Przedstawiamy nominowanych w plebiscycie „Przeglądu Sportowego” 2025 r.

W kalendarzu Pucharu Świata jest miejsce, które nie ma sobie równych. Za sprawą żywiołowej publiczności i pięknej scenerii konkursy na Wielkiej Krokwi w Zakopanem wyróżniają się piękną oprawą i znakomitą atmosferą sportowej rywalizacji. Nie inaczej było w styczniu 2025 roku, gdy polscy fani znów pokazali, że pomimo chwilowych trudności skoczkowie wciąż zajmują w ich sercach ważne miejsce.

Niezwykła miłość do skoków

Ostatnie ćwierć wieku to prawdziwa złota era polskich skoków narciarskich, ale miłość do tej dyscypliny w naszym kraju trwa zdecydowanie dłużej. Sięga okresu międzywojennego, gdy kibice podziwiali wyczyny między innymi Bronisława Czecha i Stanisława Marusarza, obecnych patronów zakopiańskich skoczni, którzy zapisali piękne karty nie tylko sportowej historii naszego kraju, działali też bowiem w ruchu oporu w czasie hitlerowskiej okupacji. Jeszcze przed II wojną światową Zakopane dwukrotnie gościło mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym — najpierw w 1929 roku, a następnie równo dekadę później. Zawody gromadziły wielotysięczną widownię, podobnie jak trzeci i ostatni zakopiański czempionat w 1962 roku, kiedy wicemistrzem świata na Średniej Krokwi został Antoni Łaciak.

Później stolica polskich Tatr wielokrotnie gościła z kolei zawody Pucharu Świata zainaugurowane w sezonie 1979/80. Do Polski najlepsi skoczkowie świata zawitali już w pierwszej edycji cyklu. Kilka razy pojawili się tu w latach 90., a od 2002 roku, po wybuchu małyszomanii, Zakopane stało się nieodłącznym elementem pucharowej karuzeli. Dziś nikt nie wyobraża sobie kalendarza elitarnego zimowego cyklu bez zawodów na Wielkiej Krokwi. Polscy fani, wyposażeni w trąbki, szaliki czy flagi, żywiołowo dopingujący wszystkich startujących, tworzą tu wyjątkową, niepowtarzalną atmosferę. Zawodnicy i trenerzy innych reprezentacji również wielokrotnie podkreślali, że uwielbiają zmagania na Wielkiej Krokwi. A słynny fiński szkoleniowiec Mika Kojonkoski, gdy prowadził norweską kadrę, często dawał zawodnikom sygnał do startu, machając wielką rękawicą z napisem „I love Zakopane”.

Wąsek był blisko podium

Zgodnie z tradycją Zakopane gości światową czołówkę w styczniu i tak też było w 2025 roku. Kibice znów licznie zjawili się pod skocznią i stworzyli kapitalną atmosferę. I to pomimo faktu, że miniona zima była w wykonaniu naszej reprezentacji nieudana. Fani sprawili, że pod Wielką Krokwią znów było gorąco, radośnie i kolorowo, a przede wszystkim biało-czerwono.

Polskim kibicom — tak jak w całym ubiegłym sezonie — najwięcej radości dostarczył Paweł Wąsek. Niesiony wspaniałym dopingiem 26-latek w niedzielnym konkursie indywidualnym po skokach na odległość 136 i 137 metrów zajął wysokie piąte miejsce. Oprócz niego punktowali jeszcze Kamil Stoch (24.) oraz Dawid Kubacki (26.).

Dzień wcześniej odbyła się rywalizacja drużyn, w której Polska, w składzie ze wspomnianą trójką oraz Aleksandrem Zniszczołem, również znalazła się na piątej pozycji. Cały weekend przebiegał pod dyktando Austriaków. Najpierw wygrali drużynowo, a później rządzili także indywidualnie. Zwyciężył późniejszy zdobywca PŚ Daniel Tschofenig, a trzeci był Jan Hörl.

W 2026 roku PŚ ponownie zawita do Zakopanego (10–11 stycznia). W sobotę po raz pierwszy na Wielkiej Krokwi rozegrany zostanie konkurs duetów, który zastąpi w programie weekendu odbywające się tu od 2013 roku zmagania drużynowe. Następnego dnia już tradycyjnie obejrzymy zawody indywidualne. Atmosfera na trybunach z pewnością znów będzie fantastyczna.

Komentuje dla nas Jakub Kot, medalista MŚ juniorów 2009, ekspert telewizyjny:

Gęsia skórka za każdym razem

Atmosfera, która panuje podczas zawodów PŚ w Zakopanem, jest po prostu niewiarygodna. Za każdym razem mam gęsią skórkę — szczególnie kiedy stoję pod skocznią i słyszę trąby, widzę fale kibiców i te wszystkie zabawy. Bardzo lubię tzw. helikopter — moment, gdy kilkanaście tysięcy ludzi kuca, a na sygnał „trzy, cztery” wszyscy jednocześnie wstają, skaczą i wykonują charakterystyczny ruch szalikami. Efekt jest niesamowity.

Choć zawody wyglądają co roku podobnie, wrażenie zawsze jest niezwykłe — te tysiące ludzi z szalikami, którzy skaczą, trąbią! To na pewno wyróżnia Zakopane. A sami zawodnicy często zwracają uwagę na fakt, że nieważne, czy jesteś reprezentantem Kazachstanu, Ukrainy, Norwegii czy Austrii — zawsze masz doping polskich fanów. To piękne, że wydarzenie ma charakter prawdziwego sportowego święta. Skoczkowie bardzo lubią przyjeżdżać do Zakopanego, bo wiedzą, jaka tu panuje atmosfera. A samo miasto żyje tą imprezą od rana do późnych godzin nocnych.

Myślę więc, że tego wydarzenia nie trzeba specjalnie przedstawiać. Jestem w Zakopanem co roku i mogłoby się wydawać, że w pewnym momencie pojawi się rutyna, ale za każdym razem, gdy obserwuję te zawody, kibiców i tworzoną przez nich atmosferę, to — powtórzę — naprawdę mam gęsią skórkę!