Czym prędzej pobierajcie Red Dead Redemption na swoje urządzenia – tak wygląda peak mobilnego gamingu.
W maju 2010 roku – wiedziony zaufaniem do Rockstara – zamówiłem swojego pierwszego pre-ordera, łamiąc przy tym swoje dotychczasowe zasady. Tym wyjątkowym tytułem, który zasłużył na miano pierwszej przedpremierowej gry, było Red Dead Redemption. Był to oczywiście strzał w dziesiątkę, bo ten westernowy sandbox do dziś znajduje się w TOP5 moich ulubionych gier, ale nie do tego zmierzam. Gdyby ktoś powiedział mi wtedy, że do odpalenia tej gry będzie w przyszłości wystarczył tylko telefon, to na pewno bym nie uwierzył. Dziś Red Dead Redemption w pełnoprawnej, nieokrojonej wersji można schować do kieszeni i choć po piętnastu latach nie powinno robić to wielkiego wrażenia, to ja nie mogę wyjść z podziwu, jak świetnie trzyma się ta gra pomimo upływu czasu – i przede wszystkim, jak świetnie gra się w nią na smartfonie.
Rynek mobilny jest gotowy, brakowało tylko poważnych propozycji
Na Antyweb wielokrotnie wałkowaliśmy temat gier mobilnych i tego, czy ten rynek w ogóle ma sens, dochodząc ostatecznie do wniosku, że poczciwy iPhone może już pełnić rolę konsoli – choć zapewne niektórzy koledzy z redakcji wciąż się pod tym nie podpiszą. Zarówno topowe urządzenia z Androidem, jak i ich konkurencja z nadgryzionym jabłkiem, są już wystarczająco wydajne, by obsługiwać produkcje znane z większych platform. Na smartfonie zagracie w Call of Duty: Warzone, Assassin’s Creed Mirage, Resident Evil Village i wiele innych tytułów, które kojarzą się z pecetem czy właśnie konsolą.
Można więc słusznie stwierdzić, że ten efekt wow jest już za nami, bo branża gamingowa coraz mocniej dąży do zacierania granic między graniem stacjonarnym a mobilnym. Zupełnie się z tym zgadzam, ale dotychczas brakowało mi gry z gatunku tych subiektywnie legendarnych, w którą naprawdę będę chciał na smartfonie zagrać, a nie tylko testować, jak urządzenie radzi sobie z tak wymagającym zadaniem.
Ten moment właśnie nastąpił – no dobra, nie dosłownie teraz, bo premiera mobilnego Red Dead Redemption miała miejsce na początku grudnia, ale ja znalazłem czas na granie dopiero u schyłku minionego roku. Jak jedna z najlepszych gier Rockstara sprawuje się na iPhonie 15 Pro? Znacznie lepiej, niż można było się tego spodziewać.
Czytaj dalej poniżej
Bez kompromisów. Red Dead Redemption na iPhonie 15 Pro działa świetnie
Pierwsze zaskoczenie? Mobilne Red Dead Redemption nie jest pod żadnym względem wybrakowane. To dokładnie ta sama gra, która półtorej dekady temu podbijała konsole – w języku polskim i w dwóch wariantach graficznych: jakość i wydajność. Główna różnica to oczywiście nieco gorsze tekstury, cienie i gra świateł w trybie wydajności oraz wyższa płynność – 30 FPS w trybie jakości i 40 FPS w trybie wydajności. Fakt jest jednak taki, że na ekranie smartfona niemalże niczego to nie zmienia, więc na obu trybach gra się świetnie. Tu warto podkreślić, że na nowym iPadzie Pro z M5 RDR śmiga w 60 klatkach i wygląda nawet lepiej niż na starszych konsolach, ale mówię to w ramach ciekawostki, bo raczej nikt specjalnie iPada Pro kupować dla tej gry nie będzie.
Pomimo upływu lat gra wygląda więc naprawdę dobrze i potrafi zaskoczyć widoczkami, przywołując lawiny miłej nostalgii. W przypadku iPhone’a 15 Pro nie ma mowy o jakichkolwiek zgrzytach, zacięciach czy wyraźnych spadkach płynności. Dynamiczne wyścigi konne, uliczne strzelaniny czy spacery po lokacjach z dużą liczbą NPC – pod tym względem RDR sprawuje się świetnie.
Rockstar dobrze dostosował też dotykowy interfejs – ten jest wygodny, intuicyjny i ani razu nie czułem, że klikam coś przez przypadek. Jedyne, do czego mam pewne zastrzeżenia, to wsparcie celowania, które wydaje się dość kapryśne. Dlatego też szybko przesiadłem się na kontroler od Xboxa i… znów okazało się, że iPhone może być konsolą. A wiecie, co jest najlepsze? Klonowaniem ekranu można przerzucić RDR na ekran MacBooka czy nawet na telewizor podłączony do Apple TV, a to już totalnie zwiększa komfort grania.
Wiem, że mówimy tutaj o grze mobilnej, ale chcę tylko w ten sposób przypomnieć Wam o uniwersalności, jaką daje dobrze zoptymalizowana produkcja na smartfona Apple – w poczekalni do lekarza możesz grać na małym ekranie, a w domowym zaciszu rozłożyć się na kanapie i grać na 70 calach. To jest właśnie ten kierunek rozwoju mobilnego gamingu, za który trzymam kciuki.
A co z baterią? Nie mogę powiedzieć, że iPhone 15 Pro intensywnie się nagrzewał – był co najwyżej lekko ciepły. To właśnie zasługa tego ograniczenia do 30/40 FPS, które w zamyśle miało pewnie chronić przed throttlingiem.
Masz Netfliksa? Możesz grać bez dodatkowych opłat
Mobilny Red Dead Redemption to więc obecnie moja ulubiona gra mobilna, która wygląda świetnie, działa bez zarzutu, nie przegrzewa smartfona i na dodatek przywołuje mnóstwo wspomnień, które teraz mogę mieć przy sobie przez cały czas w kieszeni. Czego chcieć więcej? No, pewnie niższej ceny – Rockstar życzy sobie 169 zł, co jest ceną zaporową, ale na tym świat się nie kończy, bo do akcji wkracza Netflix. W ramach subskrypcji możecie bowiem pobrać grę bez dodatkowych opłat.