W sobotę rano amerykańskie wojsko przeprowadziło kilka uderzeń w Wenezueli w celu ujęcia przywódcy tego kraju Nicolasa Maduro. Akcji zdalnie przyglądał się prezydent Donald Trump. W wyniku operacji wojskowej Amerykanie aresztowali wraz z Maduro jego żonę Cilię Flores. Oboje zostali w sobotę przewiezieni do Nowego Jorku, gdzie w poniedziałek mają stanąć przed sądem w związku z oskarżeniami o przestępstwa związane z narkotykami i terroryzmem.
Sama akcja była brawurowa, a Trump nie posiadał się z radości, przedstawiając ją jako wielki sukces i wstęp do dalszych działań – zarówno w samej Wenezueli, jak i innych państwach. Przypadek z Caracas jest bowiem precedensem, który może rozochocić prezydenta USA do kolejnych „interwencji w imię pokoju”.
Donald Trump wraca do doktryny Monroe
Działania Trumpa są spójne z odświeżoną doktryną Monroe z XIX wieku. – Sam pomysł nie jest jednak nowy. Mieliśmy do czynienia z realizacją tej polityki jeszcze w XIX wieku, ale także w XX wieku. Teraz Donald Trump wraca do znanych schematów, choć tak naprawdę to odświeżona wersja tej samej doktryny – mówi Interii amerykanista dr Karol Szulc z Uniwersytetu Wrocławskiego.
– Sama doktryna polega na podporządkowaniu sobie innych w zachodniej hemisferze. Innymi słowy: Stany Zjednoczone chcą mieć większy wpływ w państwach zachodniej półkuli. I te państwa mają być wobec USA posłuszne – wyjaśnia dr Szulc.
Wizja świata Donalda Trumpa nie jest niczym innym jak próbą powrotu do podziału na strefy wpływu. Zgodnie z tym kierunkiem cała zachodnia półkula winna opierać się na dominującej roli Stanów Zjednoczonych. W praktyce USA są zdecydowanie najsilniejszym krajem w regionie obu Ameryk, z którym wszystkie inne się liczą, ale nie oznacza to, że wokół siebie USA mają wyłącznie sojuszników. Trump chce to zmienić i – mówiąc wprost – obsadzać kolejne stolice przychylnymi sobie przywódcami. Wszystko po to, by czerpać jak największe zyski z wpływowej roli USA w tej części świata.
– Zobaczymy jak to się potoczy, bo to, co ujrzeliśmy w Wenezueli, to dopiero pierwszy krok. Jeśli uda się tam zaprowadzić amerykańskie porządki, czego chce administracja Trumpa, to można się spodziewać kontynuacji. Tylko na razie poza interwencją „amerykańskich chłopców” nie wydarzyło się nic więcej. Zdecydowanie trudniej będzie przekonać samych Wenezuelczyków do amerykańskiej wizji, trudniej będzie pozyskać lojalnych tam partnerów. Dziś szanse na pełen sukces oceniam nisko – uważa dr Szulc.
Trump z palcem na globusie. Wytycza kolejne cele
Mimo że sprawa Wenezueli nie została jeszcze do końca rozstrzygnięta, Trump już dziś szumnie zapowiada kolejne kroki. Jak przekonuje, chce kontynuować politykę dotyczącą walki z kartelami narkotykowymi. A jeśli tak, to na jego celowniku znajdują się silniejsze od Wenezueli Kolumbia oraz Meksyk.
Po sobotnim ataku na Wenezuelę prezydent USA nie wykluczył podjęcia kolejnych interwencji zbrojnych. Trump rozmawiał z dziennikarzami na pokładzie samolotu Air Force One.
– Wenezuela jest bardzo chora. Kolumbia też jest bardzo chora i jest rządzona przez człowieka, który lubi produkować kokainę i sprzedawać ją Stanom Zjednoczonym. Ale powiem wam, że nie będzie tego robił zbyt długo – powiedział Trump. Dopytywany, czy ma na myśli operację wojskową w Kolumbii, odparł, że „to brzmi dobrze”. W odpowiedzi kolumbijskie władze już zareagowały wysyłając na granicę z Wenezuelą 30 tys. żołnierzy.
Na celowniku Trumpa znajduje się także Meksyk. – Meksyk musi wziąć się w garść, bo narkotyki przepływają przez Meksyk, a my będziemy musieli coś zrobić. Chcielibyśmy, żeby Meksyk to zrobił. Oni są do tego zdolni. Ale niestety kartele są w Meksyku bardzo silne – mówił Trump.
Trzecim kierunkiem zainteresowania Trumpa na południe od USA jest Kuba. W tym przypadku jednak prezydent USA wykluczył operację wojskową, bo w jego opinii nie będzie ona potrzebna. – Nie wiem, czy oni to wytrzymają, ale Kuba nie ma teraz żadnych dochodów. Całe zyski czerpią z Wenezueli, z wenezuelskiej ropy. Nie otrzymują nic. Kuba dosłownie jest gotowa do upadku – mówił Trump. Sekretarz stanu USA Marco Rubio, syn kubańskich emigrantów, dodawał, że „Kuba jest w dużych tarapatach”.
– Kolejne kraje, którym przyglądają się Stany Zjednoczone to oczywiście Kolumbia czy Kuba, gdzie również mówi się o pomocy tamtejszej ludności czy walce z kartelami narkotykowymi. Zgodnie z tą doktryną kolejnym celem może być dowolne państwo w Ameryce Łacińskiej, jeśli finalnie Wenezuela okaże się sukcesem. Niewykluczone, że Trump będzie chciał też wrócić do tematu Grenlandii – podkreśla w rozmowie z Interią dr Szulc.
Trump wychodzi poza Amerykę. Mówi o Grenlandii i Iranie
Grenlandia jest terytorium zależnym sojuszniczej Danii, ale Trump nic sobie z tego nie robi. O jego zakusach głośno było w ubiegłym roku. Po interwencji w Wenezueli temat powrócił, a dziś Trump powtarza, że jego kraj bardzo potrzebuje Grenlandii.
Tymczasem duńska premier Mette Frederiksen, zaniepokojona najnowszą wypowiedzią Trumpa, odpowiedziała stanowczo, że „Stany Zjednoczone nie mają prawa anektować żadnego z trzech państw należących do Wspólnoty Królestwa” (Danii, Grenlandii i Wysp Owczych).
Jeszcze jednym kierunkiem, który wybrzmiewa w ostatnich dniach, jest możliwość interwencji w Iranie. Od końca ubiegłego roku trwają w tym kraju zamieszki, które destabilizują władzę, a jednocześnie sprawiają, że Iranowi bacznie przyglądają się choćby w Izraelu czy właśnie USA. Sam Trump komentując sytuację w tym zakątku świata nie wykluczył „odsieczy”. – Jesteśmy uzbrojeni i gotowi do akcji – zapowiedział.
W ostatnich dniach Trump nie wypowiedział się w zasadzie tylko o jednym potencjalnym kolejnym terytorialnym celu. Pół roku temu przekonywał, że Kanada powinna stać się 51. stanem USA. Na ten moment jednak o niej zapomniał.
Jak pomagać bezdomnym podczas mrozów?Polsat News
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
