Konflikt między Stanami Zjednoczonymi a Wenezuelą ma swoje korzenie w „doktrynie Monroe’a” — zbiorze zasad polityki zagranicznej ogłoszonych przez piątego prezydenta Stanów Zjednoczonych Jamesa Monroe’a w 1823 r. W przemówieniu do Kongresu Monroe oświadczył, że zachodnia półkula jest strefą wpływów Stanów Zjednoczonych, zamkniętą dla ingerencji państw europejskich. Od tego czasu dojście do władzy w państwach Ameryki Południowej polityków niekorzystnych dla Białego Domu jest postrzegane w Waszyngtonie jako zagrożenie dla interesów narodowych. Przez ostatnie dwa stulecia Stany Zjednoczone regularnie uzasadniały „doktryną Monroe’a” ingerencję w sprawy wewnętrzne państw Ameryki Łacińskiej. Kilkakrotnie interwencje te przybierały formę inwazji wojskowej.
Amerykańskie władze zwróciły uwagę na Wenezuelę w 1999 r., kiedy jej prezydentem został rewolucjonista-socjalista Hugo Chavez. Ogłosił on, że jednym z jego celów jest walka z zachodnim imperializmem i potępił inwazję Stanów Zjednoczonych na Irak i Afganistan. W 2002 r. Chavez oświadczył, że nieudana próba zamachu stanu przeciwko niemu miała miejsce przy wsparciu USA. Od tego czasu stosunki między oboma krajami pozostają wrogie.
„Dla wielu osób w Stanach Zjednoczonych, zwłaszcza dla przedstawicieli jastrzębiego skrzydła Partii Republikańskiej, przywiązanie władz Wenezueli do ideologii socjalistycznej uczyniło Wenezuelę oczywistym wrogiem Stanów Zjednoczonych” — wyjaśnia korespondent „The Guardiana” William Christo.
W 2013 r. John Kerry, sekretarz stanu USA za prezydentury Baracka Obamy, ogłosił, że era „doktryny Monroe’a” dobiegła końca i teraz Stany Zjednoczone będą traktować państwa Ameryki Łacińskiej przede wszystkim jako partnerów, a nie jako potencjalne obiekty amerykańskich wpływów.
Jednak za rządów Donalda Trumpa polityka zagraniczna Waszyngtonu wobec państw zachodniej półkuli ponownie uległa zmianie. W 2025 r. Trump zagroził aneksją Kanady i Panamy. — Trump instynktownie rozumie, że jeśli Stany Zjednoczone nie będą dominować na półkuli zachodniej, nie będą uważane za skuteczną światową potęgę — wyjaśnia ekspert CSIS Ryan Berg.
Według korespondentów „The Atlantic”, Trump chciał uporać się z Wenezuelą już podczas swojej pierwszej kadencji. Jednym z powodów był Nicolas Maduro, który podobnie jak jego poprzednik Hugo Chavez krytykował imperializm państw zachodnich, kierował partią socjalistyczną i utrzymywał bliskie kontakty z Kubą, Rosją i Chinami.
Maduro zasadniczo od momentu dojścia do władzy w 2013 r. jest oskarżany o dyktatorskie metody zarządzania krajem (w szczególności o fałszowanie wyników wyborów i prześladowanie opozycji).
Trump zaczął aktywnie krytykować reżim Maduro po wyborach prezydenckich w Wenezueli w 2018 r. Wówczas większość opozycjonistów w kraju została skazana na karę więzienia pod zarzutami politycznymi. Pozostali opuścili kraj. Same wybory przebiegały z licznymi naruszeniami regulaminu — na przykład Maduro przedłużył o pięć dni termin rejestracji wyborców za granicą, chociaż zgodnie z konstytucją nie posiadał odpowiednich uprawnień. Media pisały również o przekupstwie części wyborców. Stany Zjednoczone, Kanada, kraje Unii Europejskiej, Nowa Zelandia, Argentyna i Brazylia nie uznały zwycięstwa Maduro. Trump wezwał do ponownego przeprowadzenia wyborów.
W lutym 2020 r. prezydent USA, przemawiając przed Kongresem, nazwał Maduro „nielegalnym władcą i tyranem, który dręczy swój naród” i obiecał, że jego „tyrania zostanie zniszczona”.
W listopadzie 2025 r. wysoki rangą członek administracji Trumpa powiedział dziennikarzom anonimowo: „Jeśli celem Stanów Zjednoczonych jest ustanowienie [w regionie] lojalnych przywódców lub przynajmniej przywódców niezwiązanych z Chinami, Rosją lub Iranem, to Wenezuela stanowi [dla Białego Domu] oczywisty problem”.

Uzbrojeni funkcjonariusze federalni przed Metropolitan Detention Center, gdzie został osadzony prezydent Wenezueli Nicolas Maduro, Brooklyn, Nowy Jork, USA, 4 stycznia 2026 r.PAP/EPA/OLGA FEDOROVA / PAP
Trump oskarża Maduro o handel narkotykami. Kartel, którym rzekomo kieruje, najwyraźniej nie istnieje
Chęć zademonstrowania siły politycznej nie jest jedynym powodem, dla którego Stany Zjednoczone weszły w bezpośredni konflikt z Wenezuelą. W 2020 r. administracja prezydenta USA postawiła Maduro i kilku innym wysokim rangą politykom wenezuelskim zarzuty terroryzmu narkotykowego, korupcji i handlu narkotykami. Władze amerykańskie ogłosiły, że w Wenezueli aparat rządzący połączył się z Kartelem Słońc — organizacją przestępczą handlującą bronią i kokainą. Retoryka Waszyngtonu w dużej mierze opierała się na tym, że sytuacja narkotykowa w Stanach Zjednoczonych przybrała formę klęski żywiołowej. Jednocześnie media i eksperci zazwyczaj mówią o epidemii opioidowej lub kryzysie opioidowym, a nie o kokainie, której rozpowszechnianie przypisuje się Maduro.
W sierpniu 2025 r. prokurator generalna USA Pam Bondi wyznaczyła nagrodę w wysokości 50 mln dol. [180 mln 285 tys. zł według obecnego kursu] za informacje, które mogą doprowadzić do aresztowania Maduro i wydania wyroku skazującego. Bondi nazwała prezydenta Wenezueli „jednym z najpotężniejszych handlarzy narkotyków na świecie i zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego” USA.
Maduro stanowczo odrzucił zarzuty dotyczące handlu narkotykami. „W ostatnich tygodniach w wiadomościach pojawiły się fałszywe doniesienia, że władze Wenezueli są powiązane z bandytami i handlarzami narkotyków” — napisał w liście do Trumpa we wrześniu 2025 r. „To rażące kłamstwo i dezinformacja skierowana przeciwko całemu naszemu narodowi. Jej celem jest wywołanie konfliktu zbrojnego, który będzie miał katastrofalne skutki dla całego kontynentu”.
Jesienią 2025 r. Biały Dom wykorzystał oskarżenia władz Wenezueli o handel narkotykami na terytorium Stanów Zjednoczonych jako pretekst do ostrzelania i zatopienia na wodach międzynarodowych łodzi, które rzekomo przewoziły narkotyki. Na początku 2026 r. te same oskarżenia posłużyły jako podstawa do inwazji na Wenezuelę i schwytania Maduro.
Większość niezależnych ekspertów ds. Wenezueli uznaje za bezpodstawne twierdzenia, że za rządów Maduro kraj znajdował się pod kontrolą kartelu narkotykowego. Według danych dziennikarzy z „The Atlantic” głównym dostawcą kokainy do Stanów Zjednoczonych nie jest Wenezuela, jak można by sądzić na podstawie retoryki administracji Trumpa, ale Kolumbia. To właśnie w tym kraju, a także w Peru i Boliwii, znajdują się największe plantacje koki — rośliny wykorzystywanej jako surowiec do produkcji kokainy.
Nie oznacza to, że w Wenezueli w ogóle nie produkuje się narkotyków i nimi nie handluje: Biuro Narodów Zjednoczonych ds. Narkotyków i Przestępczości informuje, że każdego roku w tym kraju sprzedaje się i transportuje około 250 t kokainy. Jednak, jak zauważa analityk CNN Stefano Pozzebon, wskaźnik ten jest znikomy w porównaniu z globalnym handlem narkotykami i z pewnością nie pozwala zaliczyć Wenezueli do głównych dystrybutorów nielegalnych substancji.
Wątpliwości politologów, dziennikarzy i krytyków Trumpa budzi nawet samo oświadczenie członków jego gabinetu o istnieniu w Wenezueli dużego kartelu narkotykowego. Według słów Charliego Savage’a, autora „The New York Timesa” specjalizującego się w bezpieczeństwie narodowym i polityce prawnej, Kartel Słońc nie jest rzeczywistą organizacją przestępczą, tylko figurą retoryczną, która pojawiła się w latach 90. w celu określenia wenezuelskich wojskowych zamieszanych w handel narkotykami. W rzeczywistości ani wtedy, ani później nie istniała żadna grupa o takiej nazwie, która zajmowałaby się produkcją i transportem kokainy oraz innych nielegalnych substancji do Stanów Zjednoczonych. Prezydent Kolumbii Gustavo Petro nazwał Kartel Słońc „wynalazkiem” Białego Domu, który jest potrzebny, aby usprawiedliwić obalenie rządów niepożądanych dla Stanów Zjednoczonych.
W akcie oskarżenia w sprawie Maduro pada stwierdzenie, że prezydent Wenezueli „był w zmowie z niektórymi z największych i najbardziej brutalnych handlarzy narkotyków i narkoterrorystów na świecie” i że z powodu jego działań do Stanów Zjednoczonych trafiły „tysiące ton kokainy”.
Maduro, jego żona i inni członkowie rządzącego reżimu rzekomo „zapewniali kartelom ochronę i wsparcie logistyczne”, a także organizowali porwania, pobicia i zabójstwa „tych, którzy byli im winni pieniądze za narkotyki lub w inny sposób zaszkodzili ich handlowi narkotykami”.
Departament Sprawiedliwości USA twierdzi również, że Maduro, jeszcze pełniąc funkcję posła w Zgromadzeniu Narodowym w latach 2000., brał udział w organizacji transportu kokainy, a w latach 2006-2013, kierując resortem spraw zagranicznych, wydawał handlarzom narkotyków dyplomatyczne paszporty i zapewniał przykrywkę dla samolotów przewożących pieniądze ze sprzedaży narkotyków. Wśród struktur przestępczych, z którymi współpracował wenezuelski polityk, prokuratura wymienia kolumbijskie organizacje FARC (Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii) i ELN (Armia Wyzwolenia Narodowego), meksykańskie kartele Sinaloa i Los Zetas oraz grupę Tren de Aragua z siedzibą w Wenezueli.
Żona Maduro również jest oskarżona: o to, że w 2007 r. przyjęła łapówkę w wysokości kilkuset tysięcy dolarów za zorganizowanie spotkania między dużym handlarzem narkotyków a szefem wenezuelskiego departamentu ds. zwalczania handlu narkotykami. Zgodnie z aktem oskarżenia handlarz narkotyków zgodził się płacić władzom 100 tys. dol. [360 tys. zł według aktualnego kursu] miesięcznie za prawo do swobodnego transportu lotniczego paczek z kokainą. Część tych pieniędzy miała trafić na konto Cilii Flores. Nie wiadomo, skąd władze USA uzyskały tę informację.
Ponadto w akcie oskarżenia wspomniano o nagranej rozmowie bratanków Flores z przedstawicielami amerykańskiego rządu w 2015 r. Wówczas krewni prezydenta Wenezueli zgodzili się przetransportować do USA „kilkaset ton kokainy z prywatnego hangaru Maduro” i wyjaśnili, że „prowadzą wojnę” przeciwko Stanom Zjednoczonym. W 2017 r. obaj bratankowie Flores zostali skazani na 18 lat więzienia za zmowę w celu sprzedaży narkotyków, ale już w 2022 r. zostali zwolnieni w ramach umowy o uwolnieniu siedmiu Amerykanów przebywających w wenezuelskim więzieniu.
Dostęp do ropy naftowej i innych cennych zasobów oraz interesy sekretarza stanu Marco Rubio
Już we wrześniu 2025 r. korespondenci „The New York Timesa” wskazali sekretarza stanu USA, pełniącego jednocześnie obowiązki doradcy prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego Marca Rubio jako głównego ideologa eskalacji konfliktu z Wenezuelą.
Urodził się w rodzinie kubańskich imigrantów na Florydzie, gdzie w drugiej połowie XX w. wielu Kubańczyków uciekło przed reżimem Castro. Pochodzenie uczyniło Rubio ważną postacią w społeczności kubańskiej i w dużej mierze przyczyniło się do jego politycznego awansu. To właśnie ono ukształtowało poglądy sekretarza stanu: jest zdecydowanym przeciwnikiem lewicowych rządów w krajach Ameryki Łacińskiej i popiera obalenie przywódców socjalistycznych i komunistycznych.
Według danych korespondentów „The Atlantic”, Rubio wraz z Trumpem zaczął opracowywać plan obalenia Maduro już w 2019 r., będąc senatorem stanu Floryda. Jednak po powrocie Trumpa do Białego Domu przyjął bardziej umiarkowane podejście, zgodnie z radą specjalnego wysłannika prezydenta Richarda Grenella. To właśnie on na początku 2025 r. przeprowadził z Maduro udane negocjacje w sprawie uwolnienia sześciu Amerykanów przetrzymywanych w Wenezueli. Jak donoszą korespondenci „The Atlantic”, jeszcze jesienią 2020 r. Trump miał nadzieję, że Grenellowi uda się skłonić wenezuelskiego przywódcę do pokojowego ustąpienia ze stanowiska. W trakcie negocjacji dyplomata zaproponował Maduro bezpieczną rezygnację.
Jednak Maduro uznał, że skoro Trump z pewnością przegra zbliżające się wybory, negocjacje z nim nie mają sensu. Trump to zapamiętał, dlatego na początku swojej nowej kadencji posłuchał rady Rubio i wybrał bardziej agresywną taktykę. Zezwolił na ostrzał wenezuelskich statków, zaczął mówić o interwencji, a pod koniec listopada 2025 r. ogłosił zamknięcie przestrzeni powietrznej nad tym latynoamerykańskim państwem.

Wenezuelczyk trzymający zdjęcie sekretarza stanu USA Marco Rubio z podpisem „dziękujemy” podczas wiecu w odpowiedzi na amerykańskie ataki militarne w Wenezueli, Miami, Floryda, USA, 3 stycznia 2026 r.PAP/EPA/CRISTOBAL HERRERA-ULASHKEVICH / PAP
Demonstracja siły USA i krytyczna reakcja świata
Kolejnym powodem, wyjaśniającym oskarżenia wobec Maduro i agresywną politykę Stanów Zjednoczonych wobec Wenezueli, są bogactwa naturalne tego latynoamerykańskiego kraju. Wenezuela posiada największe potwierdzone zasoby ropy naftowej na świecie — teraz prawdopodobnie przejdą one pod kontrolę Waszyngtonu.
— Sprawy związane z ropą naftową w Wenezueli przez długi czas układały się fatalnie — powiedział Trump na konferencji prasowej po schwytaniu Maduro. — Teraz największe amerykańskie i światowe koncerny naftowe przybędą [do Wenezueli], zainwestują miliardy dolarów, naprawią zniszczoną infrastrukturę i zaczną zarabiać pieniądze dla kraju — dodał. Ponadto, zgodnie z podanymi wcześniej przez Maduro danymi, złoża cennych minerałów w Wenezueli szacuje się na 1 bln 360 mld dol. [4 bln 905 mld zł].
Trump oświadczył również, że ponieważ infrastruktura do wydobycia ropy naftowej w Wenezueli została stworzona przy wsparciu Stanów Zjednoczonych, ale została znacjonalizowana przez socjalistyczny rząd, USA mają prawo z niej korzystać. — Wenezuela jednostronnie przejęła i sprzedała amerykańską ropę, amerykańskie zasoby i amerykańskie platformy — powiedział Trump. — Kosztowało nas to miliardy dolarów. Zrobili to dawno temu, ale nigdy nie mieliśmy prezydenta, który podjąłby jakieś działania w odpowiedzi. Podczas [kadencji] poprzednich administracji [prezydentów USA] socjalistyczny reżim ukradł nam to, co nam się należało — dodał.
Wszyscy najbliżsi partnerzy Wenezueli potępili już działania Waszyngtonu. Rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych nazwało zatrzymanie Maduro „niedopuszczalnym naruszeniem suwerenności niezależnego państwa” i oskarżyło Stany Zjednoczone o „agresywne działania”. Podobne komentarze wygłosili przedstawiciele Iranu i Chin.
W oświadczeniu ONZ stwierdziło, że sekretarz generalny organizacji Antonio Guterres jest „głęboko zaniepokojony” eskalacją konfliktu, a inwazja USA na Wenezuelę „może mieć niepokojące konsekwencje dla regionu”. Prezydent Francji Emmanuel Macron napisał w mediach społecznościowych, że przekazanie władzy „powinno odbywać się w sposób pokojowy, demokratyczny i zgodny z wolą narodu Wenezueli”.
Wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Kaya Kallas podkreśliła, że UE nie uznaje Maduro za prawowitego prezydenta, ale dodała, że podczas przekazywania władzy należy unikać przemocy i przestrzegać norm prawa międzynarodowego. Brytyjski premier Keir Starmer odmówił jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, czy działania amerykańskich władz i armii należy uznać za legalne, czy przestępcze. Według Starmera jego rząd „nie będzie płakał” z powodu upadku reżimu Maduro.
Wszystkie te państwa raczej nie zdecydują się na zerwanie stosunków dyplomatycznych lub bezpośredni konflikt ze Stanami Zjednoczonymi z powodu zmiany władzy w Wenezueli. W Białym Domu interwencja jest z pewnością postrzegana jako udana demonstracja siły i ważny krok na drodze do zwiększenia wpływów w regionie. Administracja Trumpa prawdopodobnie będzie starała się przekształcić proces w sprawie Maduro w podobną demonstrację siły. Według danych kanału NBC, prezydent Wenezueli stanie przed sądem w Nowym Jorku już 5 stycznia.