Donald Trump powrócił do retoryki skupionej wokół przejęcia przez USA Grenlandii. Amerykański prezydent powiedział w wywiadzie dla magazynu „The Atlantic”, że USA „absolutnie potrzebują” Grenlandii.
Teraz czas na Grenlandię? Trump: „Potrzebujemy jej, absolutnie”
Tabletka nie zawsze jest rozwiązaniem. Oto co radzi ekspert
Trump nie dostrzega działań Kopenhagi
Nie jest to pierwszy raz kiedy Trump wskazuje palcem na Grenlandię. Obecna retoryka różni się jednak, od wcześniejszej – mówi Wirtualnej Polsce Mikkel Runge Olesen, starszy analityk w Duńskim Instytucie Studiów Międzynarodowych (DIIS).
– Wcześniej retoryka Trumpa dot. Grenlandii dotyczyła zarówno ekonomii, jak i bezpieczeństwa. Teraz to jedynie sprawy bezpieczeństwa – zauważa ekspert.
Olesen wskazuje przy tym na szczegóły wypowiedzi Trumpa. Amerykański prezydent – na pokładzie Air Force One – stwierdził, że jedyne co Dania zrobiła dla bezpieczeństwa wyspy to „dołożenie jednego psiego zaprzęgu. – To zrobili – powiedział.
To jednak tylko częściowo prawda. Trump – w swojej wypowiedzi – pominął wiele innych poczynionych przez Kopenhagę inwestycji. W październiku 2025 roku Dania ogłosiła dodatkowe wydatki na obronę w wysokości 4,2 miliarda dolarów, obejmujące regiony Arktyki i Atlantyku Północnego, w tym Grenlandię. Jednocześnie zapowiedziała zwiększenie floty samolotów F-35A do 43, kupując kolejne 16 samolotów za kwotę 4,5 miliarda dolarów.
To nie koniec. Pod koniec grudnia Waszyngton wydał bowiem zgodę na sprzedaż Danii samolotów patrolowych P-8 Posejdon. Wartość umowy? 1,8 mld dolarów.
– Łącznie Dania w 2025 r. zadeklarowała wydatki na poziomie 42 mld koron duńskich – to ponad 6,6 mld dolarów.
– Obawy o bezpieczeństwo, które mają USA, to jeden z nielicznych obszarów, gdzie Dania faktycznie będzie mogła coś zrobić. Dlatego więc nasz rząd skupił się na tym, by zadowolić Stany Zjednoczone. Trump zdaje się, że tego nie zauważył – ocenia rozmówca WP.
32 Kubańczyków martwych. Mieli ochronić Maduro
– Najwyraźniej to nie wystarczyło. To duży problem. To prowadzi do pytania, czy rząd duński skutecznie przekazał Trumpowi, że „Dania faktycznie zrobiła coś więcej niż tylko psie zaprzęgi” – podkreśla Olesen.
Co jednak w tej sprawie może zrobić duński rząd? – Tutaj pojawia się kwestia komunikacji. Być może potrzebna będzie kampania medialna, która szeroko rozpowszechni informację, że Dania robi więcej, aby wzmocnić świadomość sytuacyjną na Grenlandii – podkreśla ekspert.
Olesen wskazuje przy tym także na rolę Europy, która mogłaby „pomóc” dostarczyć skutecznie wiadomość do Trumpa. Swój sprzeciw wobec retoryki USA wobec Danii wyraził już m.in. prezydent Finlandii Alexander Stubb – polityk, który ma mieć dobry kontakt z Trumpem. – Także pozostali sojusznicy mogą pomóc w tej sprawie – podkreśla analityk.
Grenlandia otoczona?
Trump w swoich ostatnich wypowiedziach stwierdził również, że Grenlandia jest otoczona przez chińskie i rosyjskie jednostki, na co nie ma jednak dowodów.
Olesen wskazuje, że kluczowa w tej sprawie może być m.in. system wykrywania okrętów podwodnych, które mogą przepływać między Grenlandią a Islandią.
Kopenhaga jednak zadaje sobie z tego sprawę. Zakup samolotów P-8 to właśnie odpowiedź na te zagrożenia. Maszyny te są wyspecjalizowane w poszukiwaniu okrętów podwodnych.
Ekspert przypomina, że w czasach zimnej wojny Grenlandia posiadała amerykańskie radary. Na wyspie cały czas istnieją amerykańskie instalacje wojskowe – w tym baza sił kosmicznych USA Pituffik.
– Rosyjskie samoloty w Arktyce, to drugie ewentualne zagrożenie – podkreśla.
Grenlandia jak Wenezuela?
W związku z tym, że roszczenia wobec Grenlandii padają w momencie, w którym USA zatrzymały prezydenta Wenezueli, zasadnym staje się pytanie, czy wobec Grenlandii mogłoby dojść do powtórki z Caracas. Olesen jednoznacznie odrzuca taką analogię.
Nowe nagranie z Maduro. Tak przewożono go z aresztu
– Istnieje duża różnica między atakiem USA na kraj, który od dawna był uważany za przeciwnika, a atakiem na małego, pokojowego sojusznika. To byłoby znacznie bardziej kosztowne politycznie. Myślę, że Trumpowi trudno byłoby to wytłumaczyć amerykańskiej opinii publicznej – mówi.
– Trudno byłoby Trumpowi wytłumaczyć, dlaczego konieczne było wejście i inwazja na małego, demokratycznego sojusznika. Dodatkowo, Amerykanie nie postrzegają Danii jako zagrożenia; zaledwie około 7 proc. populacji USA popiera ewentualną ingerencję w Grenlandię – podkreśla ekspert.
Groźby Trumpa
Wypowiedzi dot. Grenlandii pojawiły się tuż po tym, jak USA przeprowadziły interwencję w Wenezueli, w następstwie której zatrzymany został prezydent kraju Nicolas Maduro.
Obawy o przyszłość Grenlandii podsyciła w sobotę Katie Miller, żona kluczowego doradcy Trumpa Stephena Millera. Była urzędniczka zespołu DOGE Elona Muska zamieściła w serwisie na X mapę Grenlandii w barwach amerykańskiej flagi z dopiskiem „wkrótce”. Na wpis zareagował m.in. ambasador Danii w USA Jesper Moeller Soerensen, który podkreślił, że oczekuje pełnego poszanowania integralności terytorialnej swojego państwa.
Dania odpowiada Trumpowi
„Stanowczo apeluję do Stanów Zjednoczonych o zaprzestanie gróźb wobec historycznie bliskiego sojusznika (Danii) oraz innego kraju i narodu (Grenlandii), którzy jasno powiedzieli, że nie są na sprzedaż” – podkreśliła Frederiksen.
Dodała, że USA nie mają prawa zajmować żadnego z trzech krajów tworzących Wspólnotowe Królestwo: Danii, Grenlandii oraz Wysp Owczych.
Frederiksen przypomniała, że Dania, a tym samym Grenlandia, jest członkiem NATO i jest objęta gwarancjami bezpieczeństwa Sojuszu. „Mamy już dziś umowę obronną między Królestwem Danii a Stanami Zjednoczonymi, która daje USA szeroki dostęp do Grenlandii, a my zainwestowaliśmy znaczne środki w bezpieczeństwo Arktyki” – zaznaczyła.
Na słowa prezydenta USA zareagował także premier Grenlandii Jens Frederik Nielsen, który stanowczo sprzeciwił się tego typu wypowiedziom.
„Kiedy prezydent Stanów Zjednoczonych mówi: 'potrzebujemy Grenlandii’ i łączy nas z Wenezuelą i (amerykańską) interwencją wojskową, to jest to nie tylko niewłaściwe, to świadczy o braku szacunku” – napisał Nielsen na Facebooku.
„Dość tego; koniec nacisków, insynuacji i fantazji o aneksji” – wskazał.
Tomasz Waleński, dziennikarz Wirtualnej Polski