Sytuacja na rynku podzespołów komputerowych nie napawa optymizmem. Kolejne podwyżki są niemal pewne, a do tego dochodzi powracający problem z niedoborem komponentów. Wpływa to na branżę tak mocno, że nawet konsole nowej generacji mogą mieć trudności z dostępnością. Problemy dotkną także kart graficznych – prawdopodobnie czekają nas naprawdę spore podwyżki cen GPU. Niestety, kolejne doniesienia świadczą o tym, że na szybką poprawę nie ma co liczyć.
International Data Corporation (IDC) opublikowała nową aktualizację prognoz dla rynku urządzeń i wnioski są jednoznaczne – sytuacja jest zła, a będzie jeszcze gorsza. Według niedawno przedstawionych, pesymistycznych scenariuszy, sprzedaż komputerów PC może spaść nawet o 9% w 2026 roku, podczas gdy bardziej umiarkowany wariant przewiduje spadek o 5%. Dane te zostały zrewidowane w dół w stosunku do prognoz z listopada, które zakładały spadek rzędu 2,5%.
Procentowo skala może nie wydawać się duża, ale w kontekście tak ogromnego rynku jak PC, może mieć ona drastyczny wpływ na wiele aspektów – m.in. na łańcuchy dostaw, dostępność podzespołów czy kierunki inwestycyjne przyjmowane przez producentów.
Sytuacja będzie się tylko pogarszać
Rynek pamięci znalazł się w wyjątkowym punkcie zwrotnym, gdzie popyt drastycznie przewyższa podaż. Choć branża ta przyzwyczaiła nas do cyklicznych wahań koniunktury, obecna sytuacja jest bezprecedensowa – jej głównym motorem jest rewolucja AI. Gigantyczne wymagania sprzętowe sztucznej inteligencji zmusiły producentów do strategicznego przesunięcia mocy przerobowych.
Zamiast skupiać się na standardowych kościach DRAM i NAND dla elektroniki użytkowej, fabryki priorytetowo traktują teraz wysokomarżowe rozwiązania serwerowe, takie jak HBM czy DDR5. Efektem tej transformacji jest globalny niedobór konwencjonalnych modułów pamięci i nieuchronny wzrost ich cen. Co istotne, nie mamy tu do czynienia ze zwykłą, cykliczną nierównowagą, lecz z potencjalnie trwałą, strategiczną reorientacją światowej produkcji wafli krzemowych.
Przewiduje się, że giganci tacy jak Dell, HP, Lenovo czy ASUS przetrwają tę sytuację lepiej niż mniejsze firmy. Zawdzięczają to efektowi skali, zapleczu finansowemu pozwalającemu na gromadzenie zapasów oraz długoterminowym umowom na dostawy. Mniejsze marki regionalne, producenci tzw. white-boxów oraz osoby samodzielnie składające swoje PC są znacznie bardziej narażone na wzrost kosztów, szczególnie w segmencie komputerów gamingowych. Raport IDC sugeruje, że ta dynamika może jeszcze bardziej przesunąć udziały w rynku w stronę dużych producentów OEM, nawet jeśli cały rynek się skurczy. Oznacza to najpewniej dominację gotowych zestawów, bez większych możliwości konfiguracji ze strony nabywcy (lub będzie ona bardzo kosztowna).
Paradoksem tej sytuacji jest fakt, że konsumenci masowo krytykują wdrażanie AI wszędzie, gdzie to tylko możliwe. Microsoft ze swoim systemem Windows 11 stara się być na bieżąco z trendami, ale powoduje to odpływ użytkowników do alternatywnych systemów operacyjnych. Pozostaje mieć nadzieję, że sytuacja w końcu się unormuje, a rynek wtórny będzie dostarczał tylko takich pozytywnych historii, jak ta o graczu, któremu udało się trafić na bardzo uczciwego sprzedawcę RAM-u.