Szef Microsoftu właśnie na własnej skórze przekonał się, czym jest „Efekt Streisand”, bo osiągnął rezultat odwrotny do zamierzonego.
Jeśli korzystasz z internetu nie od dziś, to zapewne spotkałeś się z określeniem “AI slop”. Termin ten oznacza niskiej jakości teksty, grafiki i filmy, które są masowo generowane przez sztuczną inteligencję i zalewają przestrzeń cyfrową, utrudniając tym samym dostęp do autorskich i rzetelnych treści.
Okazuje się, że termin “AI slop” nie bardzo podoba się szefowi Microsoftu. I się zaczęło.

Satya Nadella apeluje w sprawie „AI slopu”. Reakcja internautów? Microsoft to teraz „Microslop”
„Potrzebujemy nowej koncepcji, która rozwija ideę >>rowerów dla umysłu<< w taki sposób, abyśmy zawsze postrzegali AI jako rusztowanie dla ludzkiego potencjału, a nie jako jego zamiennik. To, co naprawdę ma znaczenie, to nie moc konkretnego modelu, lecz to, w jaki sposób ludzie zdecydują się go zastosować, by osiągnąć swoje cele. Musimy wyjść poza spory o “slop kontra wyrafinowanie” i wypracować nową równowagę w ramach naszej >>teorii umysłu<<. Musi ona uwzględniać fakt, że w relacjach z innymi ludźmi jesteśmy teraz wyposażeni w nowe narzędzia wzmacniające nasze funkcje poznawcze” – napisał szef Microsoftu w noworocznym wpisie na swoim blogu.
Apel ten nie spodobał się części internautów, którzy zauważyli, że Microsoft inwestując miliardy dolarów w narzędzia i infrastrukturę AI mocno przyczynił się do zalania internetu „slopem”. Ba – istnieją nawet podejrzenia, że wspomniany wpis na blogu został wygenerowany przez sztuczną inteligencję, bo można się w nim doszukać zwrotów charakterystycznych dla dużych modeli językowych.
Efekt? Media społecznościowe zalewane są wpisami i memami, których autorzy nazywają Microsoft „Microslopem”.
Wygląda więc na to, że termin „AI slop” – ku niezadowoleniu Satyi Nadelli – zostanie z nami w 2026 roku.


