Zespół z Zielonej Góry pod różnymi nazwami trzykrotnie pojawił się na drugim szczeblu rozgrywek. W latach 50. i 70. na jeden sezon, dłużej w końcówce lat 90., bo spędził w ówczesnej drugiej lidze cztery sezony. Potem raz jeszcze zagrał w lidze centralnej — w grupie zachodniej drugiej ligi w latach 2008–11, ale po reformie był to już trzeci szczebel rozgrywek.

Rzeczywiście obraz piłki zielonogórskiej był niezbyt ciekawy. Ciągła gra w trzeciej lidze, przeważnie w środku tabeli, z pojedynczymi epizodami w czołówce. Brak zainteresowania kibiców i władz, dla których pierwszymi dyscyplinami były żużel i koszykówka. Słabość organizacyjna klubu, ciągłe problemy finansowe. Mimo niezłego szkolenia brak perspektyw dla młodych zawodników, którzy nie widząc szans zrobienia kroku naprzód w karierze, uciekali do silniejszych i bogatszych klubów.

I tak mijały lata. Wydawało się, że nic tu się już nie zmieni. Mecze oglądało regularnie około 300 widzów, nawet jak zespół grał lepiej i teoretycznie mógłby powalczyć o coś więcej niż środek tabeli. Nikogo to nie ruszało.

Niewiele zmieniły świetne występy w Pucharze Polski w sezonie 2022/23. Lechia wyeliminowała wówczas ekstraklasowe zespoły — Jagiellonię Białystok (3:1) i Radomiaka Radom (3:1 w rzutach karnych po remisie 0:0), ulegając w ćwierćfinale Legii Warszawa 0:3. Te spotkania z jednej strony pokazały, że w obliczu takich rywali jest zainteresowanie futbolem, z drugiej strony uświadomiły, jak wiele Zielonej Górze brakuje do standardów współczesnej piłki.

W trzeciej lidze Lechia od głównej płyty na stadionie lekkoatletycznym wolała boczne boisko zwane popularnie dołkiem. Zresztą oba były bez tablicy świetlnej, o oświetleniu nie wspominając. Słowem — głęboka prowincja. W sumie klub miał wielkie problemy z organizacją imprezy masowej, która kosztowała spore pieniądze, i nie dałby rady bez pomocy miasta, a przecież trudno sobie wyobrazić, żeby mecz z Legią ograniczyć do 999 widzów. W sumie przygoda pucharowa z jednej strony pokazała, że w zespole tkwi sportowy potencjał, ale z drugiej ukazała ogromną słabość organizacyjną.

Mimo tego władze Lechii, na których czele wcześniej stanął Maciej Murawski, były reprezentant Polski i człowiek, który na piłkarskie salony wystartował z tego miasta, krok po kroku działały, by coś się jednak zmieniło. Uporządkowały finanse, które przez dziesięciolecia były wielkim problemem, a pusta kasa pierwszym tekstem, jakim na pytanie o sytuację klubu odpowiadali poprzedni działacze.

Ci obecni potrafili nakłonić sympatyków klubu, żeby wygrali w budżecie obywatelskim miasta wykonanie krytej trybuny na wspomnianym „dołku”. Kibice w kolejnym budżecie wybrali oświetlenie obiektu i tak jesienią 2024 r. Lechia zagrała pierwszy w historii mecz przy jupiterach. Dla kibiców futbolu z tradycyjnych ośrodków może to się wydawać śmieszne, ale tutaj to było wielkie wydarzenie.

Postawili na 33-latka

Dobra gra zespołu zaczęła przyciągać kibiców na odnowiony obiekt. Po sezonie 2023/24 pożegnano się z twórcą sukcesów pucharowych trenerem Andrzejem Sawickim. Szefostwo zdecydowało się postawić na młodego, bo zaledwie 33-letniego szkoleniowca Sebastiana Mordala, który miał za sobą mistrzostwo Polski z juniorami Śląska Wrocław, ale debiutował jako opiekun seniorów.

Poprzedni sezon piłkarze Lechii zakończyli na ósmym miejscu. Awans do drugiej ligi zagwarantowały sobie rezerwy Śląska Poprzedni sezon piłkarze Lechii zakończyli na ósmym miejscu. Awans do drugiej ligi zagwarantowały sobie rezerwy Śląska (Foto: KRYSTYNA PACZKOWSKA/NEWSPIX.PL / Newspix.pl / newspix.pl)

Po pierwszym sezonie, w którym Lechia zajęła ósme miejsce, w obecnym zmontowano ciekawy zespół. Zakontraktowano młodych, ale już ogranych i ciągle głodnych sukcesu zawodników. Zespół uzupełniano systematycznie obiecującymi juniorami, nie bano się sięgać po debiutantów. Trafiono z transferami, bo cała szóstka nowych piłkarzy wywalczyła sobie miejsce w pierwszej jedenastce. Jeden z nich, 22-letni Kamil Olek, po rundzie jesiennej z dorobkiem 14 goli jest na czele strzelców grupy trzeciej.

Jesienią zajaśniał talent 16-letniego Tymona Ziarkowskiego, którego trener Mordal nie bał się wystawiać w pierwszym składzie. Kapitanem Lechii jest 27-letni bramkarz Jakub Bursztyn, mający za sobą kilkanaście spotkań w Ekstraklasie w barwach Pogoni Szczecin. Słowem — zespół Lechii został bardzo ciekawie zbudowany, a wyniki jesienią, czyli liderowanie w tabeli (16 zwycięstw, 6 remisów, 1 porażka, 39 punktów w 18 meczach, bramki 47–10), są tego namacalnym dowodem. Lechia straciła najmniej bramek ze wszystkich klubów Ekstraklasy, pierwszej, drugiej i czterech grup trzeciej ligi.

Atmosfera najlepsza od lat

Wielkim impulsem dla klubu była postawa nowych władz miejskich. Obok tradycyjnego stawiania na żużel i koszykówkę dostrzegły one potrzebę większego wspomożenia futbolu. Doceniły pracę zarządu Lechii i starania wyjścia z piłkarskich opłotków. Miało to namacalny wymiar, bo do dotacji, którą zasilały klub, władze dołożyły milion z wyraźnym przesłaniem, że chcą, aby Lechia awansowała do drugiej ligi, czyli do rozgrywek centralnych.

— Chcemy wygrywać z każdym rywalem — mówi prezes Lechii Maciej Murawski. — Po rundzie jesiennej jesteśmy zadowoleni. Zdajemy sobie jednak sprawę, że nie jesteśmy idealni i nie wszystko musi nam wychodzić, bo przecież były mecze, po których byliśmy rozczarowani. Także takie, w których wprawdzie wysoko zwyciężaliśmy, ale mogliśmy grać lepiej. Sztab trenerski cały czas chce doskonalić ten zespół i poprawiać to, co prezentuje na boisku. Wierzę, że wiosną będziemy jeszcze mocniejsi, niż byliśmy jesienią — dodaje.

Tyle prezes. Rzeczywiście tak dobrej atmosfery wokół futbolu nie było w Zielonej Górze od dawna. Lechia jesienią prezentowała ciekawy, ofensywny futbol przy niespotykanym dotąd zainteresowaniu kibiców i wsparciu władz. Oczywiście warto tonować nastroje, bo klub jest dopiero w połowie drogi, rywale bardzo mocni, a czas na ewentualną radość przyjdzie w ostatnim tygodniu maja. Do tego po ewentualnym awansie dojdzie problem boiska, bo stadion lekkoatletyczny nie ma szans na weryfikację, a wspomniany „dołek” być może dostanie licencję, ale tylko warunkową.

Nie da się jednak ukryć, że Lechia ma szansę wymazać białą plamę na piłkarskiej mapie Polski, jaką jest Zielona Góra i województwo lubuskie.