Poniżej prezentujemy zarówno naszą najnowszą prognozę aktualnego poparcia dla ugrupowań, jak i również kalkulację podziału mandatów. Sprawdzamy też, jak wygląda rywalizacja na mapie wyborczej oraz jakie szanse na utrzymanie większości w Sejmie ma koalicja rządząca.
Gorzkie zwycięstwo Tuska
Według najnowszej prognozy parlamentarnej Onetu, Koalicja Obywatelska wygrałaby dziś wybory do Sejmu z poparciem 34,5 proc. wyborców. Formacja ta powiększyłaby swoje poparcie o 3,8 pkt proc. w porównaniu z poprzednimi wyborami. Na tym jednak kończą się dobre wiadomości dla Donalda Tuska. Na kolejnych trzech pozycjach uplasowałyby się prawicowe partie opozycyjne, co skutecznie zablokowałoby szanse na przedłużenie rządów „Koalicji 15 października” o kolejne cztery lata.
Na drugiej pozycji znalazłoby się Prawo i Sprawiedliwość z wynikiem 28,3 proc. Byłby to wyraźny spadek poparcia dla formacji Jarosława Kaczyńskiego, która w wyborach w 2023 r. otrzymała aż o 7,1 pkt proc. więcej. Przejście do opozycji nie przyniosło recepty na zatrzymanie ani tym bardziej na odwrócenie trendu spadkowego, z którym partia mierzy się nieprzerwanie od pięciu lat. PiS naiwnie tkwiąc w przekonaniu o braku konkurencji na prawicy dało swobodę jej do wzrostu.
W ten sposób podium dzisiaj zamyka Konfederacja. Formacja Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka może liczyć na poparcie 13,3 proc. wyborców, co jest wzrostem o 6,1 pkt proc. w stosunku do 2023 r. Jak wyliczaliśmy niedawno, za przyrost ten odpowiadają nie tylko byli wyborcy PiS, lecz także część wcześniej głosujących na Trzecią Drogę.
Zasób potencjalnych wyborców jednak szybko się wyczerpuje i wraz z rosnącą rywalizacją na prawicy powoduje, że dzisiejszy wynik modelu jest niższy od tego uzyskanego przez Mentzena w pierwszej turze wyborów prezydenckich. Póki co, uzyskane wtedy 14,8 proc. stało się trudnym do przekroczenia sufitem.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Walka w peletonie
Na czwartej pozycji znalazłaby się skrajnie prawicowa Konfederacja Korony Polskiej, co jeszcze na początku roku mogłoby się wydawać szokujące. Formacja Grzegorz Brauna uzyskałaby wynik 8,2 proc. W poprzednich wyborach partia ta startowała wspólnie z Konfederacją i uzyskały one wtedy 7,16 proc. Dziś zsumowane poparcie dla obu tych formacji wyniosłoby aż 21,5 proc. — trzy razy więcej niż jeszcze dwa lata temu.
Ostatnią partią, która przekroczyłaby prób wyborczy jest Lewica. Formacja nowo wybranego marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego uzyskałaby 6,1 proc. Poparcie to od miesięcy stoi w miejscu, balansując powyżej progu wyborczego i stawiając ugrupowanie w niebezpiecznej sytuacji u progu następnej kampanii.
Najgorsze dane dla koalicji rządzącej są pod 5 proc. progiem, gdzie mogłaby się dzisiaj znaleźć Partia Razem (3,9 proc.), PSL (2,5 proc.) oraz Polska 2050 (2,3 proc.). Warto zwrócić tutaj uwagę na potężny spadek poparcia dla formacji wcześniej tworzących Trzecią Drogą. Jeszcze dwa lata temu ich koalicja zdobyła 14,4 proc. głosów, a dziś nie przekroczyłyby progu wyborczego, nawet gdyby startowały razem z listy jednej partii, by uniknąć ośmioprocentowego progu dla tradycyjnych koalicji.
Trudna arytmetyka sejmowa
Jak te wyniki przełożyłyby się na mandaty w parlamencie? KO wprowadziłaby do Sejmu 191 deputowanych, PiS 160, Konfederacja 63, KKP 33, a Lewica zaledwie 13 posłów.
Taki podział mandatów sprawiłby, że utworzenie nowej większości parlamentarnej byłoby bardzo trudnym zadaniem. Nawet jeśli by się udało ją uzgodnić, to byłaby ona bardzo niestabilna. Aktualna koalicja rządowa mogłaby liczyć na zaledwie 204 mandaty, czyli zabrakłoby jej 27 posłów do większości. Potencjalna koalicja PiS i Konfederacji również nie miałaby większości i konieczny byłby trzeci partner — Konfederacja Korony Polskiej. Pytaniem otwartym pozostaje, czy PiS jest gotowy na taką współpracę. Nie wspominając, jak dużo politycznego paliwa dałoby to drugiej stronie.
Inną teoretycznie możliwą, aczkolwiek egzotyczną koalicją byłby sojusz KO i Konfederacji. Wyborcy obu tych partii jednak pałają do siebie dużą niechęcią, a taki scenariusz można rozważać jedynie na poziomie politycznej fantastyki.
Utrzymujące się duże ryzyko zmarnowania części głosów wyborców koalicji rządzącej pod progiem, z pewnością będzie wybudzać w przyszłości koncepcje wspólnej listy. Gdyby surowo zsumować dzisiejsze poparcie partii w rywalizacji z opozycją w niezmienionym kształcie, dałoby to ok. 239 mandatów. Jednak bardzo prawdopodobna w takim scenariuszu premia dla partii Razem, szybko mogłaby przekreślić szanse na większość.
Nikłe szanse koalicji
Wszystko to powoduje, że gdyby dziś odbywały się wybory do parlamentu, to szanse koalicji 15 października na utrzymanie większości wynosiłyby zaledwie 15 proc. To oznacza wzrost o zaledwie 2 pkt proc. w stosunku do naszej poprzednie prognozy z października. Mimo że zsumowane poparcie dla obozu centrowo-lewicowego i Partii Razem nie odbiega mocno od zsumowanego poparcia dla partii prawicowych, to jednak po drugiej stronie marnuję się masa głosów pod progiem wyborczym.
Przetasowania na mapie wyborczej
Dzisiejsza sytuacja ugrupowania Donalda Tuska to niemal lustrzane odbicie sytuacji PiS w 2023 r. również na mapie. Koalicja Obywatelska wygrałaby dziś głosowanie w 11 z 16 województw. Prawo i Sprawiedliwość wygrałoby jedynie w pięciu wschodnich bastionach.
Pięć z nich, które KO odbiłoby z rąk PiS to kujawsko-pomorskie, warmińsko-mazurskie, śląskie, mazowieckie i łódzkie. Oczywiście ma to znaczenie tylko czysto symbolicznie, bo samo pierwsze miejsce na mecie jeszcze nic nie gwarantuje. W poprzednich wyborach to PiS wygrał głosowanie w 10 województwach, a mimo tego nie był w stanie utrzymać władzy.
Gdy zejdziemy na poziom okręgów wyborczych również zobaczymy spore zmiany w stosunku do poprzednich wyborów. KO wygrałoby głosowanie w 26, a PiS w 15 w okręgach. Dwa lata temu to PiS wygrał w 22, a zatem w większości okręgów, a KO triumfowała w pozostałych 19.
Iluzja stabilizacji
Kluczową perspektywą w spolaryzowanym środowisku politycznym pozostaje zsumowane poparcie dla obu obozów. Możemy w ten sposób zauważyć, jak koalicja rządząca znalazła się w tak trudnym położeniu. Po triumfie prawicy w wyborach prezydenckich i wygranej Karola Nawrockiego, przyszedł największy do tej pory, trwający do listopada kryzys poparcia. Wtedy zsumowane poparcie dla partii prawicowych pierwszy raz przekroczyło zsumowane sondażowe poparcie dla partii centrowych i lewicowych.
Dzisiaj udało się odrobić część tej wcześniejszej straty, by w połowie grudnie znów wyjść w tej rywalizacji na prowadzenie. Nasz model na koniec roku pokazuje, że oba obozy idą obecnie praktycznie łeb w łeb. Jednak jest to tylko iluzja stabilizacji, bo uwzględniając powyższe prognozy podziału mandatów, do rzeczywistego politycznego balansu jeszcze trochę brakuje.