Do nurtu kina o „bólach dojrzewania” ceniona w Hiszpanii reżyserka Alauda Ruiz de Azúa dołącza temat konfliktu między głęboką wiarą, poszukiwaniami Boga i ateizmem. Główną bohaterką filmu jest 17-letnia Ainara (Blanca Soroa). Jej decyzja o wstąpieniu do zakonu wywołuje w rodzinie szok i jednocześnie odsłania pęknięcia przez lata skrzętnie przez bliskich ukrywane. Azúa bez agitacyjnego zacięcia, sloganów i ocen przygląda się dynamicznemu procesowi, który zmienia każdą z osób w otoczeniu dziewczynki.
Kryzys powołań? Powołanych?
Hiszpania, Włochy, Malta, Polska — w tych europejskich krajach „Niedziele” mogą paść na najbardziej żyzny grunt, wszak w każdym z nich około 90 proc. ludności deklaruje wyznanie katolickie. Pomimo tych danych, coraz częściej w mediach pojawiają się doniesienia wieszczące rychły upadek zakonów i kościołów z powodu niskiej liczby powołań. Seminaria i nowicjaty mają świecić pustkami. Narasta krytyka Kościoła (nie, że bez uzasadnienia, ale to nie temat tej recenzji) i „kryzys powołań”.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Jaki jest temat filmu 'Niedziele’?
Kim jest główna bohaterka filmu?
Jakie emocje wywołuje decyzja Ainary w rodzinie?
Kiedy i gdzie odbywa się akcja filmu?
— Mówimy o kryzysie powołanych, jeżeli już — odpowiadają w jednym z youtube’owych filmików typu Q&A dwie młode betanki. Siostry opisują w nim swoje powołanie i drogę do decyzji o rozpoczęciu życia za murami klasztoru, z dala od rodziny. Opowiadają też o modlitwie, wierze, rozmowach teologicznych i organizacji zakonnej codzienności: wczesnych pobudkach i całkowitym podporządkowaniu swojego czasu potrzebom klasztoru i jego misji.
Dziewczyny w habitach nie zapominają też o „formowaniu”: ich samych jako pańskich służebnic, ale i ich rodzin, które dla Boga oddają / „tracą” swoje córki. Postulantki, nowicjuszki, siostry zdane są na decyzje przełożonych co do miejsca swojego pobytu (a mogą być rzucone nawet poza własny kraj) i zadań, które muszą wykonać. Bliskich oglądają rzadko. Zaakceptowanie tej sytuacji nie jest łatwym procesem, wymaga zaufania i poświęcenia od obydwu stron: osoby składającej śluby, jak i tych, którzy zostają poza murami. U Alaudy Ruiz de Azúy wywołuje on burzę emocji i starcie różnych, ważkich argumentów. To zderzenie różnych światopoglądów, gdzie każdy chce dobrze, ale dla każdego oznacza to coś innego.

Kadr z filmu „Niedziele”Rafael Film / mat. prasowe
Hipnotyzujące rytuały klasztornego życia
Ainarę poznajemy w czasie rekolekcyjnego pobytu w klasztorze betanek. Trafia tam razem z koleżankami ze szkoły katolickiej. Gdy przyjaciółki jeszcze śpią, przed świtem, wymyka się z dormitorium do kaplicy. Przez kraty obserwuje poranne chorały sióstr. Śpiewają w kręgu. W prostocie tej sceny jest coś hipnotyzującego: spokój, rytuał, koncentracja. Żadnych więcej bodźców. Kobiety i Absolut. Nic dziwnego, że pociąga to nastolatkę, jest tak inne od rozchichotanych nocnych plotek i ploteczek z kumpelami, imprez, smartfona, hałasu i zgiełku. Po powrocie do domu Ainara oznajmia ojcu, że chciałaby wrócić do betanek na rozeznanie — spróbować klasztornego życia bez rozpraszaczy, bez koleżanek. Czy to powołanie, czy chwilowa fascynacja?
Uczennica katolickiej szkoły i marzenie o klasztorze — to nie powinno aż tak dziwić. A jednak. Chociaż zarówno ojciec Ainary, Iñaki (Miguel Garcés), jak i jego siostra, Maite (Patricia López Arnaiz), uczęszczali do tej samej placówki edukacyjnej, z praktykowaniem jej nauk raczej oboje są na bakier. Iñaki obiera bierną postawę. Jest zajęty prowadzeniem restauracji i nową partnerką; jego żona — matka Ainary i dwóch młodszych dziewczynek — zmarła. Odwleka podpisanie wymaganej przez zakon zgody, ale nie sprzeciwia się aktywnie pomysłowi. Przygląda się, twierdząc, że pragnie szczęścia córki.
Inaczej Maite, zdeklarowana ateistka. Kocha bratanicę i bardzo boi się, że pragnienie Ainary nie wynika z powołania, a jest wyrazem młodzieńczych poszukiwań, naiwności, buntu, a także efektem ciężkich doświadczeń z dotychczasowego życia. Nastolatka wychowuje się przecież bez matki. Poza tym, gdy kobieta jeszcze żyła, ta rodzina chyba też nie do końca szczęśliwie funkcjonowała. W rozmowach padają delikatne sugestie na ten temat. Siedemnaście lat to też dla Maite zdecydowanie za mało na tak poważne deklaracje. Najpierw studia, wyjazdy, szansa na miłość, potem — jeżeli powołanie jest prawdziwe — będzie czas na zakon… Jakby nie patrzeć mocne argumenty. Ale czy argumenty dziewczynki są słabsze?

Kadr z filmu „Niedziele”Rafael Film / mat. prasowe
Pranie mózgu?
W tle zmagań rodzinnych Alauda Ruiz de Azúa, która jest również autorką scenariusza, podnosi inne, równie ważkie kwestie. Okazuje się, że „za plecami”, choć w ramach szkoły i rekolekcji, Ainara spotykała się sam na sam z księdzem, który ma być jej duchowym przewodnikiem, a także z siostrą przełożoną w zakonie. Czy nie przeszła prania mózgu — obawia się Maite.
Betanki z YouTube’a w swoim filmiku wspominają, że same doświadczyły czasem negatywnych komentarzy po tym, jak obwieściły otoczeniu swoje powołanie. Ale Maite nie chodzi o zniszczenie wiary Ainary. Nawet jeżeli sama jej nie czuje, nie atakuje wyznania, nie atakuje instytucji. Po prostu inaczej niż dziewczynka patrzy na życie, pragnie uchronić ją przed czymś, co sama ocenia jako błąd. Są też zachowania Ainary, które dają ciotce podstawy, żeby myśleć, że to tylko kaprys. Azúa doskonale podrzuca różne tropy, które nie pozwalają widzowi na szybkie i jednoznaczne oceny.

Kadr z filmu „Niedziele”Rafael Film / mat. prasowe
Ale co z powołaniem?
„Niedziele” balansując między różnymi argumentami i uczuciami, otwierają przestrzeń do wspólnej, spokojnej i mądrej rozmowy o skrajnie innych poglądach. Bez wątpienia to najmocniejsza strona filmu. Na drugim planie, paradoksalnie, zostają rozterki samej Ainary.
Ainara jest główną bohaterką, dookoła niej dzieją się rzeczy, ale co tak naprawdę ją motywuje? Czy zakonnice (i film) nie przedstawiają nazbyt sielankowej wizji takiej drogi przez ziemski padół? Piękny chór, praca w ogrodzie, przy wypiekach. Kontemplacja. A gdzie pytania o Boga? Z ekranu pada kilka dość powierzchownych i oczywistych stwierdzeń.
Brakuje pytań trudniejszych — takich, z którymi muszą się mierzyć bohaterowie „Głosu” Dominiki Montean-Pańków. Polska reżyserka została wpuszczona z kamerą za furtę jezuickiego nowicjatu. Przez kilkanaście miesięcy śledziła drogę 14 mężczyzn, którzy chcieli podjąć decyzję o oddaniu swojego życia Panu. Wszyscy wchodzą za mury z sercami pełnymi wiary, ale po drodze muszą odpowiedzieć sobie na pytania fundamentalne. Ten proces wiele w nich samych zmienia.
Tak ważkie zmagania Ainarę może dopiero czekają — po rozeznaniu? Jest na pierwszym etapie drogi. Zakochana w Bogu, z wiarą szczerą, ale chyba naiwną, niepoddaną jeszcze żadnemu poważnemu testowi. Może naprawdę doświadcza epifanii, ale film tego wyraźnie nie pokazuje. Pozostawia jednak pytania: czy przekonanie dziewczynki o powołaniu to już wszystko, czego potrzeba? Jak właściwie wyglądają procedury przyjęcia do zakonu i czy akceptacja tak młodych osób nie jest nadużyciem? Jaka jest w ogóle rola zakonu w dzisiejszych czasach? Pomocy? A może to miejsce ucieczki przed światem? Izolacji — u której podstaw leży… miłość? A może lęk?
Azúa doprowadza drogę Ainary i jej bliskich do jednoznacznego finału. Po długich zmaganiach jedna ze stron „zwycięża”. Nie obywa się bez straty. Pozostaje poczucie nadziei — ukryte w melodii „Into My Arms” Nicka Cave’a and The Bad Seeds. Pozostaje też świetne aktorstwo — Blanca Soroa daje Ainarze twarz pełną skupienia, poważną, spokojną energię, niemal nieadekwatną do wieku. Patricia López Arnaiz to z kolei wulkan energii. Aktorka swoją charyzmą od razu wskazuje, że jej Maite to kobieta czynu, która gna do przodu, szybko podejmuje decyzje i robi to z pełnym przekonaniem. Jest fenomenalna.
Ze zderzenia wiary i ateizmu bez nachalnego opowiadania się za którąś ze stron, bez „powołaniowej agitacji”, powstało intrygujące i wyważone kino. Może nie doskonałe, ale zarazem idealnie na czas przełomu.