków wokół wspólnej strategii bezpieczeństwa. Kaljulaid przyznaje, że można się spierać o politykę Merkel i jej wypowiedzi, „ale ostatecznie wykazała się przywództwem”. — A dziś w Europie powstała dziura w kształcie Niemiec — dodaje.

Angela Merkel, była kanclerz Niemiec, i Friedrich Merz, lider CDU, podczas wydarzenia organizowanego przez Fundację Kanclerza Helmuta Kohla. Berlin, 27 września 2022 r.Christoph Soeder / DPA / PAP
Ten brak powinien wypełnić obecny kanclerz, wskazuje Marko Mihkelson, przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych estońskiego parlamentu: — Jeśli Merz mówi „A”, że Putina można powstrzymać tylko siłą, to musi powiedzieć także „B” i tę siłę rzeczywiście pokazać.