Od lat panuje przekonanie, że polskie skoki narciarskie to potęga. Tyle, że ten gigant przypomina tylko i wyłącznie kolosa na glinianych nogach. Nie mogłem uwierzyć, gdy usłyszałem, co po kwalifikacjach do konkursu w Innsbrucku powiedział Dawid Kubacki.

Przypomnijmy, mistrz świata jest daleki od swojej dobrej formy. Potrzebuje dużo treningów, by przynajmniej powalczyć o powrót do wysokiej dyspozycji. W Polsce śniegu, także w górach, nie brakuje.

ZOBACZ WIDEO: Oto jakie zdanie o trenerze polskich skoczków mają kibice

Tymczasem nagle zawodnik, który przyjeżdża na drugą część Turnieju Czterech Skoczni w zastępstwie za Piotra Żyłę, informuje opinię publiczną, że ostatnio nie mógł trenować w Polsce, bo skocznie nie były przygotowane (więcej TUTAJ). To jeden wielki skandal, a co gorsza temat powraca już od kilku dobrych lat. 

Polska uważa się za potęgę w skokach narciarskich, ale jeśli zawodnicy w środku zimy nie mają gdzie trenować u siebie, to o jakiej potędze my w ogóle mówimy? To jedna wielka amatorka. Nie dość, że wszyscy polscy skoczkowie – poza Tomasiakiem – zawodzą, to jeszcze w swoim kraju nie mogą odbudować formy. W takiej sytuacji zapomnijmy, by cokolwiek w tym sezonie zmieniło się na lepsze.

Nadzieją na sukces na IO, tak jak pisałem już po noworocznym konkursie w Ga-Pa, pozostaje tylko Kacper Tomasiak. Z przyjemnością patrzy się jak 18-latek coraz bardziej łokciami rozpycha się wśród najlepszych. On akurat nie musi martwić się, że w kraju nie ma gdzie trenować, bo tych treningów nie potrzebuje. Skacze regularnie daleko i w dodatku w świetnym stylu.

A skoro o styl już mowa, to przyznam szczerze nie potrafię powiedzieć za co większość sędziów odjęła po 1,5 punktu Tomasiakowi w drugiej serii konkursu w Innsbrucku. Skok od wyjścia z progu do lądowania był perfekcyjny: stabilna sylwetka w locie, znakomity telemark bez błędu przy odjeździe i jeszcze imponująca odległość. Drodzy sędziowie, gdzie tam znaleźliście jakikolwiek błąd i to aż taki, by odjąć 1,5 punktu?

Zgadzam się zatem z opinią, którą na naszych łamach wygłaszał już w tym sezonie Rafał Kot. Oceny sędziowskie w tym sezonie, tak jak w poprzednich, wzbudzają wielkie kontrowersje. Jeśli ktoś powie, że arbitrzy nie znają jeszcze Tomasiaka i dlatego niżej go oceniają, to mam propozycję: zrezygnujmy w ogóle z ocen za styl, jeśli to nazwisko ma decydować czy ktoś zasłuży na maksymalną ocenę, czy nie.

Na maksymalną ocenę na pewno nie zasługują skoki pozostałych Polaków. Poza 8. w konkursie Tomasiakiem reszta się skompromitowała. 30. był Kubacki, który jeszcze kilka lat temu robił co chciał z rywalami na tym turnieju. Stoch i Kot, odpowiednio 41. i 38, nawet nie awansowali do finału (wyniki TUTAJ).

Niestety, ale walka o dwa wolne miejsca w składzie na IO przypomina wyścig żółwi. Pojadą, poza Tomasiakiem, nie ci którzy są w imponującej formie, ale ci, którzy najmniej zawodzą. I tak wygląda niestety obraz polskich skoków. Smutny, ale prawdziwy.

Szymon Łożyński, dziennikarz WP SportoweFakty