Korespondencja z Innsbrucka

Jesteśmy dopiero na półmetku Turnieju Czterech Skoczni, a już teraz zasadne staje się pytanie nie o to, czy Domen Prevc wygra tę prestiżową imprezę, ale czy jako czwarty zawodnik w historii zdoła skompletować wszystkie zwycięstwa. Do tej pory dokonali tego tylko trzej zawodnicy: Sven Hannawald, Kamil Stoch oraz Ryoyu Kobayashi.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Po delikatnej zadyszce do dobrej formy wrócili Austriacy, ale nawet i oni są bezradni wobec wielkiej formy lidera Pucharu Świata. Tak samo jak Kobayashi, który miał być przecież jego największym konkurentem w walce o Złotego Orła. Dziś jest w klasyfikacji dopiero piąty i traci do Prevca 47 pkt. Znakomity Słoweniec odjechał również reszcie czołówki. Drugi Jan Hoerl ma od niego aż 35 pkt mniej, natomiast trzeci Stephan Embacher 41,5 pkt.

Nie zdarzyło się to od ponad 20 lat

Po raz ostatni na półmetku rywalizacji tak kolosalną przewagę wypracował sobie Janne Ahonen. W sezonie 2004/2005 miał aż 35,9 pkt więcej od Thomasa Morgensterna. Później, przed szalonym wyskokiem Domena, tylko dwa razy zdarzyło się, by przewaga na tym etapie wynosiła ponad 20 pkt.

Całkiem niedawno, bo na start 2023 r. blisko 27-punktowe prowadzenie wypracował nad Dawidem Kubackim Halvor Egner Granerud. W 2012 r. natomiast Gregor Schlierenzauer był lepszy od Andreasa Koflera o 22,2 pkt. W tzw. międzyczasie układało się różnie, ale jedno jest pewne — turniejowe obiekty dawno nie widziały takiego dominatora.

Jedyna szansa. W tym upatruje jej Andreas Widhoelzl

— W ostatnich latach był jednym z najlepszych lotników. Myślę, że teraz dołożył do tego lepszą technikę na progu i widzimy, że skacze jeszcze lepiej. Naprawdę ma flow, wszystko jest dla niego łatwe — komplementuje Słoweńca Andreas Widhoelzl.

To właśnie jego dwaj zawodnicy znajdują się w klasyfikacji TCS za Prevcem. — Walczymy, wszyscy walczą — mówi trener, choć raczej sam chyba nie do końca wierzy w powodzenie tej misji.

— Może w pewnym momencie za dużo zacznie o tym wszystkim myśleć i wtedy to przed nami otworzy się szansa. Spróbujemy utrudnić mu zadanie, ale jeśli się nie uda i wygra wszystkie cztery konkursy, trzeba będzie przyznać, że na to zasłużył — dodaje.

Może zatrzymać go już chyba tylko jeden człowiek

— W zasadzie bardzo lubię skocznię w Innsbrucku — przyznaje Domen Prevc, choć pewnie doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, że to obiekt, który zniszczył marzenia niejednego lidera Turnieju. Bergisel, choć piękna to i kapryśna. Nierzadko rozgrywane na niej konkursy odbywały się w trudnych, loteryjnych warunkach.

Raczej trudno spodziewać się, by w formie, jaką obecnie prezentuje, mogłaby zagrozić mu jakakolwiek loteria. Być może w skompletowaniu wszystkich czterech zwycięstw faktycznie, ale szanse na to, by ktokolwiek miałby odebrać mu końcowy triumf, są raczej niewielkie.

Oczywiście na swoich obiektach z pewnością mocni będą Austriacy. Zdaje się jednak, że obecnie jedyne szanse na wykluczenie Domena z rywalizacji o Złotego Orła miałby ten, który na skoczni pojawia się w innej roli. Mathias Hafele pokazał już, że nie boi się karania wielkich nazwisk. „Miałby”, bo szanse na to, by Słoweńcy zaryzykowali w takim momencie i takiej formie lidera PŚ, są bliskie zeru.