Niemiecki przemysł w zastraszającym tempie traci swoją siłę i likwiduje miejsca pracy na wielką skalę. Niemcy jako miejsce prowadzenia działalności gospodarczej znajdują się w stanie swobodnego spadku — stwierdza prezes Federacji Przemysłu Niemieckiego Peter Leibinger.

Konieczny jest program naprawczy. Im dłużej rząd federalny zwleka z podjęciem działań, tym większe będą straty i tym mniej nowych rozwiązań będzie mogło powstać.

Gospodarka Niemiec ma za sobą sześć lat bez wzrostu. Taka sytuacja nie miała miejsca od czasu powstania Republiki Federalnej. Jednak stagnacja sprawia, że sytuacja wygląda lepiej, niż jest w rzeczywistości. Od 2019 r. sektor publiczny znacznie się rozrósł, finansowany przez coraz większe zadłużenie. Każde nowe miejsce pracy w służbie publicznej statystycznie zwiększa produkt krajowy brutto, ale nie tworzy wartości dodanej.

Decydującym warunkiem dobrobytu są inwestycje prywatne, a tutaj krzywa wykazuje gwałtowny spadek. Jeśli obecnie forsuje się państwowe projekty infrastrukturalne, jest to konieczne ze względu na zniszczone mosty i szkoły. Jednak jeśli jednocześnie coraz więcej menedżerów korporacji i średnich przedsiębiorców zamyka swoje firmy lub przenosi je za granicę, finansowane na kredyt inwestycje publiczne tracą sens.

Na złej drodze

Wskaźnikiem nieprawidłowego rozwoju jest wzrost udziału sektora publicznego w PKB do ponad 50 proc. W Szwajcarii 31 proc. produktu krajowego brutto wystarcza, aby zapewnić funkcjonowanie sektora publicznego z niezawodnym państwem socjalnym i nienaruszoną infrastrukturą. Jednak już za czasów byłej kanclerz Angeli Merkel i jej następcy Olafa Scholza Niemcy obrały kierunek, który coraz bardziej oddala kraj od zasad polityki gospodarczej, które po wojnie zapewniły tak wielki sukces.

W imię transformacji energetycznej biurokraci szczegółowo określają, w jaki sposób należy ogrzewać i produkować. Skutkiem są horrendalne koszty i przewidywalna niepewność dostaw energii elektrycznej, która w coraz większym stopniu zależy od wiatru, słońca i innych krajów. Ponadto polityka ściśle kontroluje gospodarkę za pomocą zakazów i przepisów, przez co traci się szanse na rozwój wielu przyszłościowych technologii w kraju.

Przedsiębiorstwa i obywatele płacą coraz więcej podatków i opłat na rzecz rozbudowanego państwa socjalnego i nadmiernie rozbudowanej służby publicznej, która rażąco zawodzi w zakresie podstawowych zadań, takich jak bezpieczeństwo wewnętrzne czy edukacja.

Niestety, rząd koalicji CDU/CSU i SPD pod przewodnictwem Friedricha Merza nie porzucił dotychczas tej błędnej drogi regulacyjnej. Przede wszystkim kierownictwo SPD nadal wierzy we wszechmocne państwo i walczy o jego aktywną rolę w życiu gospodarczym. Zamiast uwolnić niemiecką gospodarkę, jak obiecał Merz przed wyborami do Bundestagu, koalicja zdecydowała się na nowe dotacje, takie jak zapowiadana cena energii elektrycznej dla przemysłu, dalsze regulacje oraz znaczny wzrost wydatków socjalnych w systemie emerytalnym. Były też działania zmierzające we właściwym kierunku, takie jak wsparcie podatkowe dla inwestycji lub zaostrzone przepisy dotyczące zasiłków dla obywateli. Jednak w ostatecznym rozrachunku przeważają błędne decyzje.

Kanclerz Niemiec Friedrich Merz w Brukseli, 18 grudnia 2025 r.

Kanclerz Niemiec Friedrich Merz w Brukseli, 18 grudnia 2025 r.NICOLAS TUCAT / AFP

Błędy Berlina

Najbardziej widoczne jest to w fatalnym kierunku polityki finansowej. Koalicjanci nie wykorzystują ogromnego zadłużenia, jak obiecali, przede wszystkim na dodatkowe inwestycje w Bundeswehrę i infrastrukturę. Zamiast tego jeszcze więcej środków trafia na bieżącą konsumpcję, zwiększenie zatrudnienia, wyższe wydatki socjalne i nowe dotacje, takie jak zwolnienie z podatku VAT dla branży gastronomicznej. Wszystko to służy układom, ale nie przyszłościowej konkurencyjności kraju.

Daleko idące nadużycie specjalnego funduszu infrastrukturalnego, finansowanego z kredytów, jest ostro krytykowane przez Bundesbank i instytuty badań koniunkturalnych. Powoduje to bowiem wzrost zadłużenia, za które w przyszłości będą musieli płacić podatnicy, ale nie zwiększa szans na zmianę sytuacji gospodarczej.

Instytut Gospodarki Światowej w Kilonii szacuje potencjał wzrostu gospodarczego Niemiec (osiągalny w dłuższej perspektywie przy normalnym wykorzystaniu mocy produkcyjnych) na zaledwie 0,3 proc. rocznie. Stanowi to jedną piątą poziomu sprzed pandemicznego kryzysu. W wyniku ogromnych wydatków państwowych tempo wzrostu gospodarczego w 2026 r. i w kolejnym roku będzie wyższe. Jednak po tym okresie Niemcom grozi trwała stagnacja.

Podobnie ponura była sytuacja Niemiec na przełomie tysiącleci. Jednak ówczesny rząd Gerharda Schrodera zaskoczył obywateli programem Agenda 2010. Ofensywa reform przywróciła kraj na ścieżkę wzrostu gospodarczego.

Teraz rząd Merza potrzebuje takiej samej odwagi.