TAKESURE CHINYAMA: W święta całe dnie oglądaliśmy Puchar Narodów Afryki. (śmiech)

Maroko ma bardzo rozwiniętą infrastrukturę. Stadiony są klasy światowej. Jedyny problem stanowi frekwencja. Ludzie nie chodzą na mecze. Większość stadionów jest pusta. Przychodzi dwa tys. kibiców, czasami sześć tys. Oczywiście na tych najlepszych meczach pojawiło się znacznie więcej fanów, ale na pozostałych frekwencja jest słaba.

Dalszy ciąg materiału pod wideo

Zimbabwe już turniej zakończyło, ale nie byliście bez szans w walce o awans.

Było bardzo dużo komplikacji, nawet przy powołaniach. Ostatecznie na turnieju było nieźle. Naprawdę wykonaliśmy dobrą robotę pomimo naszych ograniczeń i braku przygotowań. To proces nauki, wyciągamy z tego wnioski. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie lepiej.

Czy spodziewał się pan więcej?

Powinniśmy wygrać z RPA (2:3), i to zdecydowaną różnicą bramek. Wszyscy oczekiwali zwycięstwa i głęboko w nie wierzyli. Mieliśmy mnóstwo sytuacji, także w poprzednich spotkaniach. Myślę choćby o meczu z Angolą (1:1), gdzie zwłaszcza w drugiej połowie okazji było dużo. Jeśli nie potrafisz ich wykorzystać, turniej kończysz ze łzami w oczach. Cały kraj pogrążył się w smutku, wielu ludzi płakało. Jako naród liczyliśmy na więcej, lecz o porażce przesądziły szkolne, wręcz dziecinne błędy.

Takesure ChinyamaTakesure Chinyama (Foto: archiwum rozmówcy / Onet)

W Harare wszyscy żyli meczami Zimbabwe?

W Zimbabwe ludzie są bardzo zaangażowani, zwłaszcza jeśli chodzi o reprezentację. W 2023 r. nie mogliśmy wziąć udziału w Pucharze Narodów Afryki [FIFA nałożyła zakaz za ingerencję rządu w niezależność federacji piłkarskiej]. Teraz morale było wysokie. Tym bardziej że wielu naszych zawodników gra w Europie. Ludzie chcą i oczekują sukcesu.

Takesure Chinyama: sport w naszym kraju się rozwija

Co znaczy dla nich udział w Pucharze Narodów Afryki?

To trzeci co do wielkości turniej na świecie po mistrzostwach świata i Euro. To największa scena w Afryce. Każdy chce wypaść dobrze, wszyscy oczekują wysokiego poziomu i pokazania swojego talentu.

Mimo braku wygranej prezentowaliście się nieźle. Czy sytuacja piłkarska w kraju się poprawiła?

Nawet na przestrzeni ostatniego roku. Pojawia się więcej obcokrajowców, którzy inwestują pieniądze w naszą ligę. Pracują u nas też zagraniczni trenerzy. Sport w naszym kraju się rozwija, także pod względem finansowym. Infrastruktura jest lepsza, to samo tyczy się opieki nad zawodnikami. Ludzie inwestują w akademie piłkarskie. Mamy już ligę juniorską, a także kobiecą. Mamy również turniej dla najlepszych drużyn z różnych prowincji w kategoriach U-15, U-17 i U-18. To jest proces, który daje nadzieję. Myślę, że za dwa czy trzy lata sytuacja będzie jeszcze lepsza.

Niestety do RPA pewnie wciąż wam daleko.

Zawodnicy stamtąd nie chcą wyjeżdżać do Europy, bo u siebie zarobią więcej. W pierwszej jedenastce RPA w meczu z Zimbabwe dziesięciu zawodników na co dzień występuje w ojczystej lidze, tylko Lyle Foster reprezentuje Burnley. Mają ogromną siłę finansową. Są bogatsi od Maroka. Ich sytuacja od mundialu w 2010 r. znacznie się poprawiła. Z RPA są najmocniejsze drużyny w Afryce, jak Orlando Pirates, Kaizer Chiefs czy Mamelodi Sundowns, ale nawet mniejsze kluby potrafią dobrze płacić.

Takesure Chinyama z trofeum za triumf w Pucharze Zimbabwe. 29 listopada 2025 roku Dynamos pokonało w finale Triangle 1:0.Takesure Chinyama z trofeum za triumf w Pucharze Zimbabwe. 29 listopada 2025 roku Dynamos pokonało w finale Triangle 1:0. (Foto: archiwum rozmówcy / Onet)

PNA to oprócz emocji także mieszanka kulturowa.

Zanim drużyny wejdą na stadion, tańczą, motywują się. Widzisz różne kultury czy sposoby świętowania. Chodzi o to, żeby pokazać swoją kulturę przed całym światem. Sport, a w szczególności piłka nożna, jednoczy ludzi.

A jakie ma pan podejście do magii? Kilka lat temu ówczesny selekcjoner Zimbabwe Zdravko Logarušić posądził Kameruńczyków o czarną magię, bo po przegranym meczu znalazł na murawie martwego nietoperza.

To kwestia mentalności, zwłaszcza w zachodniej i południowej Afryce. Nie wiem, skąd to się bierze. To przekonanie, które w rzeczywistości nie istnieje. Niech pan sobie wyobrazi, że taka magia czy zaklęcia działają — wtedy afrykańskie reprezentacje wygrywałyby mistrzostwa świata! Żeby wygrywać, trzeba dobrze trenować, prowadzić się, realizować plan. To są jedyne rozwiązania. Ale każdy wierzy na swój sposób. W Europie są różne przesądy — niektórzy skaczą na jednej nodze, gdy wchodzą na boisko. Wówczas nie nazywamy tego juju [afrykańskie tradycyjne wierzenia w magiczne moce], tylko przesądem. Ja rzeczy typu juju nie uznaję. Nigdy tego nie praktykowałem i do dziś w to nie wierzę. Za to widziałem, jak niektóre drużyny to stosują, gdy jeszcze grałem w piłkę. Zwłaszcza gdy jedziesz do krajów takich jak Ghana, w zachodniej części Afryki. Nie ukrywają tego, widać, co robią.

Takesure Chinyama: Polska to mój drugi dom

Dwa lata temu wspomniał pan w wywiadzie dla „PS”, że w Polsce pełni pan funkcję ambasadora Zimbabwe, a w Zimbabwe — polskiego ambasadora. Zauważyłem, że kilka miesięcy temu spotkał się pan w Harare z ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim oraz byłym selekcjonerem reprezentacji Zimbabwe Wiesławem Grabowskim. Na czym polegało spotkanie?

Minister przyleciał w sprawach biznesowych. Trener Grabowski zaproponował, abym dołączył do spotkania. Minister był zaskoczony, bo wiedział o mnie niewiele. Zostałem mu jednak przedstawiony i odbyliśmy długą rozmowę. Zabawne było to, że spora część delegacji nie mówiła po angielsku, a po polsku i ludzie byli zaskoczeni, że ich rozumiem. Wytłumaczyłem, że jestem jednym z was. Polska to mój drugi dom. Było miło. Spotkanie trwało jakieś dwie godziny.

Od lewej: Radosław Sikorski, Wiesław Grabowski, Takesure Chinyama. Szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski, reprezentując Unię Europejską, odwiedził Harare w dniach 14–16 marca 2025 r.Od lewej: Radosław Sikorski, Wiesław Grabowski, Takesure Chinyama. Szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski, reprezentując Unię Europejską, odwiedził Harare w dniach 14–16 marca 2025 r. (Foto: archiwum rozmówcy / Onet)

Czyli dobre wspomnienia?

Tak, choć nie wszyscy wiedzieli dużo o piłce. Niektórzy byli w szoku, że grałem w Legii Warszawa.

Wyobraża sobie pan siebie w roli skauta, który rekomenduje zawodników z Zimbabwe do Polski?

Życzę sobie, żeby pewnego dnia znaleźć jednego czy dwóch dobrych zawodników, których mógłbym wysłać do Polski. Powiedzieć, że doceniam tego chłopaka, polecam go, i zobaczyć, co się stanie. To moje marzenie.

Pan, Dickson Choto, Shingi Kawondera, Prince Matore czy Costa Nhamoinesu trochę tych meczów w Polsce zagraliście. Pewnie gdzieś wasi następcy się kryją.

Są tutaj młodzi i utalentowani zawodnicy. Mają jakość.

Którzy?

Jako trener nie powinienem wymieniać ich z nazwiska. (śmiech) Jest trzech, czterech takich chłopaków.

W 2024 r. ukończył pan w Polsce kurs trenerski UEFA B. Nie chciał się pan dalej szkolić?

Procedury są takie, że kiedy kończysz, musisz mieć odpowiedni poziom, żeby iść dalej. Miałem praktyki w polskim klubie, ale w grudniu 2024 r. zdecydowałem, że chciałbym wrócić do domu. Pracowałem w małej akademii w mojej miejscowości, aby doskonalić swoje umiejętności. W kwietniu dostałem telefon od mojego byłego klubu Dynamos. Dziś jestem tam asystentem i trenerem napastników.

Nie chciał pan zostać w Polsce?

Na początku nie chciałem komplikować swojej drogi. Wolałem zacząć w domu, bo nie ma tu tak dużej presji. A umiejętności muszą być doskonałe, zwłaszcza jeśli chodzi o języki i filozofię futbolu. Teraz jestem lepszy niż rok temu. Mogę poprowadzić drużynę, wziąć zespół i osiągnąć z nim wyniki. Pracuję z seniorami, a nie z dziećmi. To doświadczeni i profesjonalni zawodnicy. Dziś czuję się lepiej w roli trenera.

Takesure Chinyama: Historia Inakiego Astiza mnie inspiruje

Kiedyś mi pan napisał, że marzy o pracy w Legii.

Historia Inakiego Astiza mnie inspiruje. Jestem z nim w kontakcie. Może prowadzenie drużyny nie poszło po jego myśli, ale każdy były zawodnik Legii marzy, aby być szkoleniowcem tego klubu, ja także. Chciałbym być na pozycji, na której był Astiz przez te ostatnie dwa miesiące. Przejął drużynę i wygrał ostatni mecz w Lidze Konferencji. Z pewnością pragnął zwycięstwa.

Objął zespół w fatalnym momencie.

Takie sytuacje stanowią lekcję. Gdyby wszystko układało się idealnie, nie byłoby miejsca na rozwój. Właśnie w trudnych momentach wyciągasz wnioski i stajesz się lepszym trenerem, ucząc się na błędach, bo prawdziwa nauka nie płynie ze zwycięstw.

Takesure ChinyamaTakesure Chinyama (Foto: PIOTR KUCZA/FOTOPYK/NEWSPIX.PL / NEWSPIX.PL / newspix.pl)

Widzę, że na zdjęciach dalej pokazuje pan „eLkę”. Kocha pan Legię.

Oczywiście. Ten klub sprawił, że byłem bardziej znanym i szanowanym zawodnikiem w Europie oraz Zimbabwe.

Legia ma problem z napastnikami. Mógłby pan im pomóc?

Jeśli nadarzy się okazja, chciałbym przekazać napastnikowi swój instynkt strzelecki. Pokazać mu na treningu, jak zdobywa się bramki, jak należy się zachować w kluczowych momentach. To nie byłyby teoretyczne rady z książek, lecz doświadczenie oparte na praktyce, na tym, co sam robiłem w Legii.

Widzi pan się w roli pierwszego trenera?

Stuprocentowo.

W Legii?

Wierzę w to.