Po tym, jak MKS objął trener Artur Gronek, zespół wygrał dwa mecze i dwa razy przekroczył granicę stu punktów. W Warszawie daleko im było tak do jednego, jak i do drugiego.

Wpływ na to miał m.in. brak w składzie Rona Curry’ego, który nie wybrał się z drużyną do stolicy z powodu urazu mięśniowego. Jego powrót być może nastąpi w kolejnym spotkaniu, który MKS rozegra w Lublinie z PGE Startem. W cywilu mecz oglądał z kolei Dominic Green (uraz ręki).

ZOBACZ WIDEO: Boruc szczerze o życiu po karierze. „Problematyczny początek”

Pod nieobecność Curry’ego i przy problemach z przewinieniami Jakuba Musiała, ekipa Gronka miała potworne problemy w ofensywie, gdzie na „jedynce” męczyli się Dale Bonner i Luther Muhammad. To przełożyło się na procenty obu – pierwszy wykorzystał 2 z 12 rzutów z gry, drugi 5 z 19… Łącznie goście na Bemowie mieli 32 procent skuteczności, a do tego popełnili 18 strat.

MKS po pierwszej kwarcie miał na swoim koncie zaledwie siedem punktów, ale Legia była niewiele lepsza. Z czasem jednak aktualni mistrzowie Polski zaczęli trafiać regularnie i to natychmiast przełożyło się na wynik.

Gracze z Dąbrowy Górniczej zebrali aż 24 piłki w ataku (7 z nich było autorstwa Efrema Montgomery’ego), które zamienili na 17 oczek drugiej szansy. Zaangażowania więc odmówić nie można, ale już lepszej skuteczności na dystansie (3/24 w rzutach za trzy punkty) wymagać trzeba.

Licznik MKS-u ostatecznie zatrzymał się na liczbie 63 zdobytych punktów, co jest dla tego klubu najgorszym osiągnięcie w tym sezonie.

I tak Legia – grająca bez Michała Kolendy i Matthiasa Tassa – pewnie sięgnęła po swój dziewiąty triumf w sezonie pieczętując awans do turnieju finałowego o Pekao S.A. Puchar Polski.

Legia Warszawa – MKS Dąbrowa Górnicza 84:63 (11:7, 24:22, 23:16, 26:18)
(Ponsar 17, Graves 13, Tomaszewski 11, Shungu 10 – Muhammad 16, Montgomery 14, Peterka 13)

Tabela Orlen Basket Ligi po meczu w Warszawie: