W bezprecedensowym posunięciu Donald Trump ogłosił, że jego rząd przejmuje na razie władzę w Wenezueli. — Będziemy rządzić tym krajem do czasu, aż uda nam się przeprowadzić bezpieczną, właściwą i rozsądną transformację — powiedział prezydent USA w sobotę podczas konferencji prasowej w swojej prywatnej rezydencji Mar-a-Lago na Florydzie.

To historyczne oświadczenie nastąpiło po nocnym ataku na stolicę Wenezueli, Caracas. Specjalna jednostka antyterrorystyczna Delta Force zeszła na linach z helikopterów i pojmała prezydenta Nicolasa Maduro i jego żonę Celię Flores w kompleksie wojskowym. Następnie na pokładzie okrętu wojennego zostali oni przetransportowani do USA, gdzie mają zostać osądzeni za „terroryzm narkotykowy”.

Trump nie podał szczegółów dotyczących tego, w jaki sposób jego rząd zamierza przejąć kontrolę w Caracas. — Zrobią to ludzie, którzy stoją za mną — powiedział Republikanin, wskazując na towarzyszących mu członków gabinetu, w tym sekretarza stanu Marco Rubio i sekretarza obrony Pete’a Hegsetha.

Na razie nie jest jasne, w jaki sposób Stany Zjednoczone przejmą kontrolę nad rządem wenezuelskim i kto wypełni próżnię władzy w Caracas. Bezpośrednio po ataku pojawiły się oczekiwania, że kluczową rolę może odegrać liderka opozycji Maria Corina Machado, która obecnie przebywa na wygnaniu w nieznanym miejscu. Trump jednak odrzucił tę możliwość. — Uważam, że trudno byłoby jej przejąć przywództwo. Nie ma ona ani poparcia, ani szacunku w kraju — stwierdził. — To miła kobieta, ale nie cieszy się szacunkiem.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Jasne jest jednak, że ogłaszając to, Trump postępuje wbrew własnym przekonaniom. Prezydent USA zawsze ostro krytykował politykę swojego republikańskiego poprzednika George’a W. Busha, który poprzez interwencje wojskowe w Iraku i Afganistanie chciał doprowadzić do „zmiany reżimu”. — Przestaniemy brać udział w obalaniu zagranicznych reżimów, o których nic nie wiemy i w które nie powinniśmy ingerować — oświadczył Trump już w 2016 r., kiedy po raz pierwszy ubiegał się o urząd prezydenta.

Zarówno podczas swojej pierwszej kadencji prezydenckiej, jak i obecnej, Republikanin zarządził wprawdzie pojedyncze, zdecydowane interwencje wojskowe, wykluczył jednak kategorycznie dalsze zaangażowanie, a nawet stacjonowanie wojsk amerykańskich w tych krajach. W marcu i kwietniu wojsko amerykańskie zbombardowało pozycje i infrastrukturę naftową rebeliantów Huti w Jemenie.

Pod koniec czerwca w ramach operacji „Midnight Hammer” („Północny Młot”) zlecił zniszczenie trzech irańskich obiektów nuklearnych przez bombowce B-2. Tuż przed Bożym Narodzeniem przeprowadzono naloty na grupę terrorystyczną ISIS w Syrii, a w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia miały miejsce naloty na cele grup islamistycznych w północno-zachodniej Nigerii.

Jednak przypadek Wenezueli ma inny charakter. Trump nawiązał do historycznej „doktryny Monroe” z XIX w., zgodnie z którą Stany Zjednoczone nie tolerują wpływów europejskich mocarstw w Nowym Świecie i dominują geopolitycznie na całym kontynencie amerykańskim. — W pewnym sensie zapomnieliśmy o tej doktrynie. Nie zapomnimy o niej więcej. W rzeczywistości nawet ją przekroczyliśmy — stwierdził. Atak militarny z 3 stycznia opiera się teraz na „dokumencie Donroe”, jak Trump nazwał ostatnie działania swojej administracji.

Prezydent USA Donalda Trumpa (w środku) wraz z sekretarzem stanu Marco Rubio (po lewej) oglądają relacje z operacji "Absolute Resolve" – akcji, w wyniku której schwytano prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro w Mar-a-Lago w Palm Beach na Florydzie, 3 stycznia 2026 r.

Prezydent USA Donalda Trumpa (w środku) wraz z sekretarzem stanu Marco Rubio (po lewej) oglądają relacje z operacji „Absolute Resolve” – akcji, w wyniku której schwytano prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro w Mar-a-Lago w Palm Beach na Florydzie, 3 stycznia 2026 r.WHITE HOUSE PRESS OFFICE HANDOUT / PAP

W opublikowanej na początku grudnia strategii bezpieczeństwa narodowego USA „zachodnia półkula”, jak w amerykańskim żargonie geopolitycznym nazywa się Atlantyk i Amerykę, otrzymała nową, znaczącą rolę.

W polityce bezpieczeństwa nacisk kładzie się na „ojczyznę”. Trump priorytetowo traktuje bezpośrednie sąsiedztwo USA i uważa za uzasadnione podejmowanie tam działań wojskowych w interesie bezpieczeństwa wewnętrznego swojego kraju. Amerykański prezydent nie kwestionuje faktu, że specjaliści od prawa międzynarodowego uważają ataki w regionie za naruszenie międzynarodowych zasad.

„America First” nabiera nowego znaczenia

W najbliższych dniach powinno stać się jasne, jakie plany ma Waszyngton na okres po odejściu Maduro. Być może dojdzie do współpracy z pełniącą obowiązki wiceprezydenta Delcy Rodriguez. Trump oświadczył, że Rodriguez została zaprzysiężona na prezydenta tuż przed jego sobotnią konferencją prasową, dodając, że rozmawiała ona z sekretarzem stanu Marco Rubio. — Jest zasadniczo gotowa zrobić to, co uważamy za konieczne, aby Wenezuela znów stała się wielka. To proste — powiedział Trump.

Dla prezydenta USA istnieje wysokie ryzyko polityczne, jeśli po aresztowaniu Maduro Wenezuela pogrąży się w chaosie. Trump obiecuje nie tylko Wenezuelczykom powrót wolności i dobrobytu. Również jego wyborcy mają skorzystać na największych zasobach ropy naftowej na świecie, a kraj ten ma spłacić środki, które według Trumpa jest winien Stanom Zjednoczonym.

— Zmusimy nasze bardzo duże amerykańskie koncerny naftowe, największe na świecie, do zainwestowania miliardów dolarów w naprawę poważnie uszkodzonej infrastruktury naftowej i zarabianie na tym pieniędzy — zapowiedział.

Reakcja Republikanów w Kongresie USA była jednoznacznie pozytywna. Jednak wśród jego zwolenników pojawiają się głosy krytyczne. — Jeśli celem amerykańskiej akcji wojskowej i zmiany reżimu w Wenezueli było naprawdę ratowanie życia Amerykanów przed narkotykami, to dlaczego administracja Trumpa nie podjęła żadnych działań przeciwko meksykańskim kartelom? — pyta była zagorzała zwolenniczka Trumpa, Marjorie Taylor Greene.

Trump będzie musiał szybko dostarczyć swoim zwolennikom z ruchu „Make America Great Again” dowody, że bezprecedensowy atak militarny w Caracas rzeczywiście oznacza „America First”.