Przedstawiamy różne punkty widzenia
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Gdy Donald Trump po raz drugi obejmował władzę w Białym Domu, liberalna Ameryka czuła się przybita jak nigdy – co najmniej od czasów drugiego zwycięstwa George’a W. Busha w 2004 roku. Pierwsze wygrane wybory Trumpa można tłumaczyć specyfiką amerykańskiego systemu wyborczego. W 2024 Trump zdobył jednak wyraźną większość głosów Amerykanów.
Kilka miesięcy temu mówili o kurniku. Zapytaliśmy w Wilanowie o Dino
Trumpowi udało się też wyraźnie zwiększyć poparcie w grupach tradycyjnie popierających raczej demokratów – wśród młodych, Latynosów i innych mniejszości. Pojawiały się komentarze o nowym politycznym podziale amerykańskiego społeczeństwa. Unieważniającym to, co uznawano za oczywiste, jeśli chodzi o polityczne preferencje różnych grup społecznych. Mówiono nawet o głębokiej kulturowej, cywilizacyjnej, konserwatywnej zmianie, stawiającej liberalną część amerykańskiego społeczeństwa w bardzo niewygodnej politycznej pozycji.
Pod koniec roku 2025 widać było, że rewolucja Trumpa 2.0 mogła wyczerpać swoją polityczną energię, zanim się na dobre rozkręciła. Poparcie netto Trumpa – różnica między ludźmi deklarującymi poparcie i brak poparcia dla prezydenta – spadło w sondażu „The Economist” z plus 4 punktów proc. na początku kadencji do minus 13 dziś. Pod koniec roku demokraci wygrali prawie wszystkie możliwe wybory stanowe oraz lokalne i liczą, że w przyszłym roku uda się im odzyskać kontrolę co najmniej nad Izbą Reprezentantów. Pojawiają się głosy, że walec Trumpa zaczął się zacinać, a nawet że rok 2026 będzie rokiem, gdy trumpizm się skończy.
Amerykę czeka niebieska fala?
Oczywiście, do podobnych diagnoz należy podchodzić z dużą ostrożnością. Wielokrotnie ogłaszano już koniec Trumpa, za każdym razem okazywał się on przedwczesny. Jednocześnie demokraci faktycznie mają powody do optymizmu, jeśli chodzi o rok 2026. Wybory połówkowe są zawsze trudne dla partii urzędującego prezydenta. Od 1950 roku tylko dwukrotnie w historii – w 1998 i 2002 roku, gdy ciągle działał „efekt flagi” po atakach 11 września – partia lokatora Białego Domu powiększyła swój stan posiadania w Izbie Reprezentantów. Już obecna republikańska większość w Izbie jest bardzo niewielka i demokraci muszą zwiększyć swój stan posiadania z 2024 roku zaledwie o trzy mandaty, by przejąć kontrolę nad niższą izbą kongresu.
To będzie rok wojny na prawicy [OPINIA]
Wybory połówkowe traktowane są jako referendum oceniające administrację, a te oceny są dziś złe. Analityk danych wyborczych G. Elliot Morris w swojej analizie wyborów gubernatorskich w New Jersey i Virginii w listopadzie 2025 r. zauważył, że wyborcy deklarujący, że kluczową sprawą jest dla nich stan gospodarki, prawie w dwóch trzecich zagłosowali na kandydatki demokratów – proporcje wynosiły 65:35 na ich korzyść. W 2024 roku w tych samych stanach aż 80 proc. wyborców deklarujących, że to sytuacja gospodarcza jest dla nich kluczowa przy wyborze prezydenta, poparło Trumpa.
Zdaniem Morrisa, Trump nigdy nie dostał mandatu do konserwatywnej rewolucji, ludzie zagłosowali na niego, bo chcieli, by zrobił coś z problemem rosnących kosztów życia. Dziś Amerykanie oceniają, że Trump z tym sobie nie poradził i odwracają się od niego. W tym młodzi i Latynosi, na których trwałe pozyskanie republikanie bardzo liczyli po wyborach z 2024 roku.
Sytuacja gospodarcza może się tymczasem w 2026 roku jeszcze pogorszyć. Ostatnie dane pokazują spadek dynamiki zatrudnienia, wzrost bezrobocia i względnie wysoką inflację. Pojawiają się głosy ostrzegające, że może to przypominać sytuację sprzed kryzysu w 2007/2008 roku.
Czy to wszystko wystarczy, by Kongres zalała „błękitna fala”? Niekoniecznie. Wybory będą się toczyć na mapie. Dzięki odpowiednim zmianom granic okręgów, liczba wyścigów w naprawdę konkurencyjnych okręgach wyborczych – gdzie może wygrać zarówno demokrata, jak i republikanin – będzie znacznie mniejsza niż w 2018, w trakcie pierwszych wyborów połówkowych Trumpa. Wtedy republikańscy kongresmeni kontrolowali 31 okręgów, w których Trump przegrał lub wygrał różnicą mniejszą niż pięć punktów procentowych – dziś takich okręgów jest tylko 14.
Orędziami Trump może nie przekonać Amerykanów, że żyje się im lepiej [OPINIA]
To oznacza, że nawet duża zmiana poparcia na rzecz demokratów nie musi przełożyć się na znaczącą zmianę miejsc w Izbie Reprezentantów. Choć dziś wydaje się bardziej prawdopodobne, że to demokraci przejmą nad nią kontrolę. O wiele trudniej będzie im z Senatem. By przejąć kontrolę nad tą izbą, musieliby obronić dwa mandaty w stanach, które głosowały na Trumpa – Georgii i Michigan – oraz pokonać republikańskich senatorów ubiegających się o reelekcję w trzech stanach, gdzie Trump wygrał w 2022 roku. Demokraci zapowiadają jednak walkę o Senat, bo tylko wyraźna większość w Izbie Reprezentantów i odbicie Senatu zostaną odebrane jako jednoznaczne odrzucenie przez kraj Trumpa 2.0 i jego programu.
Jak niedawno w wywiadzie dla brytyjskiego think tanku Chatham House mówił ekspert demokratów od strategii wyborczej Adam Jentleson: jeśli przy tak niepopularnym prezydencie nie będziemy w stanie odbić Senatu, to znaczy, że mamy problem.
Pękająca baza
Wybory połówkowe to niejedyny problem Trumpa: komentatorzy coraz częściej piszą, że jego baza wyborcza zaczyna pękać. Po raz pierwszy wyraźnie pokazała to sprawa akt Jeffreya Epsteina. Trump nie był w stanie przekonać swoich zwolenników, że nie ma w nich niczego istotnego, sprawa jest zamknięta, a w ogóle Epsteina wyciągają demokraci, by odwrócić uwagę od sukcesów administracji. Wyborcy zaczęli się burzyć, Trump pod jej naciskiem zmienił zdanie i poparł ujawnienie akt.
Niedawno Senat stanu Indiana – gdzie republikanie mają przytłaczającą większość – mimo bardzo agresywnego nacisku Białego Domu, nie zgodził się na zatwierdzenie nowej mapy okręgów do Izby Reprezentantów w stanie, gdzie mogłaby dać dwa dodatkowe bezpieczne okręgi republikanom. Ma to głównie symboliczne znaczenie, natomiast jest to wymowny symbol – do niedawna nikt w partii republikańskiej nie miał odwagi przeciwstawić się do Trumpowi.
Czy Trump doprowadzi do siłowej zmiany władzy w Wenezueli? [OPINIA]
Wkrótce Sąd Najwyższy ma wydać orzeczenie w sprawie konstytucyjności większości ceł nałożonych przez Trumpa. Wiele wskazuje, że orzeczenie może nie być po myśli prezydenta. Administracja ma już pracować nad podstawą prawną do ponownego nałożenia ceł w oparciu o inne przepisy – klęska przed Sądem Najwyższym w sprawie ceł będzie jednak ważną prestiżową porażką dla Trumpa. Tym bardziej że dominują w nim konserwatywni sędziowie, do tej pory raczej ułatwiający prezydentowi realizację jego programu.
Jak pokazują badania, coraz istotniejsza część wyborców republikanów zaczyna źle oceniać politykę Trumpa. Według sondażu Marquette, prawie 70 proc. republikanów negatywnie ocenia pomoc finansową udzieloną rządzonej przez ideologicznego sojusznika Trumpa Argentynie. Jak podaje CNN, w zależności od różnych sondaży od 19 do 23 proc. badanych republikanów negatywnie ocenia politykę zdrowotną Trumpa, około jednej czwartej to, jak radzi sobie z problemem kosztów życia, a od 23 do 43 proc. politykę w sprawie Ukrainy.
To wszystko na razie tylko drobne pęknięcia w monolicie trumpowskiej bazy – ale mogą się one pogłębiać w 2026 roku, zwłaszcza jeśli Trump przegra wybory połówkowe.
Trump nie podda się bez walki
W amerykańskim języku politycznym funkcjonuje określenie „lame duck president” – stosuje się je do prezydentów na końcu swojej drugiej kadencji. Pozbawionych kontroli nad Kongresem, z którymi coraz mniej ktokolwiek się liczy. Jeśli Trump straci kontrolę nad Kongresem i zacznie tracić nad swoją partią, to może stać się takim prezydentem. Bo nawet jeśli demokraci przejmą kontrolę tylko nad Izbą Reprezentantów, to będą w stanie zablokować najbardziej radykalne posunięcia administracji, wymagające zmiany prawa i niedające się obejść prezydenckimi rozporządzeniami wykonawczymi. Izba Reprezentantów ma też liczne narzędzia, by nękać administrację, rozliczać ją za możliwe przekroczenia prawa, łącznie z procesem impeachmentu. Jeśli demokraci przejmą też Senat, to będą mogli zablokować trumpowskie nominacje do Sądu Najwyższego.
Chińskie manewry wokół Tajwanu to wiadomość dla co najmniej trzech rządów [OPINIA]
Jeśli od Trumpa zacznie odwracać się też jego partia – co może się stać, jeśli bardzo wyraźna klęska w wyborach połówkowych wywoła refleksję, czy nowa wersja trumpizmu to dobra strategia na rok 2028 – to prezydentowi pozostanie w zasadzie tylko budowanie swojej sali balowej, pisanie gniewnych postów na portalu Truth Social i opowiadanie, ile wojen rzekomo zakończył.
Jednocześnie nie ma co liczyć, że Trump podda się bez walki. Pod naciskiem prezydenta, rządzone przez republikanów stany wprowadzają nowe regulacje wyborcze utrudniające głosowanie grupom, które statystycznie częściej głosują na demokratów. Pojawiają się obawy, czy w okresie wyborczym Trump nie wyśle patroli ICE w okolice punktów wyborczych, tak by zastraszyć np. Latynosów, którzy nawet jeśli są obywatelami, mogą nie mieć ochoty, by udowadniać to przed zamaskowanym, agresywnym agentem.
Pojawiają się też obawy, czy Trump i republikanie uznają swoją klęskę. W 2020 roku Trump odmawiał uznania porażki, próbował naciskać na republikańskie władze Georgii by „naprawiły” wynik. Jego zwolennicy zaatakowali Kapitol w momencie, gdy zatwierdzić miał wynik wyborów. Do dziś prezydent twierdzi, że w 2020 roku ukradziono mu zwycięstwo. Wtedy system wytrzymał, udało się pokojowo przekazać władzę Bidenowi nikt jednak nie wie, jak będzie wyglądała sytuacja w 2026 roku. Gdybym miał zgadywać, powiedziałbym, że zwłaszcza w sytuacji wyraźnej klęski republikanów, otoczenie Trumpa nie odważy się na otwartą kontestację wyniku – ale samo to, że na poważnie zadajemy takie pytania, pokazuje, jak wielkie napięcia towarzyszą dziś amerykańskiej polityce.
Z pewnością w 2026 dostarczy ona nie mniej emocji niż w 2025. Nowy Kongres, być może zdolny realnie przeciwstawić się Trumpowi, zacznie urzędowanie dopiero w styczniu 2027 roku. Ale jeśli w wyborach połówkowych republikanie zdecydowanie przegrają, to rok 2026 będzie wskazywany jako data, gdy zaczął się kończyć Trump 2.0.
Dla Wirtualnej Polski Jakub Majmurek
Z wykształcenia filmoznawca i politolog. Działa jako krytyk filmowy, publicysta, redaktor książek, komentator polityczny i eseista. Związany z Dziennikiem Opinii i kwartalnikiem „Krytyka Polityczna”. Publikuje także w „Kinie”, „Gazecie Wyborczej”, portalu „Filmweb”. Redaktor i współautor wielu publikacji, ostatnio „Kino-sztuka. Zwrot kinematograficzny w polskiej sztuce współczesnej”.