W sobotni wieczór oczy fanów Serie A skierowane były na Bergamo, gdzie w hicie 18. kolejki Atalanta podejmowała AS Roma. Starcie w Lombardii przykuwało również uwagę ogromnej rzeszy polskich kibiców, bo naprzeciw siebie już od pierwszej minuty stanęli Nicola Zalewski i Jan Ziółkowski. I miało przy tym sporo podtekstów, bo Zalewski jest przecież wychowankiem Giallorossich.
Skrzydłowy La Dei zdobywa coraz większe uznanie w oczach trenera Raffaele Palladino i po raz drugi z rzędu (po starciu z Interem Mediolan) rozpoczął mecz od pierwszej minuty. Trzeci raz z rzędu w wyjściowym składzie ekipy z Rzymu oglądaliśmy za to Jana Ziółkowskiego, który po ostatnim meczu z Genoą zebrał na Półwyspie Apenińskim znakomite recenzje. A do Bergamo powrócił natomiast Gian Piero Gasperini, który przez dziewięć lat doprowadził Atalantę do historycznych sukcesów, w tym m.in. do triumfu w Lidze Europy w sezonie 2023/2024.
Dalszy ciąg materiału pod wideo
Asysta Zalewskiego, a potem wielka kontrowersja
Ale już po niespełna kwadransie gry Gasperini, który został chłodno przywitany przez fanów Atalanty, miał powody do niepokoju. W 12. minucie po dośrodkowaniu Zalewskiego z rzutu rożnego do siatki po kuriozalnym błędzie Mile Svilara trafił Giorgio Scalvini i gospodarze objęli prowadzenie. A reprezentant Polski zanotował trzecią asystę w tym sezonie.
A w 20.minucie powinien do swego dorobku dołożyć bramkę. Po znakomitej akcji z Gianlucą Scamaccą i uderzeniu Edersona piłka trafiła nagle pod nogi Polaka w polu karnym, ale ten fatalnie spudłował.
W 29. minucie gospodarze trafili na 2:0, ale po bardzo długiej analizie VAR gol Scamacci nie został uznany. Arbitrzy dopatrzyli się spalonego napastnika Atalanty, co wzbudziło ogromne kontrowersje. I sam Michaele Fabbri długo tłumaczył swą decyzję zawodnikom. Ale trudno powiedzieć, by rozwiał wątpliwości.
Atalanta kompletnie zdominowała przed przerwą wydarzenia na murawie, a w końcówce Roma rozpaczliwie się broniła. Błędów nie ustrzegł się też Ziółkowski, który zupełnie nie porozumiał się w jednej sytuacji ze Svilarem. A uspokajać musiał go nawet kapitan Gianluca Mancini. Gasperini postanowił zareagować i w przerwie ściągnął polskiego obrońcę z murawy.
A w 60. minucie swój występ w tym spotkaniu zakończył Zalewski, który po raz kolejny może mieć powody do zadowolenia. Po przerwie 23-latek nie był już tak aktywny w ofensywie, a skupił się bardziej na zadaniach destrukcyjnych.
Ostatecznie wynik meczu nie uległ już zmianie i ekipa z Bergamo sięgnęła po bezcenne trzy pkt. A fanom w Rzymie w najlepszy z możliwych sposobów przypomniał się Nicola Zalewski.