Skradanki są z natury dość niszowymi produkcjami. Powodem takiego stanu rzeczy jest fakt, że zazwyczaj cechują się wysokim progiem wejścia, mającym na celu „odsianie” niezaprawionych w bojach graczy. Na domiar złego, gdy jakiś deweloper postanowi zaryzykować i stworzy nieco bardziej przystępną produkcję tego typu, zazwyczaj wystawia się na krytykę ze strony starych gatunkowych wyjadaczy. Od czasu do czasu zdarzają się jednak wyjątki od tej reguły, a niewątpliwie najważniejszym z nich jest Sly Raccoon, czyli produkcja, która w 2002 roku trafiła na PlayStation 2 i zapoczątkowała serię przez długie lata cieszącą się dużą popularnością.
Zespół Sucker Punch Productions dzisiaj znany głównie za sprawą Ghost of Tsushima oraz Ghost of Yotei. Niemniej nie każdy gracz zdaje sobie sprawę z tego, że swoją pierwszą skradankę deweloperzy z Bellevue opracowali dwie dekady wcześniej. Choć bowiem u podstaw gry Sly Raccoon leżał schemat klasycznej platformówki 3D, to jednak wzbogacono ją o rozwiązania, jakich nie powstydziłby się Sam Fisher czy inny Solid Snake. Ale zacznijmy od początku.
Ten cykl nie jest częścią naszego działu Premium. Decydując się na zakup abonamentu, możesz jednak pomóc w tworzeniu większej liczby takich tekstów. Dziękujemy.
Kup Abonament Premium GRYOnline.pl
Krótka przygoda
Sly Raccoon w regionach NTSC nosił miano Sly Cooper and the Thievius Raccoonus. Tytułowego bohatera poznawaliśmy w momencie, gdy wraz ze swoim gangiem, czyli hipopotamem Murrayem i żółwiem Bentleyem, wyruszał na poszukiwania wyrwanych stron księgi Thievius Raccoonus, w której opisano tajniki złodziejskiego fachu w wykonaniu szopów będących przodkami Sly’a. Sprawę komplikował fakt, że znajdowały się one w posiadaniu odwiecznych rywali protagonisty i jego świty, czyli grupy zwanej Diabelską Piątką.
W ten oto sposób rozpoczynała się emocjonująca, choć jednocześnie uczciwie trzeba przyznać, że stosunkowo krótka przygoda (zwłaszcza jak na owe czasy). Ukończenie gry było bowiem zadaniem na raptem 7-8 godzin, co w pierwszych latach XXI wieku było dość mizernym wynikiem. Sprawiało to, że długość gry była jednym z najważniejszych zarzutów względem tej gry, podnoszonych w recenzjach i komentarzach graczy.

Sly Raccoon. Źródło: Gamer’s Little Playground / YouTube.
Prawie jak Sam Fisher
Sly Raccoon może i miał dość „kompaktowy” wymiar, ale za to na pewno nie można było narzekać na jego grywalność. Za sprawą bardzo responsywnego sterowania i szerokiego wachlarza sztuczek, jakimi dysponował Sly, w omawiany tytuł grało się naprawdę bardzo przyjemnie. Do standardowego skakania po obiektach, omijania przeszkód terenowych i unikania pułapek, które znaliśmy z wielu innych platformówek 3D, dochodziły tu bowiem typowo skradankowe elementy.
Sly musiał przemykać za plecami wrogów i atakować ich z zaskoczenia, a także przechodzić po wąskich gzymsach i półkach skalnych, sprawnie lądować na obiektach pokroju latarni czy anten, a także wspinać się na elementy otoczenia. Jego bronią, a także narzędziem usprawniającym eksplorację, była charakterystyczna, zakrzywiona laska.
Choć Sly był w stanie pokonać przeciwnika jednym celnym ciosem, to jednak trzeba było naprawdę się postarać, by miał jakiekolwiek szanse w bezpośredniej konfrontacji z kilkoma nieprzyjaciółmi, których mogło ściągnąć mu na głowę zauważenie go przez systemy bezpieczeństwa lub jednego z adwersarzy. Często w takim wypadku ratunkiem była ucieczka i przeczekanie zamieszania w bezpiecznym miejscu.
W parze z responsywnym sterowaniem szła również czytelność poszczególnych mechanizmów. O tym, czy Sly jest bezpieczny, czy też ciąży nad nim widmo niebezpieczeństwa, informowała nas muzyka, która robiła się głośna i szybka po wykryciu i podczas walki, zaś uciszała się, gdy zagrożenie przemijało. Ponadto o akcjach kontekstowych, które były dostępne w danym miejscu, informowały nas wskaźniki w postaci niebieskich „gwiazdek”; ich obecność tłumaczono złodziejskimi zmysłami protagonisty.

Sly Raccoon. Źródło: Gamer’s Little Playground / YouTube.
Rozwój złodzieja i wydłużanie czasu gry
W miarę postępów Sly doskonalił się w swoim złodziejskim fachu. Strony Thievius Raccoonus zapewniały mu nowe ruchy, które mógł wykorzystać do przemierzania lokacji czy na polu walki z przeciwnikami (szczególnie przydatne bywały wabiki czy wybuchowe kapelusze zrzucane wrogom na głowy). Ponadto źródłem nowych technik byli pokonani przez niego bossowie, starć z którymi również tu nie brakowało.
Oprócz tego w miarę postępów zdobywaliśmy złote monety, które po zebraniu setki z nich można było wymienić na niebieską podkowę zwiększającą jego odporność na ciosy. Po zdobyciu dwóch takich podków możliwa była jej wymiana na ich złoty odpowiednik, który z kolei dawał nam dodatkowe „życie”.
A skoro o „życiu” mowa – rozgrywkę można było przedłużyć, odwiedzając już zaliczone etapy, by zebrać pominięte po drodze przedmioty i dostać się w miejsca, które wcześniej były dla nas zablokowane (bo na przykład brakowało nam niezbędnego ruchu czy elementu wyposażenia).
Od czasu do czasu zabawę urozmaicały też minigry, w których jako Murray mknęliśmy przez trasy i ukrywaliśmy się przed wrogim ostrzałem, a jako Bentley hakowaliśmy systemy bezpieczeństwa. Pomysłowością zaskakiwały także wybrane starcia z bossami, jak chociażby to przywodzące na myśl gry rytmiczne.

Sly Raccoon. Źródło: Gamer’s Little Playground / YouTube.
Wstęp do poważniejszych skradanek
W Sly’u Raccoonie bawiłem się przednio w czasach, gdy na rynku rządziło PlayStation 2; istnieje duże prawdopodobieństwo, że to właśnie tej grze zawdzięczam swoje zamiłowanie do skradanek. Patrząc na tę pozycję z dzisiejszej perspektywy, śmiało mogę stwierdzić, że stanowiła ona idealny wstęp do poważniejszych przedstawicieli gatunku, jak Thief, Splinter Cell czy Metal Gear Solid.
Co było potem?
Sly Raccoon zdobył wysokie oceny od branżowych mediów i cieszył się uznaniem graczy. W 2004 roku doczekał się kontynuacji, w której ślady rok później poszła trzecia część serii. Rok 2010 przyniósł premierę The Sly Collection, czyli kompilacji zremasterowanych wersji wszystkich trzech produkcji. Stojący za nią zespół Sanzaru Games na tyle dobrze wywiązał się z powierzonego mu zadania, że pozwolono mu przygotować czwartą odsłonę tego cyklu. Sly Cooper: Thieves in Time, bo o niej mowa, ukazał się na PlayStation 3 i PlayStation Vicie w 2013 roku.

Sly Raccoon. Źródło: Gamer’s Little Playground / YouTube.
Jak dzisiaj zagrać w Sly Raccoon?
Aby dzisiaj sprawdzić grę Sly Raccoon, nie trzeba zbytnio kombinować. Tytuł ten jest bowiem dostępny w PlayStation Store (na PlayStation 4 i PlayStation 5) w cenie 45 zł. Ponadto można w niego zagrać w ramach abonamentu PlayStation Plus Premium. Tymczasem pudełkowa wersja gry to spory wydatek, bowiem w chwili pisania tych słów trzeba za nią zapłacić od 150 do ponad 200 zł.
Na marginesie warto jeszcze odnotować, że dzięki komiksowej grafice, Sly Raccoon nie zestarzał się ani odrobinę. Dzisiaj wygląda tak samo dobrze, jak ponad dwadzieścia lat temu.
