To najbardziej skoordynowana od miesięcy próba przejścia od górnolotnych haseł do konkretnych rozwiązań prowadzących do trwałego zawieszenia broni.
Amerykańscy dyplomaci mają dołączyć do weekendowych rozmów za pośrednictwem bezpiecznego łącza wideo, a w przyszłym tygodniu możliwa jest osobista obecność w Europie.
Na miejscu w Kijowie europejscy i ukraińscy urzędnicy spotkają się 3 stycznia w formule hybrydowej. Jak podkreślają dyplomaci, sprawa jest bardzo pilna, stąd przyspieszenie procesu.
Czasu na koordynację działań nie ma jednak zbyt wiele, a zegar tyka. Także i podczas sylwestrowej nocy trwały rozmowy o przyszłości kontynentu. Odsłaniamy kulisy przygotowań do spotkań, które mogą zmienić bieg historii.
31 grudnia ub.r. specjalny wysłannik USA Steve Witkoff, sekretarz stanu Marco Rubio oraz zięć prezydenta Trumpa, Jared Kushner, przez wiele godzin rozmawiali przez telekonferencję z ekspertami do spraw bezpieczeństwa narodowego z Londynu, Paryża i Berlina. W rozmowie uczestniczył także główny negocjator Ukrainy, Rustem Umerow.
Cel jest jasny: przejść od pytania „czy” do „jak”.
Jak wyjaśnia Witkoff, kolejne kroki mają być po prostu praktyczne: realne gwarancje bezpieczeństwa, wypracowanie mechanizmów zapobiegających „zamrożeniu konfliktu”, które mogłoby w każdej chwili znów się rozkręcić, oraz „pakiet rozwojowy” zachęcający prywatny kapitał do powrotu do Kijowa.
— Teraz jest mniej teoretyzowania, a więcej planowania kolejnych kroków — powiedział w czwartek jeden z amerykańskich urzędników „Kyiv Post”. — Ten weekend i przyszły tydzień mają pokazać, czy politycznie atrakcyjne rozwiązania faktycznie sprawdzą się w praktyce — dodał.
Tu nie chodzi o nagły przełom
Ten test rozpocznie się 3 stycznia, gdy do Kijowa przyjadą doradcy do spraw bezpieczeństwa narodowego z ponad 10 krajów, a także urzędnicy Komisji Europejskiej i NATO. Amerykańscy przedstawiciele mają uczestniczyć zdalnie.
Umerow potwierdził, że Kijów już uzgodnił stanowiska z partnerami z USA i Europy i zaplanował kolejne spotkania na styczeń.
Wysoki rangą europejski urzędnik zaangażowany w przygotowania przyznaje, że oczekiwania są celowo ograniczone.
— Nikt nie spodziewa się przełomu w sobotę — twierdzi, dodając, że „liczy się wspólne zrozumienie gwarancji bezpieczeństwa i zadbanie, by nie było niespodzianek przed spotkaniami wojskowych i przywódców”.
Napięty grafik
5 stycznia br. pałeczkę przejmą najwyżsi rangą wojskowi. Szefowie sztabów spotkają się, by wypracować „potrójne” gwarancje bezpieczeństwa — w powietrzu, na lądzie i na morzu. To najtrudniejsze technicznie zagadnienie. Wszyscy zgadzają się, że Ukraina potrzebuje ochrony, ale nie zostało jeszcze ustalone, kto ma zareagować w przypadku złamania zawieszenia broni.
Prezydent Wołodymyr Zełenski w swoim noworocznym przemówieniu przypomniał partnerom, że dyplomacja nie zastąpi amunicji.
Europejscy urzędnicy podkreślają, że to podwójne przesłanie — dyplomacja w parze z odstraszaniem — będzie wyznaczać tematykę przyszłotygodniowych rozmów. — Przesłanie Kijowa jest jasne: rozmowy pokojowe nie zastąpią wsparcia militarnego — tłumaczy drugi europejski dyplomata, dodając, że „jeśli już, to właśnie od tego zależy wiarygodność negocjacji”.
6 stycznia w Paryżu mają się spotkać liderzy europejscy i członkowie tzw. Koalicji Chętnych na poziomie politycznym, by wzmocnić zaufanie zarówno do gwarancji bezpieczeństwa, jak i całego procesu pokojowego.
Gdy Zachód prowadzi rozmowy, Turcja znowu próbuje odegrać rolę pośrednika. Umerow był w czwartek w Ankarze, aby przyspieszyć wymiany jeńców. Według dyplomatów może to zbudować zaufanie niezbędne do tego, by rozmowy pokojowe nie utknęły w miejscu.
Negocjacje po cichu. Amerykanie obserwują sytuację
Waszyngton podjął decyzję o zdalnym uczestnictwie w weekendowych spotkaniach. Nie wyklucza jednak osobistej obecności przedstawicieli Białego Domu w kolejnych dniach. Z amerykańskiego punktu widzenia to przemyślana strategia „przywództwa zza kulis”. To europejscy partnerzy wezmą ewentualne polityczne koszty ustępstw na siebie, jednocześnie utrzymując kluczową rolę USA w całym procesie.
To dzieje się w Europie, ale to wciąż amerykański proces pokojowy. Celem na przyszły tydzień nie są nagłówki w gazetach, tylko to, by wszyscy mówili jednym głosem
— tłumaczy amerykański urzędnik w rozmowie z „Kyiv Post”.
Po miesiącach twardych deklaracji urzędnicy podkreślają, że styczniowe spotkania nie mają służyć spektakularnym ogłoszeniom. Chodzi raczej o zbliżenie stanowisk, budowanie zaufania i zadbanie, by ewentualne przyszłe porozumienie opierało się na rzeczywistych gwarancjach bezpieczeństwa, a nie politycznych obietnicach.
Najbliższe dni mogą być kluczowe właśnie dlatego, że wszystko dzieje się po cichu, twierdzi z kolei europejski urzędnik w rozmowie z „Kyiv Post”. — Jeśli to się uda — mówi dyplomata — początkowo nie będzie to wyglądało spektakularnie. I właśnie o to chodzi.