Mijający rok, najwyraźniej ze względu na swoją beznadziejność, doprowadził mnie do następujących wniosków:

Po pierwsze: nigdy nie wrócimy do domu. Być może dzieci wrócą, gdy dorosną, ale to już ich sprawa.

Po drugie: pięknej (lub okropnej) przyszłości Rosji nie będziemy budować my, ale zupełnie inni ludzie, których imion jeszcze nie znamy.

I po trzecie: myślenie o tym, jacy łajdacy sprawują władzę w Rosji i ile przestępstw popełnili — to nasze główne zajęcie. Oczywiście nie porzucimy go, ale już nam się to śmiertelnie znudziło.

W 1996 r. byłem bardzo młodym dziennikarzem i nie brałem osobiście udziału w walce politycznej, ale starsi koledzy w mojej obecności dyskutowali o nieuczciwych metodach, dzięki którym prezydent Borys Jelcyn pozostał u władzy — i chwalili te metody, uważając je za dopuszczalne, skoro doprowadziły do władzy „właściwą” osobę.

Wtedy wydawało mi się to normalne.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

W 1998 r. byłem już znanym dziennikarzem i zarabiałem dużo pieniędzy. Bardzo dużo. Ale nie płaciłem podatków od tych pieniędzy. Dużo pisałem o trudnej sytuacji osób niepełnosprawnych i sierot, ale okazuje się, że sam przywłaszczałem sobie pieniądze, które powinny były trafić na leczenie tych pierwszych i pomoc tym drugim.

Pocieszałem się tym, że tak postępowali wszyscy wokół mnie i że nie mogłem przecież dyktować pracodawcom, w jaki sposób mają mi wypłacać wynagrodzenie.

„Teraz nie mam domu, czemu się dziwić?”

W 2000 r. głosowałem na Putina. Ależ byłem idiotą! Do tego kroku skłoniło mnie to, że Putin mówi po niemiecku, co było dla mnie głównym argumentem za. Naprawdę myślałem, że życie się poprawi, jeśli krajem będzie rządził człowiek znający choćby jeden język obcy.

W 2008 r. byłem na wojnie. Na wojnie gruzińskiej po stronie gruzińskiej. Widziałem horror, przez który przechodzili ludzie. Ale to nie przeszkodziło mi pięć lat później odebrać nagrodę z rąk Dmitrija Miedwiediewa, który rozpoczął tę wojnę. Uścisnąłem Miedwiediewowi dłoń i jakoś sobie to tłumaczyłem. Teraz już nie pamiętam jak. Nie mogę sobie przypomnieć.

W 2011 r., w samym środku protestów „białych wstążek”, pojechałem na urlop. Ponieważ nadszedł Nowy Rok i uznałem, że warto podróżować po Włoszech, zamiast walczyć o wolność i demokrację w domu. No cóż, teraz nie mam domu, czemu się dziwić?

W 2018 r. byłem na Kremlu. Nie uścisnąłem wprawdzie dłoni Putinowi, ale mój ówczesny szef otrzymał nagrodę państwową, a ja siedziałem na sali, ubrany w ładną marynarkę i krawat, i kiwałem głową. To było już po aneksji Krymu! Po co, do diabła, kiwałem głową?! Czy było coś niejasnego w reżimie Putina w 2018 r.?

Ale kiwałem głową.

„Nie wyszedłem protestować. Wyjechałem”

Aż do 24 lutego 2022 r. starałem się, jak mogłem wmówić sobie, że życie się poprawia. Głównym argumentem mojego samooszukiwania się było to, że w Rosji znacznie poprawiła się sytuacja szpitali dziecięcych, na ulicach rosyjskich miast pojawiły się podjazdy dla wózków inwalidzkich, a większość sierot trafiła do rodzin zastępczych. Te niewątpliwe zmiany na lepsze wystarczyły mi, aby uznać życie za pomyślne.

Mieszkańcy oglądają transmisję z wystąpienia prezydenta Rosji Władimira Putina w Sankt Petersburgu, 31 grudnia 2025 r.

Mieszkańcy oglądają transmisję z wystąpienia prezydenta Rosji Władimira Putina w Sankt Petersburgu, 31 grudnia 2025 r.Andrei Bok/SOPA Images / Getty Images

25 lutego 2022 r. nie wyszedłem protestować. Nie wyszedłem też żadnego innego dnia. Przestraszyłem się. Wziąłem dzieci i wyjechałem. I przez te wszystkie lata nie udało mi się wymyślić ani jednego działania, które pomogłoby powstrzymać wojnę.

Być może po prostu nic nie można zrobić, ale ta niemożliwość w żaden sposób mnie nie usprawiedliwia, ponieważ to ja nie potrafiłem wymyślić ani nie odważyłem się wymyślić czegoś, co mogłoby powstrzymać ten koszmar.

Przez te cztery lata, poza całkowicie przewidywalnymi tekstami o tym, jacy łajdacy sprawują władzę w Rosji, napisałem tylko książkę dla dzieci, bajkę. I jestem z niej nawet dumny, to jedyna nieoczekiwana rzecz, którą udało mi się stworzyć od początku wojny. Ale nie pomaga ona w żadnym stopniu uporać się z wojną.

Po tym wszystkim, kogo i za co mogę winić?