Rynki ropy naftowej zareagowały na doniesienia z Caracas wahaniami cen, odzwierciedlając głęboką niepewność co do przyszłości jednego z kluczowych producentów surowca. W pierwszej reakcji na informacje o pojmaniu Nicolasa Maduro przez siły amerykańskie, ceny ropy naftowej nieznacznie spadły. Amerykańska ropa WTI taniała o 31 centów, osiągając poziom 57,01 dolara za baryłkę, podczas gdy globalny benchmark Brent odnotował spadek o 22 centy do poziomu 60,53 dolara. Inwestorzy z uwagą śledzą doniesienia z Florydy, gdzie Donald Trump podczas konferencji prasowej w swojej rezydencji Mar-a-Lago nakreślił wizję nowej przyszłości dla wenezuelskiego przemysłu naftowego.
Prezydent USA zadeklarował, że celem operacji jest nie tylko zmiana polityczna, ale także radykalna przebudowa sektora energetycznego.
Zamierzamy sprawić, by nasze bardzo duże amerykańskie firmy naftowe – największe na świecie – weszły tam, wydały miliardy dolarów i naprawiły fatalnie uszkodzoną infrastrukturę – oświadczył Trump w rozmowie z Fox News.
Jednocześnie Biały Dom potwierdził, że mimo pojmania Maduro, amerykańskie embargo na wenezuelską ropę pozostaje na razie w mocy, co ma służyć utrzymaniu kontroli nad procesem transformacji w regionie.
Potencjał uśpionego giganta
Wenezuela, będąca członkiem założycielem kartelu OPEC, posiada największe na świecie potwierdzone rezerwy ropy naftowej, szacowane przez amerykańską Agencję Informacji Energetycznej (EIA) na 303 miliardy baryłek. Stanowi to około 17 proc. globalnych zasobów. Mimo tak ogromnego potencjału, kraj pod rządami Maduro zmagał się z drastycznym spadkiem wydajności. Podczas gdy w latach 90. ubiegłego wieku Caracas produkowało około 3,5 miliona baryłek na dobę, obecnie wydobycie oscyluje w granicach zaledwie 800 tysięcy baryłek dziennie.
Przypomnijmy, że zapaść wenezuelskiego sektora naftowego była procesem długotrwałym, napędzanym przez brak inwestycji, korupcję oraz sankcje międzynarodowe. Jedynym amerykańskim koncernem, który utrzymał ograniczoną obecność w tym kraju, jest Chevron, eksportujący pod koniec 2025 roku około 140 tysięcy baryłek dziennie. Analitycy Goldman Sachs wskazują, że choć długoterminowo powrót Wenezueli na rynek może wywrzeć presję na spadek cen ropy, to w krótkim terminie należy liczyć się z ryzykiem zakłóceń w dostawach. Sukces operacji zależy od tego, jak szybko uda się ustabilizować sytuację bezpieczeństwa i czy nowa administracja w Caracas zyska pełne uznanie międzynarodowe.
Ryzyko politycznej próżni
Sytuacja wewnątrz Wenezueli pozostaje napięta. Liderka opozycji Maria Corina Machado wezwała do natychmiastowego przekazania władzy Edmundo Gonzalezowi Urrutii, którego opozycja uznaje za prawowitego zwycięzcę wyborów z lipca 2024 roku. Machado podkreśliła, że usunięcie Maduro to szansa na budowę nowoczesnego państwa i powrót milionów emigrantów do kraju. Z kolei Donald Trump zaznaczył, że nie pozwoli na to, by Maduro został zastąpiony przez kogoś, kto kontynuowałby dotychczasową linię polityczną socjalistycznego reżimu.
Eksperci ostrzegają przed scenariuszem chaosu, który mógłby przypominać wydarzenia z Libii czy Iraku. Helima Croft z RBC Capital Markets zauważa, że pełne zniesienie sankcji mogłoby przywrócić kilkaset tysięcy baryłek dziennie w ciągu roku, ale tylko pod warunkiem uporządkowanego przekazania władzy. Tymczasem rynki muszą mierzyć się z faktem, że ropa naftowa straciła już 20 proc. swojej wartości od początku 2025 roku, a ewentualny gwałtowny wzrost podaży z Wenezueli mógłby pogłębić ten trend. Goldman Sachs szacuje, że jeśli produkcja w tym kraju wzrośnie o 400 tysięcy baryłek dziennie, średnia cena ropy Brent w 2026 roku może spaść do poziomu 54 dolarów.
Operacja schwytania Maduro, którą Trump obserwował na żywo z Mar-a-Lago, budzi również kontrowersje na arenie międzynarodowej. Unia Europejska, ustami Antonio Costy, wezwała do deeskalacji i poszanowania prawa międzynarodowego, podczas gdy Rosja zaprzecza doniesieniom o udzieleniu azylu bliskim współpracownikom obalonego prezydenta. Przyszłość globalnego rynku energii zależy teraz od tego, jak szybko amerykańskie miliardy zdołają uruchomić zardzewiałe pompy na wenezuelskich polach naftowych.
Boliwar wenezuelski zyskuje po schwytaniu Maduro przez siły USA. Kurs wciąż pod kontrolą państwa