Pod koniec roku liczne tygodniki publikowały okładki z tytułami w stylu „Twarze 2025 r.”. Żaden z tych zestawów nie byłby kompletny bez twarzy Donalda Trumpa. Amerykański prezydent stał się głównym tematem wiadomości i symbolem odchodzącego roku 2025.
To był jego rok. Sam podsumował go w mediach społecznościowych następująco:
Istne pasmo zwycięstw! Wielki Trump pominął przy tym chaos, który wprowadził do polityki wewnętrznej kraju, pogłębiając podziały w amerykańskim społeczeństwie poprzez konsekwentne niszczenie budowanego przez dziesięciolecia systemu równowagi władzy i codzienne ataki na takie filary amerykańskiej demokracji, jak wolność słowa czy niezależność organów ścigania — wydawałoby się, niezachwianych instytucji.
Lista porażek Trumpa też jest długa
Na kluczowe stanowiska, z bardzo nielicznymi wyjątkami, mianował niekompetentne osoby, kierując się wyłącznie jednym kryterium: osobistą lojalnością. Walka z nielegalną imigracją, która trafiła w nastroje wyborców w trakcie kampanii, przerodziła się w walkę z każdą formą imigracji — napływ talentów do Ameryki nie tylko się zatrzymał, ale wręcz zaczął się odpływ specjalistów.
Największy cios poniosła międzynarodowa reputacja Stanów Zjednoczonych. „Cła”, z których Trump był tak dumny, zraziły do Ameryki jej tradycyjnych sojuszników; a Europa raz po raz słyszała wzajemnie wykluczające się żądania: od „Żyjcie, jak chcecie”, po „Żyjecie źle”.
Ogłaszając się wielkim rozjemcą, Trump w najlepszym razie zamiótł istniejące konflikty pod dywan, zostawiając je tlące się pod powierzchnią, w najgorszym — otwarcie stanął po stronie agresora, jak w przypadku wojny rosyjsko-ukraińskiej. Światowy porządek po objęciu przez Trumpa władzy przeżył wstrząsy tektoniczne, a biorąc pod uwagę, że przed nami jeszcze trzy lata jego prezydentury, nikt nie odważy się przewidzieć, jak to się wszystko skończy.
Bez pochlebstw nie da się rozmawiać z Trumpem, ale nie zawsze odnoszą skutek
Partnerzy Stanów Zjednoczonych szybko zrozumieli, że zasady gry się zmieniły, ale długo nie mogli pojąć, jakie są nowe reguły.
W zasadzie udało się znaleźć klucz do Trumpa: bezgraniczne pochlebstwa, choć ta wiedza nie pomogła w rozwiązywaniu problemów. Nawet jeśli komuś z wielkim trudem udało się coś z Trumpem ustalić, nic nie stało na przeszkodzie, by już następnego dnia zmienił zdanie i postąpił zupełnie odwrotnie.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Tak było choćby w przypadku sankcji antyrosyjskich, które miały być wprowadzane równolegle, ale w ostatniej chwili Trump zrzucił dokumenty ze stołu i europejskie sankcje zawisły w próżni, nieuznane przez Stany Zjednoczone. Przez cały rok trwała niepewność wokół wsparcia militarnego dla Ukrainy: udzielano go nieregularnie, z przerwami i wstrzymaniami, czasem na długo.
Wojna jak bójka na podwórku, wojna jak gra w karty
Całą winę za wybuch tej wojny Trump zrzucił na swojego poprzednika. Według niego Joe Biden odpowiadał także za zmarnowanie środków przeznaczonych dla Ukrainy. Trump powtarzał wielokrotnie liczbę 350 mld dol. [ok. 1,25 bln zł], która utkwiła mu w głowie, choć była daleka od rzeczywistych wydatków.
Donald Trump wielokrotnie porównywał rosyjską agresję na Ukrainę do bójki dwóch chłopaków na podwórku. Tam nie ma ani winnych, ani niewinnych — „trzeba po prostu pozwolić im się jeszcze trochę pobić”, a potem rozdzielić.
Często też używał innej analogii — krwawa wojna jako gra w karty: „nie macie silnych kart w ręku”. Moralny aspekt sprawy od początku był dla niego nieistotny, w rozważaniach Trumpa nie było miejsca na żadne normy prawne, na których póki co opiera się światowy ład.
„Umowa” może być tylko nieformalna. „Dogadanie się” może wykraczać poza wszelkie ramy prawne, a o moralnej odpowiedzialności nie ma mowy. Z jednej strony Trump twierdzi, że ta wojna to „sprawa Europy”, „to nie nasza wojna”, z drugiej — uważnie pilnuje, by Europa była jak najdalej od realnych negocjacji pokojowych.
Trump jest czynnikiem destabilizującym
Od pierwszych dni prezydentury Trump oferował Putinowi dogodne warunki zakończenia wojny: od zniesienia sankcji i rozwoju współpracy gospodarczej po faktyczne uznanie anektowanych terytoriów.

Władimir Putin, prezydent Rosji, i Donald Trump, prezydent USA, na lotnisku w Anchorage, 15 sierpnia 2025 r.PAP/EPA/SERGEY BOBYLEV/SPUTNIK/KREMLIN POOL / POOL / PAP
Putin jednak te „wspaniałe” propozycje ignorował, przekonany, że z Trumpa da się wydusić jeszcze więcej. Putin, który rozszyfrował Trumpa już podczas jego pierwszej kadencji, wierzył i wierzy, że będzie mógł nim zręcznie manipulować jeszcze bardzo długo.
I tutaj znów musimy powstrzymać się od wszelkich prognoz. Czy i kiedy Putin się pomyli, grając samolubnym amerykańskim liderem? Tego nie wiemy.
Przed nami więc pełna niepewność. Wojna w najbliższym czasie się nie skończy. Trump nie przestanie darzyć sympatią Putina. Amerykańska demokracja będzie dalej się sypać. Perspektywy ładu światowego pozostają niejasne. Trump jest czynnikiem destabilizującym, a nadchodzący rok będzie rokiem niestabilności.