Trump chce władzy tak absolutnej, jak to tylko możliwe. Dlatego usuwa z drogi każdego, kto uważa inaczej. Pence, który nie wierzył, że Joe Biden ukradł Trumpowi wybory w 2020 r., jest dziś jednym z największych wrogów Trumpa, bo sprzeciwił się woli imperatora.

Cytat Trumpa z książki Pence’a jest kluczowy, by zrozumieć, jakiego świata chce dziś Trump. Prezydent USA chce powrotu do zimnej wojny, bo podczas zimnej wojny prawo międzynarodowe znaczyło niewiele, a liczyła się tylko siła — amerykańska i sowiecka. Waszyngton i Moskwa podzieliły się wówczas wpływami i generalnie, poza operacjami tajnych służb, nie wchodziły sobie w drogę.

Dzisiejszy atak na Wenezuelę jest przejawem takiego właśnie myślenia — w nowej doktrynie obronnej USA Trump jasno napisał, że półkula zachodnia należy do Amerykanów i mogą oni robić tam wszystko to, co ich prezydent uważa za stosowne. Tak myśleli amerykańscy prezydenci w czasach głębokiej zimnej wojny (dlatego John F. Kennedy sprzeciwił się obecności radzieckich rakiet na Kubie i dlatego w zamian za ich wycofanie Amerykanie zabrali swoje rakiety z Turcji), tak myśli Trump w 2026 r.

Witold Jurasz widzi wiele związanych z takim myśleniem zagrożeń — Rosjanie mogą dziś uważając, że mają prawo bombardować Ukrainę i najeżdżać Gruzję, a chińska inwazja na Tajwan jest dziś bardziej prawdopodobna, niż przed atakiem na Kijów i Caracas. Nie dlatego, że Rosjanie czy Chińczycy uważają, że na użycie siły pozwala im prawo międzynarodowe (nie pozwala i dobrze o tym wiedzą), ale dlatego, że supermocarstwa dzielące między siebie strefy wpływów w czasach zimnej wojny po prostu mogą siły uważać wtedy, kiedy uważają to za stosowne. A jeśli zimna wojna daje ci władzę, to dlaczego miałbyś się jej przeciwstawić?

Tak, te zagrożenia istnieją i dlatego, jak pisze mój kolega, to, co się dzieje w Wenezueli rzeczywiście ma ogromne znaczenie dla całego świata, w tym dla Polski. Ale oglądając nocne bombardowanie Caracas dostajemy do ręki kryształową kulę i wgląd w przyszłość, co jest oczywiście wydarzeniem pozytywnym. Gdy w tę kulę zerkniemy, zobaczymy bowiem, że bezpieczeństwo Polski zależeć będzie w najbliższych latach od trzech czynników:

  1. od tego, jak silna będzie polska gospodarka i polska armia. Silna nie oświadczeniami polityków, lecz realnymi liczbami i decyzjami, takimi jak np. przywrócenie obowiązkowej służby wojskowej
  2. od tego, czy NATO będzie nadal spójnym sojuszem bez względu na skalę zaangażowania się USA w tę organizację
  3. od tego, czy Europa będzie miała ambicję stać się w grze supermocarstw decydentem, a nie tylko klientem, czyli że będzie chciała stać się czwartym supermocarstwem, do czego niezbędna jest dalsza integracja Unii Europejskiej.

Osobiście zdecydowanie wolę, by Wenezuelą rządził sojusznik USA niż sojusznik Rosji. Maduro był dyktatorem, nie wybranym demokratycznie przywódcą swojego kraju. Używał siły wobec słabszych do momentu, aż sam okazał się tym słabszym. Argumentacja Waszyngtonu, że Maduro musiał zostać usunięty, bo pozwalał kartelom narkotykom na przemyt narkotyków do USA, nie trzyma, się jednak kupy. Z narkotykowego punktu widzenia dużo większym zagrożeniem dla USA od Wenezueli jest Meksyk. No, ale atak na o wiele większy, położony tuż obok i o wiele silniejszy od Wenezueli Meksyk po prostu nie jest dla Białego Domu realną opcją, dużo łatwiej jest obalić śmiesznego w sumie dyktatorka bananowej republiki. Amerykanie mają w tym wprawę, znowu, z czasów zimnej wojny.

Życzę Wenezuelczykom, by żyli w wolnym i bogatym kraju. Myślę jednak z przerażeniem o tym, że USA pomagają Rosji i Chin cofnąć nas do czasów, gdy kilka krajów decydowało wspólnie o losie pozostałych. Jakby ludzkość już zapomniała, że zimna wojna nie była najlepszym okresem w naszej historii i z jakiegoś powodu wszyscy pożegnaliśmy ją bez cienia żalu.