Związkowcy mają pomysł, jak doraźnie rozwiązać problem nadgodzin nauczycielskich. Na początek wystarczy, by organy prowadzące zaczęły płacić nauczycielom za nadgodziny wypracowywane na wycieczkach szkolnych. W przeciwnym razie trudno się spodziewać, by wiosną dzieci i młodzież szkolna tłumnie ruszyły zwiedzać Polskę i zagranicę.
- Mimo zapewnień o chęci wdrożenia w życie orzeczenia Sądu Najwyższego w sprawie nadgodzin MEN wstrzymuje się z rozwiązaniem tej kwestii.
- Związkowcy twierdzą, że to dlatego, iż w grę wchodzą duże pieniądze, bo nadgodziny da się policzyć i nie powinno być z tym problemu.
- Proponują jednak rozwiązanie tymczasowe, które pozwoli szkołom wysłać uczniów na wycieczki i jednocześnie wypłacić nauczycielom wynagrodzenie za dodatkowy czas pracy.
Urszula Woźniak, wiceprezes Związku Nauczycielstwa Polskiego, proponuje, by nie czekać, aż Ministerstwo Edukacji Narodowej znajdzie kompleksowe rozwiązanie w sprawie rozliczania godzin nadliczbowych, tylko zacząć od uregulowania w drodze rozporządzenia sposobu rozliczania pracy nauczyciela w czasie wycieczek szkolnych, bo obecnie tylko w czasie wszelkich wyjść ze szkoły i wycieczek „nauczyciel rzeczywiście może udowodnić, że pracuje ponad wymiar swojego czasu pracy i jest to ewidentne”.
– Można na początku nawet rozporządzeniem uregulować ten obszar – stwierdza.
Oczywiście – jak podkreśla – nie w taki sposób, jak mówił wiceminister Kiepura, czyli że trzy dni wycieczki to 72 godziny pracy, ale za godziny, w których nauczyciel przekracza 40-godzinny tydzień pracy.
Nauczyciel w czasie tej wycieczki musi mieć zapewnione wszystkie normy czasu pracy dotyczące pracowników: 11 godzin (odpoczynku po pracy – red.), 35 godzin (przerwy tygodniowo) – i można zacząć właśnie od uregulowania wyjść i wycieczek. Tu wystarczy rozporządzenie
– wyjaśnia.
– To jeden załącznik więcej do Karty wycieczki – dodaje Sławomir Wittkowicz, przewodniczący Wolnego Związku Zawodowego „Forum – Oświata” przy pełnej aprobacie Krzysztofa Wojciechowskiego, wiceprzewodniczącego Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność”.
MEN wciąż przekłada dyskusję na temat rozliczania godzin nadliczbowych
Kwestia pracy nauczycieli w nadgodzinach była jednym z problemów poruszonych w czasie dyskusji redakcyjnej w ramach nowego formatu Portalu Samorządowego pt. „Miasta Przyszłości” na Kanale Gospodarczym.
Według przedstawicieli nauczycielskich związków zawodowych nic nie wskazuje na to, żeby w jakiejś nieodległej perspektywie ta sprawa miała znaleźć szybkie rozwiązanie, bo dla powołanych w tym celu grup roboczych w ramach Zespołu ds. pragmatyki zawodowej nauczycieli nie wyznaczono żadnych terminów spotkań.
– W sprawie grupy dotyczącej wynagrodzeń zapadła, że tak powiem, krępująca cisza stwierdza Sławomir Wittkowicz.
Stąd powyższa propozycja, która – jak zauważa przedstawicielka ZNP – idzie w kierunku rozwiązania tylko wycinka problemu.
To jednak wpłynie na uwolnienie wiosennych wycieczek szkolnych, których – jak wiadomo – obecnie jak na lekarstwo. Nauczyciele po prostu nie chcą na nie jeździć, zwłaszcza teraz, kiedy już mają pełną świadomość, że powinni mieć za dodatkowe godziny pracy zapłacone. Oczywiście pomijamy tu kwestie odpowiedzialności za uczniów. Dodatkowo związki zawodowe ich w tej niechęci wspierają.
Już teraz dyrektor ma narzędzia do tego, by ewidencjonować czas pracy nauczyciela
W sprawie sposobu rozliczenia problemu samych nadgodzin związkowcy też nie widzą większego problemu. Krzysztof Wojciechowski twierdzi, że te rozwiązania można wypracować w ciągu kilku godzin. Jak?
Nauczyciele rozliczają się w cyklu miesięcznym, tygodniowym z pensum. Nic nie stoi na przeszkodzie – ponieważ wiemy, jakie zadania realizuje zgodnie z kartą, prawem oświatowym i wewnętrznymi zapisami statutowymi – do tej tabelki, która ma wykazać, ile godzin zrealizował nauczyciel, dołożyć kilka punktów ogólnych, dotyczących tego, co w ramach czasu pracy realizuje nauczyciel. To naprawdę jest rzecz, którą można zrobić w ciągu kilku godzin
– przekonuje.
Jednocześnie wyjaśnia, że nie oznacza to biurokratyzowania pracy nauczyciela. To ewidencjonowanie czasu pracy. Poza tym, jak wskazuje Sławomir Wittkowicz, obowiązek ewidencjonowania czasu pracy pracownika spoczywa na pracodawcy, a więc na dyrektorze szkoły, przedszkola, placówki. Potwierdza to Główny Inspektorat Pracy. Co więcej, dyrektor ma wszelkie do tego narzędzia, bo ma tę ewidencję, ale rozproszoną.
Dyrektor ma precyzyjnie rozpisane kwestie dotyczące pensum, zarówno obligatoryjnego, godzin ponadwymiarowych, jak i kwestii godzin zastępstw doraźnych w ciągu miesiąca. Ma też ewidencję realizacji innych zadań statutowych szkoły, jak chociażby rady pedagogiczne, bo taką ewidencję też dyrektor prowadzi. Wyjazdy, wszelkiego rodzaju, wyjścia – tu też jest ewidencja, którą ma. Udział w spotkaniach z rodzicami, drzwi otwarte, konsultacje – także jest taka ewidencja, bo ja jako nauczyciel bez wiedzy dyrektora nie mogę spotkać się np. we wtorek o 16:00 z rodzicami. Muszę poinformować go o tym, bo on zarządza tym obiektem
– mówi Wittkowicz.
Dyrektor może nawet ściągnąć ewidencję dotyczącą szkoleń różnego rodzaju, także zewnętrznych.
Natomiast nie ma na przykład ewidencji przygotowania się nauczyciela do zajęć, ale tutaj też są rozporządzenia, które dotyczą kształcenia na odległość, można się nimi posiłkować.
Ewidencjonowanie czasu pracy nauczycieli prowadziłoby do nadmiernych kosztów w oświacie
Sławomir Wittkowicz wskazuje, że dyrektor nie prowadzi ewidencji czasu pracy nauczycieli z dwóch powodów.
– Prowadzenie szczegółowej tego typu ewidencji powoduje, że ja z tych 40 godzin muszę się wyliczyć. Nie mogę tym samym w ciągu tych 40 godzin być na przykład w różnych placówkach. Bo to jest niemożliwe i w tle są duże pieniądze – tłumaczy. – Jak słyszę wypowiedzi ministra Kiepury, który podaje ten sławetny przykład, że wycieczka liczy np. 72 godziny i przecież nie będziemy za wszystkie godziny płacić, to informuję, że może nie za 72 godziny, ale za wszystkie powyżej 40, bo taki jest obowiązek. I ministerstwo, które próbuje wymyślić koncepcję, że nie będzie stosowało się do uchwały Sądu Najwyższego, po prostu prosi się o kłopoty. A przy okazji wprowadza na minę dyrektorów szkół i organy prowadzące – dodaje.
Na koniec warto dodać, że kwestia rozliczania nadgodzin należy do jednych z wielu spraw, które MEN powinien w nowym roku rozwiązać definitywnie. Środowisko na to czeka.
TAGI

Materiał chroniony prawem autorskim – zasady przedruków określa regulamin.



