Butelkomaty miały uprościć codzienność, zachęcić do segregacji odpadów i realnie wesprzeć system kaucyjny. W praktyce jednak — jak pokazują doświadczenia klientów — rozwiązanie to wciąż wywołuje sporo emocji. Jedna z czytelniczek portalu Kraków dla Was pani Marzena postanowiła sprawdzić w jednym z krakowskich dyskontów, jak w rzeczywistości wygląda oddawanie butelek w butelkomacie.

— Wchodzę do jednego z dyskontów z dużą torbą pełną pustych butelek. Nie po zakupy, a do butelkomatu — relacjonuje. Jak dodaje, była to świadoma decyzja i test nowego systemu: — To jedna z tych nowych codziennych czynności, które miały ułatwić życie i pomóc środowisku. Postanowiłam sprawdzić, jak to wygląda w praktyce.

  • Jak długo trwa proces oddawania butelek?
  • Ile butelek oddała pani Marzena?
  • Jaką kwotę otrzymała za oddane butelki?
  • Jakie są problemy z dostępnością butelkomatów?

Do automatu wrzuciła łącznie 28 butelek. Część z nich nie była objęta kaucją. — Za 10 sztuk butelek bez kaucji dostaję 1,80 zł. Kolejne 10 objęte są kaucją, co daje mi 5 zł — wylicza. Po wrzuceniu wszystkich butelek otrzymała wydrukowany voucher. — Na koniec maszyna drukuje kupon na 6,80 zł, do wykorzystania przy zakupach w tym sklepie — relacjonuje pani Marzena.

Z technicznego punktu widzenia wszystko przebiegło sprawnie. Automat działał bez zakłóceń, a cały proces trwał zaledwie kilka minut. Czytelniczka przyznaje, że w takim wydaniu system ma swoje plusy: — Z jednej strony to naprawdę wygodne rozwiązanie. Automat działa sprawnie, wszystko trwa kilka minut, a butelki nie lądują w koszu ani w piwnicy.

„W ogóle nie robię zakupów w tym sklepie”

Nie wszyscy klienci podzielają jednak ten entuzjazm. Podczas oddawania butelek pojawiły się także głosy krytyczne. — Wolałabym dostać normalnie pieniądze — mówiła kobieta stojąca obok automatu. Po chwili dodała: — To najbliższy butelkomat, a ja w tym sklepie w ogóle nie robię zakupów.

Kolejny problem to dostępność urządzeń. Klienci zwracają uwagę, że nie w każdym markecie automat działa, a czasem jest po prostu nieczynny. W efekcie oddanie butelek wymaga planowania lub specjalnego dojazdu.

Jeden z mężczyzn czekających razem z panią Marzeną w kolejce, pan Patryk, mówił wprost, że system w obecnej formie zupełnie mu nie odpowiada. Mieszka w kawalerce i — jak tłumaczy — nie ma gdzie przechowywać opakowań. — Butelki stoją w worku na balkonie, bo w mieszkaniu już segreguję plastik, papier, szkło i bio. Po prostu nie mam na to miejsca. Na razie jest zimno, więc tymczasowy składzik mi nie przeszkadza, ale gdy zrobi się ciepło, wolałbym mieć balkon dla siebie albo na rower. Do butelkomatu mam kawałek, więc to nie jest tak, że butelki biorę przy okazji wyjścia ze śmieciami — tłumaczy i dodaje: — Mam nadzieję, że sieć punktów, w których można oddać butelki z czasem się zwiększy.

„To jednak obciążenie domowego budżetu”

Pan Patryk zwrócił też uwagę na finansowy aspekt systemu kaucyjnego: — Przy jednej zgrzewce wody kaucja „zjada” mi nawet 3 zł — powiedział. Jak wyliczył, przy zalecanym spożyciu wody koszty szybko rosną: — To wychodzi około złotówki więcej dziennie, a więc 7 zł tygodniowo i 28 zł miesięcznie. Zdaniem pana Patryka dla wielu osób to jednak realne obciążenie domowego budżetu.

Choć butelkomaty są krokiem w stronę ekologii i uporządkowania systemu zwrotu opakowań, w codziennym użytkowaniu wciąż nie spełniają oczekiwań wszystkich klientów. Brak możliwości wypłaty gotówki i ograniczona liczba działających automatów sprawiają, że — co podkreśla pani Marzena — idea (choć słuszna) budzi mieszane odczucia.