Obecna sytuacja geopolityczna, charakteryzująca się przejmowaniem wenezuelskich tankowców przez USA oraz groźbami pod adresem rządu w Caracas, stawia pod znakiem zapytania przyszłość największych udokumentowanych rezerw ropy naftowej na świecie. Choć Wenezuela posiada więcej surowca niż Kanada czy Arabia Saudyjska, lata sankcji niemal całkowicie odcięły ją od międzynarodowego handlu.

Ewentualny powrót wenezuelskiej ropy do oficjalnego obiegu miałby jednak fundamentalne znaczenie dla kanadyjskiego sektora wydobywczego, który przez ostatnie dekady korzystał na problemach południowego konkurenta.

Milioner szczerze do bólu. „Czułem się debilem”

Zależność między tymi dwoma rynkami jest silniejsza, niż mogłoby się wydawać. – Bitum w pasie Orinoko jest identyczny z tym w Albercie. Identyczny – podkreśla cytowany przez CBC News inżynier chemik Lino Carrillo, który przez ponad dwie dekady pracował dla wenezuelskiego giganta PDVSA, zanim przeniósł się do kanadyjskiego Fort McMurray. Podobieństwo surowca sprawia, że rafinerie w USA mogą bez trudu zastępować ropę z Kanady tą z Wenezueli, o ile tylko będzie ona dostępna i tańsza.

Historyczna zamiana ról na amerykańskim rynku

Warto przypomnieć, że obecna dominacja Kanady na rynku amerykańskim jest zjawiskiem stosunkowo świeżym. Jeszcze na początku XXI wieku to Wenezuela była kluczowym dostawcą ciężkiej, zasiarczonej ropy do rafinerii nad Zatoką Meksykańską. Sytuacja zaczęła się zmieniać w 2003 roku, gdy po masowych strajkach rząd Hugo Chaveza zwolnił 23 tys. doświadczonych pracowników PDVSA. Wenezuela straciła wówczas bezcenny kapitał ludzki, który w dużej mierze zasilił rozwijający się sektor naftowy w kanadyjskiej prowincji Alberta.

W miarę jak wydobycie w Wenezueli spadało z powodu braku inwestycji i kompetencji, kanadyjska ropa zaczęła wypełniać tę lukę. Najpierw nasyciła rynek Środkowego Zachodu USA, a następnie „rozlała się” na rafinerie w Zatoce Meksykańskiej. Rory Johnston, analityk rynku naftowego z University of Toronto, zauważa, że Kanada stała się ofiarą własnego sukcesu. Nadpodaż surowca przy jednoczesnych ograniczeniach infrastrukturalnych zmusiła kanadyjskich producentów do akceptowania znacznych obniżek cenowych, na czym korzystali amerykańscy odbiorcy.

Logistyczna przewaga i widmo konkurencji

Geografia i klimat działają na korzyść Wenezueli. Wyższe temperatury gruntu sprawiają, że tamtejsza ciężka ropa jest bardziej płynna, co ułatwia jej wydobycie. Co ważniejsze, złoża w pasie Orinoko znajdują się znacznie bliżej portów morskich niż piaski roponośne Alberty. W przypadku zniesienia sankcji wenezuelska ropa mogłaby być dostarczana bezpośrednio tankowcami do rafinerii w Teksasie i Luizjanie, podkopując pozycję Kanady.

Francisco Monaldi z Baker Institute na Rice University wskazuje, że Kanada ma ograniczone możliwości przesyłu surowca na południe, zwłaszcza po zablokowaniu projektu rurociągu Keystone XL. Wenezuela nie potrzebuje nowej infrastruktury przesyłowej, by dotrzeć do kluczowych odbiorców nad Zatoką Meksykańską. Jednak powrót do dawnej świetności nie będzie ani szybki, ani tani. Eksperci szacują, że odbudowa infrastruktury, która obecnie znajduje się w ruinie, wymagałaby inwestycji rzędu 100 mld dol. w ciągu dekady.

Dla Kanady potencjalny powrót wenezuelskiej konkurencji to sygnał do pilnej dywersyfikacji rynków zbytu. Rory Johnston podkreśla, że kluczowe jest budowanie infrastruktury umożliwiającej eksport na Zachód, poza rynek USA. Rozbudowa rurociągu TransMountain ma być krokiem w stronę zapewnienia Kanadzie „bezpieczeństwa popytu” poprzez dostęp do szerszej gamy odbiorców globalnych. Obecna sytuacja pokazuje, że uzależnienie od jednego, amerykańskiego klienta może stać się niebezpieczne, gdy na horyzoncie pojawia się reaktywacja dawnego giganta z południa.

Eskalacja USA–Wenezuela. Ropa w centrum konfliktu

Eskalacja USA–Wenezuela. Ropa w centrum konfliktu