Odnosząc się do taktyki negocjacyjnej Donalda Trumpa Hodges podkreśla, że jego podejście „od początku skazane było na porażkę, ponieważ nigdy nie interesowały go przyczyny konfliktu”.
— Ani razu nie obarczył Putina odpowiedzialnością za rozpoczęcie wojny. Zamiast tego wywierał presję wyłącznie na stronę ukraińską i całkowicie przejął rosyjską narrację, zgodnie z którą zwycięstwo Rosji jest nieuniknione — zauważa.
Doświadczony amerykański wojskowy uważa to za błędne przekonanie. Jego zdaniem po 11 latach Rosja znajduje się w poważnych tarapatach.
— Nie można zapominać, że ta wojna rozpoczęła się w 2014 r. Po 11 latach Rosja kontroluje tylko 20 proc. terytorium Ukrainy, a rosyjska gospodarka boryka się z poważnymi problemami. Dlatego nie sądzę, aby Ukraińcy zgodzili się na porozumienie, w ramach którego mieliby oddać tereny, których Rosjanie nie byli w stanie zdobyć — mówi w rozmowie z „Bildem”.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Hodges krytykuje również fakt, że amerykański zespół negocjacyjny podczas rozmów na temat ewentualnego przekazania terytoriów Rosjanom zachowuje się „jakby chodziło o transakcję nieruchomościową na Manhattanie”. W rzeczywistości chodzi o tereny zamieszkane przez setki tysięcy ukraińskich cywilów. Dlatego — jego zdaniem — Kijów nie przekaże żadnych terytoriów.
„Trump stracił wszelką siłę nacisku na Ukrainę”
— Wiedzą, że Rosja nigdy nie dotrzyma porozumienia — mówi Hodges i zaprzecza twierdzeniu, że Stany Zjednoczone mogą zmusić do tego Ukraińców.
Jak twierdzi generał, Ukraina nie musi zgadzać się na amerykańskie żądania. — Trump nie ma już żadnej siły nacisku na Ukrainę, ponieważ przestał dostarczać to, co wcześniej dostarczały Stany Zjednoczone — a przynajmniej nie w ilościach, które mają znaczenie — zauważa.
Jego zdaniem charakter ewentualnego porozumienia zadecyduje również o tym, czy wojna między Rosją a innymi krajami europejskimi stanie się bardziej lub mniej prawdopodobna.
— Jeśli dojdzie do porozumienia, które zakończy walki, ale Rosja nadal będzie okupować 20 proc. terytorium Ukrainy, prowadzić gospodarkę wojenną i nadal zarabiać na eksporcie ropy, Rosjanie dojdą do wniosku, że Zachód nie ma woli stawiania oporu. Znacznie zwiększa to ryzyko dla krajów takich jak Estonia, Łotwa, Litwa i Mołdawia — mówi generał.

Prezydent Rosji Władimir Putin w Sankt Petersburgu, 22 grudnia 2025 r.Contributor/Getty Images / Getty Images
Według niego istnieje również inna możliwość. — Jeśli jednak uda się osiągnąć sprawiedliwe i trwałe pokojowe porozumienie, w którym szanowana będzie suwerenność Ukrainy i zapewniona zostanie jej taka obrona, jakiej potrzebuje, rosyjscy zbrodniarze wojenni zostaną pociągnięci do odpowiedzialności, a Zachód będzie działał wspólnie, to prawdopodobieństwo kolejnego konfliktu będzie bardzo małe — twierdzi.
„Sytuacja Rosjan będzie się tylko pogarszać”
Hodges uważa, że decyzja o zakończeniu wojny zostanie podjęta wyłącznie w Moskwie. — Wojna będzie trwała tak długo, aż Putin zda sobie sprawę, że nie może wygrać — mówi. Aby to osiągnąć, Europa musi „bardzo jasno dać do zrozumienia, że zrobi wszystko, co konieczne, aby pomóc Ukrainie odnieść sukces (…) i że nie zaakceptuje złego porozumienia”.
Szczególnie ważna, w jego ocenie, jest również presja gospodarcza na Rosję. — Należy powstrzymać okręty z tzw. floty cieni, które transportują rosyjską ropę przez Morze Bałtyckie, mijając osiem państw europejskich, do Indii i Chin. Jeśli tak się stanie, Rosja nie będzie w stanie kontynuować tej wojny dłużej niż do końca tego roku — twierdzi.
Zauważa też, że „trwały sukces Ukrainy w niszczeniu rosyjskich zdolności eksportowych ropy i gazu” już znacząco osłabił Moskwę. — A sytuacja Rosjan będzie się tylko pogarszać, im większą skuteczność osiągną Ukraińcy dzięki rakietom, dronom i operacjom specjalnym. Moim zdaniem jest to droga do zwycięstwa Ukrainy, zwłaszcza jeśli Europa jej w tym pomoże — podsumowuje.