Dyskwalifikacja Pawła Wąska po sobotnich kwalifikacjach w Innsbrucku zaskoczyła wszystkich. Polak został pierwszym zawodnikiem w historii Pucharu Świata zdyskwalifikowanym za wykrycie niedozwolonego fluoru na nartach.
– Nie wiemy jeszcze w stu procentach, ale jest duże prawdopodobieństwo, że to wina smaru, który ma certyfikat i został normalnie dopuszczony ze wszystkimi regulacjami. Wygląda na to, jakby był zanieczyszczony – mówił trener Maciej Maciusiak, cytowany przez Przegląd Sportowy Onet.
Norwegowie nie wierzą ani w te tłumaczenia, ani w teorię, że ktoś trzeci miałby ingerować w narty reprezentanta Polski.
– Były tam ogromne ilości fluoru. Nie wierzę, że to był przypadek – powiedział Johann Andre Forfang w rozmowie z „Dagbladet”.
Wąsek został zdyskwalifikowany po kwalifikacjach i – zgodnie z nowymi regułami – otrzymał żółtą kartkę.
Norwegowie nie ukrywają jednak oburzenia. Przypominają, że gdy w marcu 2023 roku Forfang i Marius Lindvik zostali przyłapani na stosowaniu usztywnionych szów w kombinezonach, zostali zawieszeni na trzy miesiące – mimo że komisja uznała, iż nie zrobili tego świadomie.
„Jaka jest różnica między sztywnymi szwami a przyłapaniem na fluorze na nartach? Dlaczego w jednym przypadku kończy się to zawieszeniem, a w drugim dyskwalifikacją?” – czytamy w „Dagbladet”.
– To kolejny przykład na to, że świat nie jest sprawiedliwy – odpowiedział Forfang.
Skoczkowie przenieśli się już do Bischofshofen, które jest ostatnim przystankiem 74. Turnieju Czterech Skoczni. Na poniedziałek zaplanowano treningi i kwalifikacje, na wtorek konkurs.
ZOBACZ WIDEO: Oto jakie zdanie o trenerze polskich skoczków mają kibice